Boeing sprzedał 89 wadliwych Maxów. Sprawdzamy, czy na liście pechowców są PLL LOT

Boeing narobił liniom lotniczym powrotem 737 Max ogromnego apetytu. Teraz będzie musiał się zmierzyć z tymi rozbuchanymi oczekiwaniami, a start ma nie najlepszy. Okazało się, że nowe maszyny już na starcie są wadliwe i dla dobra wszystkich powinny stać w garażach.

Półtora roku oczekiwania. Zapewnienia, że organy certyfikacyjne przyjrzały się każdej śrubce i obejrzały z czterech stron wszystkie elementy samolotu. Cały wysiłek włożony w przekonywanie linii lotniczych, a przede wszystkim, ich pasażerów o bezpieczeństwie Boeingów 737 Max poszedł jak krew w piach.

Przypomnijmy, że nowe cudo od Boeinga było uziemione od 2019 r. Decyzja została podjęta po dwóch tragicznych katastrofach w Indonezji i Etiopii. Łącznie zginęło w nich 346 osób. Gdy pod koniec ubiegłego roku samoloty zaczęły wracać na niebo, wydawało się, że amerykański koncern najgorsze ma już za sobą.

Bizblog.pl poleca

Boeing błaga, by nie latać

Jak widać, niekoniecznie. Producent zgłosił wystąpienie „potencjalnych problemów elektrycznych” i zalecił liniom lotniczym, by przyjrzały się systemom elektrycznym w nowo nabytych maszynach. Usterka ma bowiem występować tylko w samolotach, które opuściły linie produkcyjne Boeinga po uzyskaniu zielonego światła na powrót do latania.

Sęk w tym, że Amerykanie nie mieli zamiaru czekać z realizacją zamówień. Przed wypadkami przewoźnicy zgłosili się do nich po setki maxów. Według danych firmy analitycznej Cirium tylko w tym momencie na dostawę czeka 357 maszyn.

Początkowo w hangarach Boeinga stało łącznie około 450 samolotów. Koncern wypychał je na rynek jak szalony, nie czekając na pierwsze opinie użytkowników. Glejt jest? Jest. No to o co chodzi? Podobnie podeszły do tego niektóre linie lotnicze. Niskokosztowy amerykański Southwest Airlines tak się napalił na nowe Boeingi, że zakontraktował od razu 600 samolotów.

Od grudnia do przewoźników trafiło 89 maszyn. I to właśnie one mają mieć wspomniane „potencjalne problemy elektryczne”. Ci, którzy pospieszyli się z zamówieniami, zostali chwilowo na lodzie. Największymi przegranymi zostali Southwest Airlines i American Airlines, bo obie linie obkupiły się najbardziej. Przewoźnicy uznali, że nie ma sensu ryzykować. Maxy zostały uziemione i czekają na wyjaśnienie sprawy.

Żeby było śmieszniej, tuż po zaparkowaniu Boeingów 737 Max, na jaw miały wyjść kolejne usterki, o czym donosił Reuters. Producent nie odniósł się do tych zarzutów. Przewoźnicy powinni się jednak szykować na dłuższą przerwę. Telenowela z powrotem maxów na niebo zaczyna się od nowa.

Kto mógł trafić na popsutego Maxa?

Wśród nabywców wadliwych maszyn nie ma polskich linii. PLL LOT ma ich kilka na składzie, są to jednak samoloty kupione jeszcze przed 1,5-roczną przerwą w użytkowaniu. Z kolei Enter Air zamówionych 737 Maxów jeszcze nie dostał.

Według danych Cirium feralne maszyny trafiły za to do:

  • Southwest Airlines – 30
  • American Airlines – 17
  • United Airlines – 16
  • Copa Airlines – 7
  • TUI UK – 4
  • Alaska Airlines – 4
  • Neos – 2
  • Sunwing Airlines – 2
  • GOL – 1
  • Belavia – 1
  • Cayman Airways – 1
  • WestJet – 1
  • AMK Aircraft Ltd – 1
  • Blue Air – 1
  • Niezapowiedzianego klienta niekomercyjnego – 1

13 kwietnia Cirium sklasyfikowało 126 samolotów 737 Max na całym świecie, które były w eksploatacji. Kolejne 350 stało w hangarach

– pisze Cirium