A może by tak rzucić wszystko i wyjechać na Barbados? Rajska wyspa zaprasza do… pracy

Skoro pracujecie na laptopach, a konferencje robicie na Zoomie, co za różnica czy siedzicie w domu, czy na rajskiej plaży? – zdają się zachęcać władze Barbadosu. Rajska wyspa może stać się prekursorem nowej formy postcovidowej turystyki. Takiej, w której powoli zaciera się granica między podróżami a cyfrowym nomadyzmem.

Nie musisz pracować w Europie ani w Stanach Zjednoczonych ani Ameryce Łacińskiej, jeśli możesz tu przyjechać i pracować przez kilka miesięcy, wyjechać, a potem znowu wrócić

– przekonuje premier Barbadosu Mia Mottley.

Bizblog.pl poleca

Barbados turystami stoi

Barbados otwiera swoje granice 12 lipca. Władze wyspy mają jednak świadomość, że w czasach epidemii większość turystów skupia się na kierunkach jak najbliżej domu, tak aby w razie nagłego wzrostu zachorowań, móc bezpiecznie ewakuować się do swojego miejsca zamieszkania.

Barbados jest przeciwieństwem takiej destynacji. Położony kilkaset kilometrów od stałego lądu kraj, w przypadku nagłego zamknięcia granic staje się dla podróżnych złotą klatką. Być może władze wyspy zdecydowałyby się na czasową rezygnację z ruchu turystycznego, gdyby nie to, że odpowiada on za 40 proc. PKB. Turystyka jest także największym źródłem miejsc pracy w sektorze prywatnym, zatrudniony jest w niej co trzeci mieszkaniec wyspy.

Barbadoska pieczątka

Właśnie dlatego Barbados tak bardzo zabiega o gości z zagranicy. Premier Mottley zamierza wprowadzić „Barbados Welcome Stamp”, dzięki któremu przyjezdni będą mogli przebywać na wyspie do 12 miesięcy.

Warunki w przypadku dłuższego wypoczynku na wyspie nie są zbyt wygórowane. Przed przyjazdem turysta musi przedstawić negatywny wynik testu na Covid-19, a w trakcie pobytu zachowywać zasady sanitarne, przyjęte przez władze Barbadosu. Obejmują one m.in. nakaz zachowywania fizycznego dystansu trzech stóp i ograniczenie liczebności wydarzeń do 500 osób.