Skandaliczna propozycja banków ws. frankowiczów. Teraz próbują wrobić… rząd

Na banki najwyraźniej padł blady strach, widząc, że sromotnie przegrywają w sądach z frankowiczami, czego się nie spodziewały. Najpierw bankowcy napisali list do szefa NBP, prosząc nieoficjalnie, by spróbował ich ratować, wpływając na system sądownictwa. Ale ten się tylko zirytował. Teraz piszą do rządu, próbując subtelnego szantażu – albo weźmiecie ten problem na siebie, albo my nie będziemy finansować gospodarki. Robi się gorąco.

Bankowcy zorientowali się, że kredyty frankowe nie ujdą im płazem, bo sądy, które powoli zatykają się od walczących o swoje prawa frankowiczów, w przytłaczającej większości orzekają na korzyść powodów. Mówi się, że frankowicze wygrywają obecnie ok. 90 proc. spraw.

Bankowcy mają za złe sądom, że te biorą pod uwagę jedynie konsumencki aspekt tego problemu, nie zważając na ekonomiczne skutki decyzji dla sektora bankowego, a w konsekwencji również dla gospodarki. Co za absurd?! Od tego jest niezawisły sąd, by podejmować niezawisłe decyzje, a nie po to, by analizować jej skutki i zajmować się gospodarką.

Bizblog.pl poleca

Od zajmowania się gospodarką jest rząd. No i właśnie banki w swojej desperacji w końcu na to wpadły i postanowiły państwo obciążyć problemem ciążących na nich kredytów walutowych. 

Ciąg logiczny jest taki: koszy przegranych z frankowiczami sporów to kilkadziesiąt miliardów złotych. Jeśli banki tyle stracą, będą miały mniejszą zdolność do finansowania gospodarki, a to już nie tylko ich problem, ale również problem rządu, dlatego ten powinien włączyć się w ratowanie banków przed żądnymi sprawiedliwości frankowiczami.

Jak pisze „Rzeczpospolita”, bankowcy napisali list do ministra finansów, który ponoć trafił również bezpośrednio na biurko premiera. W liście wyrazili oczekiwanie, że państwo bezpośrednio zaangażuje się, by jakoś systemowo rozwiązać problem z kredytami frankowymi. To oczekiwanie jednak brzmi jak szantaż: jak nam nie pomożecie, ucierpi cała gospodarka.

Co bankowcy proponują ws. frankowiczów?

Sugerują trzy rozwiązania. Pierwsze miałoby polegać na tym, że państwo wykupi od nich cały portfel kredytów frankowych, który obecnie wart jest 98 mld zł. Kto właściwie powinien je wykupić? Specjalnie powołana w tym celu instytucja państwowa. Wszystko oczywiście „zważywszy na interes państwa”.

I co ta instytucja miałaby z tym niby zrobić? To już nie problem bankowców. Nabroili i teraz chcą, by koszty ich błędów i zachłanności ponosiło państwo z kieszeni podatnika. To wyjątkowo bezczelny pomysł.

Drugi to zwrot spreadów walutowych poprzez wprowadzenie odpowiedniej ustawy. Koszt? Ponad 9 mld zł, jak wyliczyła kiedyś Komisja Nadzoru Finansowego. Każdy kredytobiorca frankowy zyskałby kilka-, kilkanaście tysięcy złotych. I co z tego? Czy to miałoby zamknąć usta tym, którzy wybierają się do sądu? Bo na pewno nie rozwiązałoby głównego problemu – tego, że kredytobiorcy zadłużali się średnio przy kursie franka na poziomie 2,5 zł, a dziś wynosi on ponad 4 zł, co to często oznacza, że mimo spłacania kredytu od lat, wciąż są winni bankowi więcej niż pożyczyli.

Trzeci genialny pomysł to ustawowe przewalutowanie kredytów frankowych, przy czym państwo miałoby ponieść część kosztów tego przewalutowania. Państwo, czyli my wszyscy. Państwo, które aktualnie ma na głowie kolejne tarcze ratujące gospodarkę w czasie pandemii, na co i tak solidnie musi się zadłużać.

To przecież tylko jeden rok wypłaty 500+

No to niech weźmie na siebie jeszcze te kilka miliardów. Kilka, znaczy ok 40-45 mld zł i to w najbliższych czterech latach, bo na tyle szacują straty sektora bankowego eksperci straty, które banki chcą przerzucić na państwo.

Dla rządu to przecież mało, to mniej więcej tyle, ile w 2020 r. państwo wyda na program Rodzina 500+. A dla bankowców to cztery razy tyle, ile sektor zarobi w tym roku, bowiem zyski netto w najbliższych latach szacuje się na ok 10 mld zł rocznie.

Skoro rząd jest tak hojny dla polskich dzieci, dlaczego nie mógłby być dla polskich banków? Szczególnie, że „rozwiązanie jest w interesie państwa, bo eliminuje ono ryzyko zagrożenia stabilności sektora bankowego”.

Ktoś jeszcze czegoś nie rozumie?