Banki próbują zastraszyć frankowiczów. Kroi się gruba afera z udziałem prokuratury i UOKiK-u

Banki coraz częściej, chcąc zatrzymać falę pozwów za kredyty frankowe, wysyłają do kredytobiorców pisma, w których straszą, że będą domagać się w sądzie wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Problem w tym., że nikt nie wie, czy bank ma prawo domagać się od frankowicza tych pieniędzy. Nie wie tego nawet Sąd Najwyższy. UOKiK staje jednak po stronie klientów i mówi bankom: dość!

UOKiK postanowił wziąć stronę frankowiczów i właśnie powtórzył, że bankom nie przysługuje prawo do żądania wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, jeśli sąd uzna umowę kredytową za nieważną z uwagi na stosowanie w niej niedozwolonych postanowień umownych. 

Napisałam, że UOKiK powtórzył swoje stanowisko, bo ono nie jest wcale nowe, taką opinię Urząd utrzymuje już od 2019 r. Ale to ciągle kwestia sporna, jedna z najważniejszych w tej frankowej batalii. Nie rozwiązał jej jednoznacznie ani TSUE ani Sąd Najwyższy. 

Jak zatrzymać wściekłych frankowiczów

W pierwszej połowie tego roku szerokim echem odbił się wyrok Sądu Okręgowego w Białymstoku, który powiedział ING Banowi Śląskiemu „nie!” i oddalił roszczenie o bezumowne korzystanie z kapitału po tym, jak umowa kredytowa została unieważniona. Ale takich wyrok nie ma jeszcze wiele, linia orzecznicza nie jest jeszcze jasna.

Bizblog.pl poleca

Nawet państwowe instytucje mają rozbieżne zdanie na ten temat. Podobne do stanowiska UOKiK ma jeszcze Rzecznik Finansowy, ale KNF i NBP uważają, że takie wynagrodzenie bankom może się należeć. Może, nie musi.

No więc banki wyciągają ten argument jako broń, by zniechęcić klientów do ścieżki sądowej i coraz częściej żądają od nich wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Robią tak już mBank, BPH, Raiffeisen, a ostatnio również PKO BP. Ten ostatni w październiku rozpoczął proces masowych ugód z frankowiczami, ale jednocześnie ma ogromną liczbę pozwów frankowych w sądach. Na koniec września było ich 10,8 tys., co stanowi 11 proc. wszystkich udzielonych we franku szwajcarskich kredytów. 

Żaden bank nie chce, by tych pozwów mu przybywało i straszenie klientów, że bank upomni się o swoje i nie zaakceptuje faktu, że oddał klientowi kapitał za darmo, jeśli sąd unieważni umowę kredytową, ma powstrzymać zapędy kolejnych chętnych na batalię sądową. 

Jest jeszcze drugi powód: banki wysyłają pisma z żądaniem wynagrodzenia za korzystanie z kapitału do tych klientów, którzy weszli na ścieżkę sądową, ale często nie zapadł jeszcze nawet wyrok w sprawie. Takie pismo może mieć więc na celu uniknięcie przedawnienia roszczenia banku.

A to już wkurzyło organy ścigania i UOKiK.

Niedawno „Rzeczpospolita” pisała, że do postępowań sądowych, w których banki domagają się opłat za korzystanie z kapitału, przystąpią prokuratorzy, aby wspomóc kredytobiorców. Zachęca ich do tego Prokuratura Krajowa, by brali frankowiczów w obronę w takiej sytuacji.

Włączył się też UOKiK, który postanowił przyjrzeć się pismom wysyłanym przez banki do kredytobiorców.

Jeśli cel tych wystąpień do konsumentów wykracza poza strategię procesową i ma na celu wywarcie nacisku i zniechęcenie konsumentów do dochodzenia roszczeń na drodze sądowej, wówczas prezes UOKiK może podjąć dalsze działania

– podaje UOKiK.

Przekręt na marżach? Idźcie do sądu

Ale jest jeszcze jeden problem: Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu ma zastrzeżenia do procesu ugodowego, jaki prowadzi PKO BP przed Sądem Polubownym przy KNF.

Mamy sygnały, że marże, które proponują negocjatorzy KNF i PKO BP przy mediacjach nad przewalutowaniem kredytów frankowych, są zawyżone

– ujawnił prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu Arkadiusz Szcześniak.

Jego zdaniem marże mogą być zawyżane nawet o 1,5 proc., a to oznaczałoby, że klienci mogą na takich przeliczeniach tracić po kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Co na to UOKiK?

W sytuacji, gdy bank nie proponuje korzystnych ugód, droga sądowa jest jedyną możliwością dochodzenia roszczeń przez konsumentów

– podkreśla Urząd.

To znamienne, że nikt już nie próbuje uspokajać kredytobiorców. A i banki walczą, bo mają o co. Zgodnie z wyliczeniami KNF scenariusz, w którym frankowicze wygrywają w sądach, ich umowy są unieważniane i muszą jedynie zwrócić bankowi pożyczony kapitał, to koszt dla sektora bankowego rzędu 110 mld zł. W sytuacji, w której banki jednak otrzymują wynagrodzenie według stawki WIBOR to 76 mld zł. Jest o co się bić. I nikt tu nie odpuści.