Duże biuro podróży idzie w ślady Ryanaira. Teraz za każdą głupotę będziemy płacić osobno

Pandemia sprawiła, że specyficzny model biznesowy Ryanaira stał się wyjątkowo atrakcyjny. Po co kazać płacić klientowi raz a dobrze, skoro można mu zaoferować niższą cenę. A następnie zaskoczyć szeregiem dopłat, bez których uiszczenia podróż staje się drogą przez mękę. Na pomysł skopiowania polityki lowcostu wpadło właśnie biuro turystyczne TUI.

Kojarzycie pewnie ten dowcip, w którym szef Grupy Ryanair, Michael O’Leary przychodzi do pubu. Piwo kosztuje go zaledwie jednego funta, ale barman po chwili dodaje, że kufel i siedzenie są płatne dodatkowo. Żart celny, bo prawdziwy.

Lowcost zrobił ze swojej polityki dopłat coś w rodzaju znaku rozpoznawczego. Pasażerowie muszą płacić za mały bagaż, który można umieścić w luku nad głową, wybór miejsca w samolocie i odprawę stacjonarną. Proces zakupu biletu to niekończący się labirynt, w którym system podsuwa coraz to nowe opcje dodatkowe, starając się naciągając nas przynajmniej na kilka euro ekstra.

Bizblog.pl poleca

Konkurenci długo z tego pokpiwali. Ale czas pokazał, że to O’Leary miał rację.

Wakacje w pakietach

Najnowszym naśladowcą Irlandczyków jest TUI Poland. W tym roku biuro po raz pierwszy dało klientom możliwość zrezygnowania z transferu lotniskowego i obecności rezydentów.

Prezes firmy Marcin Dymnicki potwierdził „Pulsowi Biznesu„, że nie jest to jednorazowy eksperyment. Ba, pierwsze wyniki zachęciły biuro podróży do dalszych kroków. Okazało się na przykład, że 15 proc. urlopowiczów zrezygnowało z autokaru, który miał zawieźć ich z lotniska do hotelu. Zaoszczędzili w ten sposób 50 zł, bo właśnie na tyle została wyceniona ta usługa.

Marcin Dymnicki twierdzi, że to przyszłość zorganizowanych wyjazdów. TUI zrezygnowało z rezydentów, którzy do tej pory prowadzili klientów biura za rączkę po obcych krajach. Zamiast tego firma uruchomiła 24h call center i rozdała linki do aplikacji mobilnych.

Na polskim rynku zachowanie szefów TUI może wydawać się ekscentryczne, ale w branży nie jest nowością. W Wielkiej Brytanii biura podróży od dawna pozwalały składać sobie pakiet wycieczki, dobierając tylko potrzebne usługi. Klienci mogli zdecydować się np. wyłącznie na sam przelot.

Linie lotnicze kopiują Ryanaira

Śladem lowcostu coraz częściej idą też przewoźnicy. W tegoroczne wakacje z darmowego bagażu zrezygnowały niskokosztowe linie Eurowings, które należą do Lufthansy.

Kilka miesięcy później na taki sam krok zdecydował się SAS. Skandynawowie ratując budżet zdecydowali się okroić ekwipunek pasażerów do jednego małego plecaczka. Chcesz zabrać ze sobą więcej? No to wyskakuj z kasy. Biorąc pod uwagę kiepską kondycję finansową przewoźników możemy w ciemno obstawiać, że kolejne tego typu decyzje są tylko kwestią czasu.