Rząd sypnął pieniędzmi na innowacje. Pod względem kasy jesteśmy w Europie, mentalnie gdzieś w okolicy Kiribati

Innowacje, innowacje, innowacje – ciągle o niech rozmawiamy, ale głównie w charakterze pobożnych życzeń. Wszyscy od polityków przez ekspertów po pana Mietka z warzywniaka zgadzają się, że jest ich w Polsce za mało. Jednak zwalanie winy na nieskore do finansowania postępu państwo ma coraz mniejszą rację bytu. Największym problemem jest nasza mentalność.

Spider’s Web dotarł do raportu przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny. Eksperci pochylili się nad tematem działań badawczo-rozwojowych w naszym kraju.

Polscy politycy od lat uwielbiają perorować na temat rozwoju innowacyjności nad Wisłą, podkreślając, że tylko wdrażanie nowoczesnych rozwiązań jest w stanie wyrwać nas z pułapki średniego dochodu i sprawić, byśmy z montowni Zachodu stali się pełnoprawnym ekonomicznym graczem na Starym Kontynencie.

Na tym założeniu oparty był choćby słynny plan Morawieckiego.

Czy tak się rzeczywiście dzieje? PIE podkreśla, że reformy podatkowe stworzyły w Polsce dobre warunki inwestycyjne.

Zacznijmy od tego, że rosną nasze nakłady na B+R w relacji do PKB. Jeszcze w 2009 r. było to zawstydzające 0,67 proc., w 2013 to już 0,87, a w 2017 udało nam się wreszcie przekroczyć magiczny jeden procent (dokładnie 1,03).

Raport „Polskie B+R Dostępne narzędzia wsparcia i nowe możliwości” Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Ale to tylko liczby. Wchodząc w szczegóły okazuje się, że strona finansowania i ulg dla przedsiębiorców to w tej chwili nasza najmocniejsza strona. Staliśmy się więc stosunkowo atrakcyjnym miejscem dla zagranicznych firm, które chcą pracować nad innowacjami, z drugiej – duże ułatwienia mają też nasi rodzimi przedsiębiorcy.

Widać to np. na poniższym wykresie:

Raport „Polskie B+R Dostępne narzędzia wsparcia i nowe możliwości” Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Jeżeli chodzi o kraje regionu, zaliczyliśmy ogromny progres odbijając się (dosłownie) od dna i lądując na trzecim miejscu za Słowacją i Litwą. Jeżeli rozciągniemy to na całą UE, przed nami są jeszcze Francuzi, Portugalczycy, Hiszpanie i Irlandczycy.

Na finansową stronę B+R składają się takie narzędzia, jak bezpośrednia pomoc (prawie miliard złotych na lata 2011-2023), wykorzystanie środków europejskich (8,4 mld euro) czy preferencyjne leasingi i pożyczki uruchomione przez PKO BP i Europejski Fundusz Inwestycyjny (60 mln euro).

W ostatnich latach najgłośniej było o szeregu ulg podatkowych.

Jeszcze w 2016 r. na działalność B+R można było odliczyć 30 proc. kosztów. Dzisiaj po kilku zmianach to nawet 100 proc. albo i 150 proc. (dla ośrodków, które mają status centrum badawczo-rozwojowego).

Z tymi ulgami to zresztą w ogóle śmieszna sprawa, bo informowanie o nich Polaków szło jak po grudzie. Gdy w 2016 przepytano przedsiębiorców na ten temat, okazało się, że ponad 20 proc. potencjalnie zainteresowanych osób w ogóle nie słyszała, że może sobie w ten sposób zmniejszyć podstawę opodatkowania. Reszta bała się, że odliczy sobie koszty, a potem przyczepi się do nich skarbówka. Efekt? Z ulgi korzystała co dziewiąta uprawniona firma.

Z czasem udało się przekonać przedsiębiorstwa. W ubiegłym roku analiza KPMG wykazała, że 60 proc. firm chce zwiększać działalność B+R. Choć kolejna jedna czwarta wciąż pozostaje nieprzekonana co do interpretacji tych wydatków przez fiskusa. Cóż zrobić, chciałoby się napisać, że to bezpodstawne obawy, ale te słowa jakoś nie przechodzą przez klawiaturę.

Całkowite novum, dzięki któremu doganiamy Europę, to IP Box.

To rozwiązanie hołduje myśli – „jeżeli, drogi przedsiębiorco, zapłaciłeś za opracowanie nowej technologii, masz na nią patenty i zaczynasz na niej zarabiać, to nie będziemy cię karać wysokimi podatkami”. Przychody są bowiem obłożone zaledwie 5 proc. stawką PIT lub CIT. .

W naszym regionie posiadają je Słowacja, Węgry i Litwa. Pokazuje to, że nieposiadanie IP Box mogłoby skutkować pomijaniem Polski przez niektórych inwestorów. Jednocześnie wdrożenie tego rozwiązania zapobiega sytuacji, w której centrum badawczo-rozwojowe generuje dla firmy koszty, a zyski z wytworzonej własności intelektualnej realizowane są gdzie indziej – podkreśla w raporcie PIE.

Wspomniana stawka podatku jest zresztą jedną z niższych na Starym Kontynencie. Dla przykładu – na sąsiadującej z nami Słowacji to minimum 10,5 proc.

Szybko rośnie również liczba zatrudnionych przy pracach badawczo- -rozwojowych. W 2015 r. było to ok. 109 tys. etatów. W 2017 r. liczba ta wzrosła do 144 tys.

Raport „Polskie B+R Dostępne narzędzia wsparcia i nowe możliwości” Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Polska odnotowała w tym zakresie najszybszy wzrost spośród krajów UE oraz spośród krajów OECD.

Poprawiła się również nasza aktywność patentowa. W 2018 r. polscy przedsiębiorcy złożyli 534 wnioski patentowe do Europejskiego Urzędu Patentowego. To skok o 20 proc. r/r. Z drugiej strony jest to efekt pewnego wahnięcia w statystykach, bo w 2015 r. złożyliśmy 566 wniosków. No, i w porównaniu z Francją (ponad 10 tys.) i Niemcami (26 tys. ) wciąż wychodzimy na ubogich krewnych.

Zmiany idą w dobrym kierunku. Ulgi, rozszerzenie polskiej strefy inwestycyjnej, czy IP Box to jednak rozwiązania dość świeże – potrzeba czasu, by można było właściwie ocenić ich działanie i by mogły przełożyć się na naszą pozycję w rankingach innowacyjności. Nasz obecny system ulg i narzędzi fiskalnych odpowiada temu co stosują inne kraje regionu i na świecie, by zachęcać firmy do działalności badawczo-rozwojowej w kraju. Parametry tych narzędzi (wysokość ulg, podatek IP Box) są jednymi z korzystniejszych na tle innych państw – mówi w rozmowie ze Spider’s Web autor raportu Ignacy Święcicki z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Czas czasem, ale mimo tych wszystkich pozytywnych zmian w Światowym rankingu konkurencyjności jesteśmy dopiero na 37. miejscu. Przez ostatnie 7 lat przesunęliśmy się więc tylko 4 pozycje do przodu. Podobnie nisko wycenia nas ranking Doing Business, w którym mamy 33. pozycję. Także wskaźnik Komisji Europejskiej, czyli European Innovation Scoreboard, pokazuje, że choć robimy lekki postęp (z 53,5 proc. na 56,7) to na tle reszty UE tak naprawdę stoimy w miejscu.

Zacznijmy od tego, że wciąż kuleje u nas współpraca między biznesem a ośrodkami naukowymi.

Polscy badacze niezbyt chętnie wyściubiają nosa poza akademickie mury, najchętniej zostawiając komercjalizację badań komuś innemu. Wiele historii można byłoby też przytoczyć w temacie: „przychodzi przedsiębiorca do naukowca”. Pracownicy uczelni często nie uznają czegoś takiego jak terminy. A przedsiębiorcy wręcz przeciwnie – chcą dostać rozwiązanie jak najszybciej.

O problemach na tej linii mówi się od dawna. W niektórych konkursach premiowane są rozwiązania wynikające ze współpracy biznesu z nauką, ale to nie rozwiązuje problemu. Trudno na ten moment wskazać tutaj konkretne, skuteczne rozwiązanie – zauważa ekspert PIE.

Raport, a dokładniej przytaczana w nim ewaluacja NBCR, wspomniane anegdotyczne obserwacje potwierdza.

Zgodnie z prezentowanymi w tym badaniu wynikami, 59-70 proc. beneficjentów programów wspierających bezpośrednio prace B+R nie doprowadziło do sprzedaży efektów swoich prac. Świadczy to m.in. o braku skutecznej współpracy między jednostkami naukowymi a biznesem, w tym szczególnie o braku efektywnej identyfikacji możliwości biznesowych dla nowych produktów i usług – czytamy.

Nie najlepiej mają się również zamówienia publiczne.

I to akurat działka, w której państwo ma coś jeszcze do zrobienia. Zamówienia dzielą się dzisiaj na prawdziwe molochy, jak projekty NCBR, o budżetach idących w dziesiątki milionów albo nawet miliardy zł (jak Bezemisyjny transport publiczny – 2,3 mld). Z drugiej strony są niewielkie nagrody w konkursach GovTech Polska, które nie przekraczają zwykle 30 tys. Co więcej – prawa do własności intelektualnych projektów informatyczne realizowanych w tym drugim programie przechodzą na zamawiającego.

Tu jest widoczna luka. Jeżeli chcemy rozszerzać innowacyjność to potrzebne jest wsparcie dla tzw. środka. GovTech zagospodarowuje dość wąską działkę. Trudno oczekiwać, że na bazie takiego małego projektu powstanie rozwiązania, które się wyskaluje i skomercjalizuje. Tym bardziej, że prawa autorskie zostają po stronie zamawiającego. W Wielkiej Brytanii, w programie dedykowanym małych i średnim przedsiębiorstwom (SBRI), firmy zachowują prawa do swoich rozwiązań, ale tam zamówienia dotyczą nie tylko oprogramowanie (jak w Polsce) ale również produktów – komentuje Święcicki.

A że taka formuła może też działać na średnim szczeblu pokazują przykłady nie tylko Wielkiej Brytanii, ale i USA, gdzie w finansowanie innowacji ze swoich budżetów zostały zaprzęgnięte resorty obrony, zdrowia, energii czy rolnictwa. Jednym bardzo namacalnych efektów takiej polityki jest jeżdżący po waszych podłogach autonomiczny odkurzacz Roomba.

Oczywiście wciąż daleko nam do ideału.

Wśród naszych bolączek, poza wymienionymi, wciąż wymieniane są takie aspekty jak skomplikowane przepisy podatkowe i zmienność systemu prawnego. Widoczne jest jednak to, że państwo robi w kierunku innowacyjności coraz większe kroki. Reszta zaczyna zależeć od nas samych.