Trwa szalona promocja Biedronki. Klientom puściły nerwy, sypią się ostre komentarze

Setki produktów o 70 proc. taniej — takiej okazji w Biedronce dawno nie było, klienci powinni być zachwyceni, prawda? Coś jednak poszło nie tak, bo facebookowy profil sieci zalała taka fala komentarzy wściekłych klientów, że od kilku dni dział social media firmy nie nadąża z tłumaczeniem się z problemów.

Teraz w Biedronce setki produktów taniej! Zabawki, odzież, elektronika i wiele, wiele więcej! Nawet do 70% taniej! Tak…

Opublikowany przez Biedronka Wtorek, 25 czerwca 2019

„Promocja trwa od wczoraj, byłam w dwóch Biedronkach i puste półki. Masakra”.
„Przykre, że produkty są w tragicznym bałaganie… Poniżające tak grzebać i szukać”.
„U nas też pustki, a jak już coś jest, to na czytniku normalna cena”.
„Proponuję zamiast promocji zatrudnić jakieś ekipy sprzątające”.

To tylko kilka przykładowych komentarzy, jakie pojawiły się pod wtorkowym wpisem na profilu Biedronki.

Czytaj też:

„Łap okazję na gorąco” – czytamy na planszy reklamowej Biedronki. Organizatorzy promocji zawsze starają się podkręcać klientów i grać na emocji typu „jak się nie pośpieszysz, to najlepsze okazje sprzątną ci sprzed nosa inni”. Tym razem jednak promocyjne towary zniknęły szybciej, niż klienci mieli jakąkolwiek szansę je złapać.

Niestety, ale taki jest urok akcji wyprzedażowych, że cieszą się one ogromnym zainteresowaniem — tłumaczy się firma pod jednym z komentarzy.

W innym miejscu sieć prosi o sprawdzenie pozostałych sklepów i tłumaczy, że „dostępność produktów może być zróżnicowana w zależności od lokalizacji”.

Zarzuty klientów skupiają się głównie na braku promocyjnych towarów, ale przy okazji sieć obrywa za wszystkie problemy, z jakimi się ostatnio boryka. Komentarzy są setki i niemal wszystkie są bardzo krytyczne — od zarzutów dotyczących konkretnych sytuacji po uwagi o najwyższym stopniu ogólności.

Sieć najmocniej obrywa za spadek jakości obsługi — niewiele otwartych kas, alejki sklepowe zastawione paletami z towarem, brud i bałagan, a do tego podwyżki. Jedna kobieta skarży się nawet, że jako osoba niedowidząca nie może już liczyć na pomoc pracowników, dlatego musiała zrezygnować z robienia zakupów w Biedronce.

Pracownicy działu social media Jeronimo Martins Polska, spółki, do której należy sieć Biedronka, nie mają chwili wytchnienia. Nowe komentarze pojawiają się cały czas jak grzyby po deszczu.

Najczęściej pada deklaracja typu „prosimy o adres sklepu, sprawdzimy to”, ale firma także tłumaczy, z czego wynikają problemy z jakością obsługi. Ten problem to niedobór pracowników.

Brak rąk do pracy zmusza nie tylko sieci handlowe do podwyższania pensji, ale to i tak nie wystarcza do załatania dziur kadrowych — potencjalnych pracowników na rynku po prostu nie ma.