Biedronka nauczyła się w lockdowny. Zobaczycie, zarobią tyle, że ogłoszą Warszawę stolicą Portugalii

Jeżeli polski rynek byłby klasą szkolną, Biedronka byłaby tym uczniem, który wyrywa się do odpowiedzi, zanim nauczyciel skończy zadawać pytanie. Pcha się do tablicy bez wywoływania, na kartkówkach kręci głową na piątkę z minusem, a po lekcjach bryluje na kółkach zainteresowań. Oj tak, Jeronimo Martins to jedna z niewielu firm w Polsce, która błyskawicznie zorientowała się, jak zarabiać w trakcie pandemii.

Na początku przyznajmy, że rząd obchodzi się ze sklepami spożywczymi bardzo łagodnie. Wiadomo, wirus wirusem, ale obywatele muszą coś jeść. Ciężar restrykcji spada więc na nasze codzienne fanaberie – kupno butów, ciuchów, wyciskanie na siłowni, wizyty w kinach, czy po prostu weekendowe włóczenie się bez celu po galeriach handlowych.

Bizblog.pl poleca

Inna sprawa, że Polacy na hasło lockdown dostają małpiego rozumu i rzucają się na makaron i ryż, jak gdyby po kilku dniach zamknięcia groziła nam gospodarka niedoboru, w której Allegro musi nakładać bany za spekulowanie cenami papieru toaletowego, a premier Morawiecki osobiście rozdaje kartki na mięso z kością pod kolumną Zygmunta.

Lockdown? Jaki lockdown?

Wszystko to zebrane w całość sprawiło, że pierwszego lockdownu Biedronka nawet nie zauważyła. Jasne, pojawiły się problemy związane z limitami liczby klientów, trzeba było zainstalować osłony z pleksi, a kasjerów wynagrodzić za pracę w trudnych warunkach. Mimo to dyskont rósł jak na drożdżach.

W drugim, krytycznym dla rynku kwartale, sprzedaż urosła jej o 8,7 proc. Jednocześnie sieć urosła w pierwszym półroczu tylko o 19 sklepów, więc trudno tłumaczyć te wyniki szybką ekspansją. Choć, poza epidemiczną gorączką, Biedronce sprzyjało też z pewnością późne świętowanie Wielkanocy.

Jeszcze lepiej było w III kwartale. Przychody Biedronki poszły w górę o 9,3 proc., zyski okazały się o ponad 11 proc. większe niż rok wcześniej. By wykręcić te wyniki, trzeba było naprawdę niewiele. Wystarczyło zadbać o środki sanitarne, wydłużyć godziny pracy i napędzana obawami Polaków maszyna sama rozgrzała się do czerwoności.

Teraz czeka nas jednak drugi lockdown. Już za tydzień lub dwa rząd po raz kolejny pozamyka nas w mieszkaniach. Już teraz sprawił zresztą, że wychodzenie z domu staje się coraz mniej celowe, bo restauracje, puby, a za chwilę także galerie handlowe pozamykane będą na cztery spusty.

Tym razem Biedronka podchodzi jednak do sprawy bardziej metodycznie. Kasjerzy są przeszkoleni, a płyn do dezynfekcji przelewa się na zapleczu. Można więc planować ze spokojną głową. Powiem wam, jak ta analiza wyglądała.

Biedronka wertuje raporty GUS

Obstawiam, że menedżerowie dyskontu pochylili się nad raportami GUS o sprzedaży detalicznej, zastanawiając się jak by uszczknąć z rynku coś dla siebie. W wersji mniej analitycznej mogli też po prostu przeczytać tekst Arka Braumbergera, z którego wynikało, że podczas gdy rynek zanurkował prawie 8 proc. pod kreskę, kategoria mebli, RTV i AGD wystrzeliła o 14,6 proc.

Efekt? Gdy rząd decyduje o zamknięciu sklepów w galeriach handlowych (poza spożywką), Biedronka zasypuje sklepy kolejnymi falami promocji mebli, narzędzi i elektroniki. Najnowsza, zaczynająca się 5 listopada, jest tym istotniejsza, że zbiega z wykoszeniem większości sklepów stacjonarnych pozadyskontowej konkurencji. A wiadomo, część konsumentów jak nie dotknie, to nie kupi.

Biorąc pod uwagę, że poprzedni lockdown może się okazać przy nadciągającej narodowej kwarantannie tylko niewinną igraszką, Biedronka może stać się dla części klientów pierwszym wyborem, jeśli chodzi o zakup dóbr wszelakich. A Jeronimo Martins w końcu zmonetyzuje w pełni swój pomysł na uczynienie największej sieci handlowej w Polsce krzyżówką Media Markt, Ikei i sklepu „wszystko za 5 zł”.

Biedra ofertę dobiera zresztą całkiem inteligentnie Kusi – kup mop parowy (bo skoro już siedzisz w domu, to musisz mieć porządek), do tego dołóż rolety (żeby sąsiad uziemiony tak jak ty, nie zaglądał ci w okno), a koszyk uzupełnij inteligentnym gniazdkiem WiFi, które policzy, ile energii zużyłeś (bo przecież pół dnia zleci się teraz na oglądaniu Netfliksa). I cyk, Biedronka niepostrzeżenie z niepozornego dyskontu staje się minigalerią handlową. I to taką, która działa całkowicie legalnie.

Właściciele sieci zacierają właśnie ręce. Biedronka nauczyła się w lockdowny i w najbliższym czasie zarobi na Polakach furę pieniędzy. Jak tak dalej pójdzie to centrala Jeronimo Martins ogłosi jeszcze w euforii Warszawę stolicą Portugali.