Rząd ma problem. W ślady górali idzie cała Polska, rusza narodowy bojkot obostrzeń

Rząd przedłużył większość obostrzeń do końca stycznia, ale górale już wcześniej powiedzieli dość, zapowiadając, że otworzą się dla turystów po 17 stycznia niezależnie od rządowych zakazów. Turyści też wypowiedzieli posłuszeństwo, o czym świadczą tłumy na Gubałówce. A to dopiero początek

Dlaczego turyści masowo (i nieodpowiedzialnie) wylegli na Gubałówkę, a kolejne branże szykują pozwy przeciwko Skarbowi Państwa? Bo straciliśmy cierpliwość. Niesamowitość tego, co spotkało świat, już nam spowszedniała, a odpowiedzialność za zdrowie i życie innych ludzi nas znudziła, przestaliśmy się w nią bawić.

Przede wszystkim masowo zorientowaliśmy się, że zakazy, które nakłada na nas rząd, są nielegalne. I doskonale pokazał to sylwestrowy wieczór. Miała być godzina policyjna, bezwzględny zakaz wychodzenia z domu i mandaty. Ludzi na ulicach było niemało, ale mandatu nie dostał nikt, ani jedna osoba w całej Polsce. Rząd próbował nas zastraszyć. Nie wyszło, więc musiał się poddać, bo wiedział, że karanie będzie nielegalne.

Bizblog.pl poleca

A więc to taka psychologiczna gra. Dopóki chcieliśmy w nią grać, zakazy działały. Ale już nie chcemy. I państwo staje się bezsilne, przynajmniej dopóki nie ogłosi w końcu stanu nadzwyczajnego.

To, że nie chce nam się już grać w tę grę, może mieć daleko idące skutki, bo kolejne branże decydują się na pozwy zbiorowe przeciwko państwu polskiemu za to, że zakazuje przedsiębiorcom działalności bez jasnej podstawy prawnej.

Fryzjer prowadzi ludzi na barykady

Wielu przedsiębiorców ośmielił niedawny wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu, który orzekając w sprawie fryzjera ukaranego przez sanepid, uznał, że rządowy zakaz działalności firm jest nielegalny. WSA stwierdził, że służby sanitarne nie mogą nakładać kar administracyjnych na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów. Fryzjer wygrał i prowadzi na barykady pozostałych przedsiębiorców.

Po kilkutygodniowych analizach prawnych, spotkaniach z licznymi kancelariami oraz dokładnej weryfikacji potencjalnych szans – ponownie uruchamiamy projekt pozwu przeciwko obowiązującym restrykcjom i kwestii odszkodowawczej

– pisze w oświadczeniu Polska Federacja Fitness, zapowiadając pozwanie Skarbu Państwa.

Branża szykowała podobny pozew już podczas pierwszego lockdownu, ale wtedy było za mało chętnych. Dziś zgłosiło się już kilkuset przedsiębiorców. Coś w nich pękło. Nie wierzą rządowi, że pozwoli im znów normalnie funkcjonować na przełomie marca i kwietnia. To zresztą i tak może być za późno. Zdaniem przedsiębiorców funkcjonowanie 2,5 tys. klubów w Polsce jest zagrożone. A to branża zatrudniająca ok. 100 tys. ludzi warta 4 mld zł.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, w Sądzie Okręgowym w Warszawie swój pozew zbiorowy złożyło już 45 przedstawicieli branży turystycznej. Jeszcze w tym tygodniu zrobi to 15 właścicieli klubów nocnych i dyskotek.

Hotelarze za to w tym tygodniu chcą wysłać do wojewodów wezwania do zapłaty odszkodowania za szkody i utracone korzyści. Jeśli nie dostaną pieniędzy w ciągu 7 dni, również złożą pozwy. Według „DGP” gotowych do takiego kroku jest ok. 20 przedsiębiorców, którzy domagają się średnio  po 400-500 tys. zł.

W przyszłym tygodniu zaś zebrać ma się Polska Rada Centrów Handlowych. Temat? Czy pozywać rząd. Nad tym samym zastanawiają się też firmy z branży transportowej.

Gospodarka otwiera się sama, nie czeka na pozwolenie

W czasie, kiedy jedni idą do sądu, przestrzegając jednak ograniczeń nakładanych przez rząd, inni pomijają ścieżkę sądową i biorą sprawy we własne ręce. I nie chodzi już i szukanie luk w prawie, udawanie, że lodowisko to kwiaciarnia. 

W weekend właściciele restauracji U Trzech Braci w Cieszynie postanowili otworzyć swój lokal dla klientów mimo zakazu. Jawnie. Nie udając niczego.

Jest obowiązująca od 1995 r. swoboda prowadzenia działalności gospodarczej i na tym się opieramy. To nam daje prawo do tego, co robimy. A tu nagle pojawia się jakieś rozporządzenie stojące w sprzeczności z zapisami konstytucji. I dlatego postanowiliśmy kontynuować naszą działalność

– powiedział „Dziennikowi Zachodniemu” Tomasz Kwiek, współwłaściciel restauracji U Trzech Braci w Cieszynie.

Kilka dni wcześniej Kwiek ogłosił na Facebooku, że restauracja otwiera się dla gości „oznacza to, że będziecie mogli znów przyjść i zjeść normalnie jak ludzie w naszej restauracji”.

Do lokalu oczywiście zawitał sanepid, kilkudziesięciu policjantów i 10 radiowozów. Władze próbowały legitymować klientów, ostatecznie jednak wycofały się z lokalu, którego bronili nie tylko sami klienci, ale również poseł Lewicy Przemysław Koperski, który zapowiedział, że zwróci się nawet o wyjaśnienia do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Katowicach.

Udawać nie zamierzają również górale. Ci zapowiadają, że otworzą swoje biznesy 18 stycznia niezależnie od decyzji rządu, co dalej z lockdownem. Stworzyli nawet wspólną inicjatywę „Góralskie Veto”, która zrzesza kilkuset przedsiębiorców.

Mamy przygotowaną ochronę prawną, konsultujemy się z kilkoma kancelariami adwokackimi, ponieważ chcemy zapewnić bezpieczeństwo przedsiębiorcom, którzy wchodzą w naszą akcję zataczającą coraz szersze kręgi. Przedsiębiorcy są tak zdeterminowani, bo zdają sobie sprawę, że nie przeżyją kolejnego miesiąca, w związku z tym nie mają wyjścia

– wyjaśniał PAP Sebastian Pitoń, inicjator akcji.

Przedsiębiorca liczy, że akcja stanie się ogólnopolska i „uda się uruchomić lawinę nie do zatrzymania, ponieważ rząd nie ma narzędzi terroru.”

Pozostały tylko prośby okraszone szczyptą szantażu emocjonalnego

I rząd doskonale o tym wie. W poniedziałek Jarosław Gowin, wicepremier i minister rozwoju, pracy i technologii zapowiedział, że na wsparcie gmin górskich dotkniętych pandemicznymi restrykcjami przeznaczy 1 mld zł. Próbuje jakoś udobruchać rozwścieczonych górali.

Jednocześnie nie chciał odpowiedzieć na pytanie, co rząd zrobi z tym, że przedsiębiorcy wypowiadają rządowi posłuszeństwo:

Nie chcę mówić o konsekwencjach prawnych, liczymy na to, że poczucie odpowiedzialności przedsiębiorców za całą Polskę i pomoc, która sukcesywnie trafia do firm, spowodują, że unikniemy tego typu zamieszania.

– powiedział Jarosław Gowin.

Tylko tyle zostało. Wygląda na to, że narzędzia prawne stoją po stronie przedsiębiorców. Polacy zrozumieli, że restrykcje są z kartonu i nie muszą ich przestrzegać, więc rząd może już tylko ładnie prosić. I ewentualnie dodać szczyptę szantażu emocjonalnego:

Ten miliard złotych, który trafi do gmin górskich, to przecież nie są pieniądze rządu. Rząd nie ma własnych pieniędzy. One pochodzą z podatków wszystkich Polaków. Ta zasada budowania wspólnoty i poczucia solidarności musi obowiązywać nas wszystkich. Liczymy na to, że przedstawiciele gmin górskich też będą kierować się zasadami budowania wspólnoty”

– powiedział Jarosław Gowin.

Mam wrażenie jednak, że ludziom gra w pandemiczne Simsy się jednak znudziła. O tym, że kończą im się po prostu pieniądze i walczą o przetrwanie swoich firm, nie piszę, bo to oczywiste.

Game over.