Krach na TerraUSD uderzył w bitcoina, ale to jeszcze nie koniec zabawy

Patrząc z boku na to, co dzieje się z kursem bitcoina, można dojść do wniosku, że mamy do czynienia z jego totalnym załamaniem. Ale to nie wcale nie koniec. Dobić was? BTC może wkrótce kosztować 11 tys. dolarów. Za jakieś dwa lata przekonamy się, czy kolejny halving uratuje najstarszą z kryptowalut. Jeśli tak, to te niecałe 70 tys. dolarów, jakie płacono za bitcoina jesienią 2021 r., trzeba będzie pomnożyć przez trzy albo więcej.

Kurs bitcoina spadł w czwartek do 25565 dol., najniższego poziomu od półtora roku, ethereum do 1707 dolarów, najniżej od lipca 2021 r. Ostre spadki na bitcoinie i ethereum, dwóch największych kryptowalutach, są efektem krachu, do jakiego doszło na dziesiątej jeszcze kilka dni temu kryptowalucie świata TerraUSD (UST), zarządzanej przez Singapurczyków z TerraLab.

W weekend ten stablecoin do niedawna powiązany 1:1 z kursem dolara miał kapitalizację przekraczającą 18,5 mld dolarów. Dzisiaj po brutalnym zerwaniu więzów z amerykańską walutą – wartość rynkowa UST jest o 10 mld skromniejsza. Luna, główny token Terry, wyceniany na ponad 100 dolarów spadł do kilkunastu centów.

To wszystko wydarzenia, które dzieją się na raz, i to w bardzo krótkim czasie, a rynek próbuje się z nimi mierzyć. To z kolei może powodować ekstremalny strach wśród posiadaczy kryptowalut podobny prawdopodobnie do tego, który mieli w oczach posiadacze akcji spółek technologicznych, gdy pękała bańka dotcom – komentuje Daniel Kostecki.

Trudno się dziwić, że ostra niewydolność wymyślnych algorytmów odpowiedzialnych za utrzymywanie stałego powiązania TerryUSD z dolarem położyła się cieniem na całym rynku kryptowalut.

Krach na UST uderza w kurs bitcoina

Na pocieszenie: krach w Singapurze wcale nie oznacza totalnego załamania na rynku cyfrowych aktywów. Fakt, kurs bitcoina spadł w czwartek do 25565 dol., najniższego poziomu od końca 2020 r. Od jesiennego szczytu w 2021 r., gdy kosztował 68946 dolarów, stracił prawie 63 proc.

Bizblog.pl poleca

Daniel Kostecki, dyrektor polskiego oddziału Conotoxia Ltd, zauważa w swoim komentarzu, że gdybyśmy mieli do czynienia z przeceną bitcoina w podobnej skali, jak cztery lata temu, to powinniśmy być gotowi na spadek do 11 tys. dolarów. Niezłe pociesznie, prawda?

Dyrektor polskiego oddziału Conotoxia Ltd uważa, że sytuacja na BTC zapowiada pojawienie się klasycznego rynku niedźwiedzia przed kolejnym halvingiem, który ma nastąpić w marcu 2024 r. Bo tak się składa, że zbliżamy się wielkimi krokami do połowy cyklu, kiedy zainteresowanie gwałtownie BTC spada, a gdy ten cykl się kończy jeszcze mocniej eksploduje.

Z perspektywy historycznej to właśnie w czasie występującym między dwoma halvingami (poprzedni był w 2020 r.) może występować największa korekta ceny BTC. Przy okazji wcześniejszego cyklu cena BTC spadła z okolic 19 tys. do ok. 3 tys. USD. Gdyby to porównać do szczytu bitcoina w 2021 r. w okolicach 70 tys. USD, to nawet spadek do 11 tys. USD nie byłby czymś nadzwyczajnym – wyjaśnia ekspert.

Co to jest ten halving, do diabła?

Halving wymyślił go anonimowy twórca bitcoina ukrywający się pod pseudonimem Satoshi Nakamato. Halving polega on na tym, że co cztery lata zasób bitcoinów do wydobycia (21 mln BTC) jest zmniejszany o połowę. Ma to uchronić kryptowalutę przed niekontrolowaną utratą wartości.

Tak, dzisiaj, gdy zaliczył wielomiesięczne dno, brzmi to śmiesznie, ale Satoshiemu chodziło o uchronienie swojego kryptograficznego dziecka przed zgubnym wpływem inflacji. Na dodatek jeśli spojrzycie na wykres, to okaże się, że z tych niespełna 3 tys., do których bitcoin zleciał w grudniu 2018 r., w ciągu kolejnych trzech lat zyskał – usiądźcie, proszę – 2200 proc.

Przyjmując prostacką analogię bez uwzględnienia tego, jak rynek kryptowalut zmienił się w ciągu ostatnich czterech latach, można by oczekiwać, że w ciągu kolejnych 36-48 miesięcy kurs bitcoina osiągnie 253 tys. dol. Robi wrażenie, nie?

Oby tylko jak najmniej było wstrząsów podobnych do tych, które stały się udziałem singapurskiego TerraLab.