Dostawy gazu do Polski to bajki? Surowca w Baltic Pipe może brakować już w grudniu

Coraz więcej i głośniej mówi się o tym, że zimą pewnie będzie doskwierał brak węgla, ale prawdziwym nieszczęściem będzie niedobór gazu. Kłopoty z importem i odpowiednim poziomem dostaw, realizowanych przez Baltic Pipe, mogą oznaczać dla polskiej gospodarki spore problemy. Greenpeace Polska w swojej najnowszej analizie wskazuje, że z niedoborami gazu możemy mieć do czynienia już w grudniu.

Żeby tak się nie stało, PGNiG ma się dwoić i troić, żeby rezerwować za granicą stosowne ilości surowca. Szkopuł w tym, że inne kraje w dobie kryzysu energetycznego mają podobną taktykę. I trzeba trochę rozpychać się łokciami.

Piotr Wójcik, analityk rynku energetycznego w Greenpeace Polska, uważa, że jeżeli PGNiG nie uda się przed sezonem grzewczym kupić odpowiedniej ilości gazu i spółka nie będzie miała innego wyjścia, jak te braki uzupełniać bieżącymi transakcjami na giełdzie, to trzeba będzie na ten cel wydać nawet 33 mld zł. 

PGNiG kupując gaz po tak wysokich cenach, finalnie przełoży koszty na odbiorców końcowych – czyli głównie przedsiębiorstwa. Trudno sobie wyobrazić konsekwencje społeczno-gospodarcze takiego ekstremalnego wzrostu cen – twierdzi Piotr Wójcik.

Baltic Pipe nam nie pomoże?

Przedstawiciele rządu zapewniają, że jeżeli chodzi o gaz, to jesteśmy dobrze zabezpieczeni. Od miesięcy nasze magazyny wykazują blisko 100 proc. wypełnienie, chociaż przekłada się to tylko na 3,2 mld m sześc. gazu. To raptem 16 proc. naszego rocznego zużycia, szacowanego na ok. 20 mld m sześc. gazu rocznie.

Drugim fundamentem naszego bezpieczeństwa gazowego ma być gazociąg Baltic Pipe, który połączy nas z norweskimi złożami gazu. Zdaniem Greenpeace Polska dostawy gazu zakontraktowane przez spółkę PGNiG z duńską firmą Orsted mogą nie być zrealizowane z początkiem 2023 r. tak, jak zakładała to polska spółka. Koncern Total, operator złoża Tyra, przyznaje, że uruchomienie wydobycia opóźni się i będzie wznowione dopiero na przełomie 2023 i 2024 r.

Bizblog.pl poleca

Bardzo ciężko pracujemy nad przywróceniem pola gazowego Tyra do eksploatacji, ale ze względu na poważne zakłócenia w produkcji i łańcuchu dostaw w stoczni w Indonezji, zostaliśmy zmuszeni do zmiany harmonogramu – tłumaczy Eric Delattre, Dyrektor Zarządzający TotalEnergies Exploration & Denmark.

Tym samym możemy nie być odpowiednio przygotowani na całkowite zakręcenie kurka z rosyjskim gazem (obecna przepustowość Nord Stream 1 to ledwie 20 proc.). Zwłaszcza że do tej pory to import stanowił o naszym bezpieczeństwie energetycznym. Greenpeace Polska wykazuje, że wydobycie gazu przez PGNiG w 2021 r. w kraju i za granicą wynosiło ok. 5,4 mld m3, z czego niecały 1 mld m3 sprzedano bezpośrednio ze złóż.

Cała reszta zapotrzebowania pochodziła z importu. W 2021 r. PGNiG zaimportowało ponad 16 mld m3 gazu, co stanowiło ok. 80 proc. krajowego zużycia – czytamy w analizie Greenpeace Polska.

Bajki o bezpiecznych dostawach gazu

Autorzy opracowania zwracają jeszcze uwagę na jedno. Gazociąg Baltic Pipe jest wpięty do istniejącego gazociągu Europipe II, czyli magistrali przesyłającej gaz z Norwegii bezpośrednio do Niemiec. Przepustowość Europipe II na całej długości wynosi 24 mld m3 rocznie. Wpięcie Baltic Pipe oznacza potencjalnie pojawienie się dodatkowej konkurencji na 10 mld m3 jego przepustowości.

Całkiem realne wydaje się więc, że przepustowość gazociągu Baltic Pipe na początku przyszłego roku będzie wykorzystana w minimalnym stopniu, a dostawy gazu do Baltic Pipe będą wymagały od PGNiG ciągłych uzgodnień – przekonuje Greenpeace Polska.

Dlatego zdaniem Anny Meres z Greenpeace Polska, współautorki analizy, dywersyfikacja kierunków importu gazu jest jak zamiana siekierki na kijek. W jej opinii tylko odejście od spalania paliw kopalnych i produkcja energii na bazie krajowych źródeł odnawialne będą gwarantem bezpieczeństwa energetycznego Polski. 

Od miesięcy słyszymy bajki o bezpieczeństwie dostaw gazu do Polski. Okazuje się jednak, że z gazem może być podobnie jak z węglem – gazu na zimę może nam po prostu zabraknąć – uważa Anna Meres.

Potrzebny jest plan awaryjny i podatek dla koncernów paliwowych

Greenpeace rekomenduje, aby rząd przygotował priorytetowy plan inwestycyjny, który przekieruje wielomiliardowe środki publiczne na termomodernizację budynków oraz wymianę źródeł ciepła. Ekolodzy postulują również odblokowanie transformacji energetycznej Polski oraz – wzorem m.in. Danii, Austrii czy Portugalii – wyznaczenie długofalowego celu oparcia energetyki w 100 proc. na odnawialnych źródłach energii. 

Obecna strategia energetyczna Polski zakłada największy wzrost zużycia gazu spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej – zauważa Greenpeace Polska.

Polski rząd powinien też, jak uważają autorzy analizy, opodatkować nadzwyczajne zyski koncernów paliwowych. Dzięki wpływom z tego podatku można pozyskać jeszcze w 2022 r. nawet 37 mld zł. Pozyskane w ten sposób pieniądze mogłyby na przykład nawet 20-krotnie zwiększyć pulę dostępnych środków na termomodernizację domów – program Czyste Powietrze Plus. 

To rozwiązanie znane już z innych krajów. My proponujemy wysokość tego podatku tak jak w Rumunii: na poziomie 80 proc. – mówi w rozmowie z Bizblog.pl Piotr Wójcik z Greenpeace Polska, analityk rynku energetycznego.

Odpowiedź PGNiG: materiał zawiera pewne uproszczenia

Po publikacji najnowszego raportu Greenpeace Polska dotyczącego rynku gazu i dostępu do surowca w Polsce – zareagowała spółka PGNiG i wydała w tej sprawie specjalne oświadczenie, które publikujemy w całości:

Nawiązując do raportu Greenpeace Polska, doceniamy pracę jego autorów, którzy starali się uwzględnić ogólnodostępne informacje o działalności GK PGNIG publikowane w ramach komunikatów bieżących czy prasowych. Trzeba jednak zauważyć, że działalność PGNIG w dużej części objęta jest tajemnicą handlową, a rzeczywistość gazowa jest dużo bardziej skomplikowana, niż to wynika z komunikatów prasowych. Siłą rzeczy, materiał Greenpeace Polska zawiera więc pewne uproszczenia, co zresztą przyznają sami autorzy.

Jak zauważa Greenpeace Polska, sytuacja na europejskim rynku gazu jest bardzo trudna. Mamy tego świadomość i intensywnie pracujemy, aby przygotować się do nadchodzącego sezonu grzewczego. Między innymi maksymalnie wykorzystujemy możliwości związane z zakupami gazu LNG i prowadzimy rozmowy z kilkoma znaczącymi producentami gazu działającymi na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Nie komentujemy jednak przebiegu tych negocjacji. Podjęcie, na tym etapie merytorycznej dyskusji, oznaczałoby konieczność ujawnienia danych wrażliwych.

Raport Greenpeace słusznie podkreśla konieczność zintensyfikowania działań nakierowanych na transformację energetyczną. Inwestycje w energetykę zeroemisyjną i alternatywne nośniki energii takie jak np. wodór to konieczność. Te strategiczne cele może zrealizować silny podmiot o zdywersyfikowanych przychodach i mający długoterminową strategię, która uwzględnia wyzwania związane z transformacją energetyczną. Dlatego tak ważna jest budowa koncernu multienergtycznego, którą zainicjował PKN ORLEN, a którego częścią stanie się w przyszłości również PGNiG.

Czytaj także: Brak węgla to wcale nie nasz największy problem. Rząd skrzętnie ukrywa prawdę o tym, co czeka nas zimą