Niemiecka tarcza antykryzysowa, czyli pomoc dla Volkswagena. Tesla nie załapie się na dopłaty

Dopłaty 6 tys. euro do zakupu aut elektrycznych zapisano w wartym 130 mld euro niemieckim pakiecie stymulującym gospodarkę po koronawirusie. Tak się składa, że największym beneficjentem tego programu będzie Volkswagen, który właśnie wprowadza na rynek ID.3, czyli pierwszy zbudowany od podstaw masowy model elektryczny niemieckiej marki. Na dopłaty nie załapie się za to żaden model Tesli.

Fot. mat. pras. VW

Niemieccy nabywcy – a może przede wszystkim producenci samochodów – nie tylko skorzystają z obniżenia podatku VAT z 19 do 16 proc., ale także z hojnych dopłat do samochodów elektrycznych. Rząd dopłaci 6 tys. euro – o ile cena auta wynosi poniżej 40 tys. euro. Dodatkowe 3 tys. euro ma dorzucić sam producent.

Bizblog.pl poleca

Tak ustalona granica dopłat do samochodów elektrycznych wyklucza wszystkie modele Tesli – najtańsza wersja Modelu 3 kosztuje w Niemczech 43 990 euro. Nie załapią się też elektryki niemieckich marek luksusowych, takie jak Mercedes-Benz EQC czy Audi e-tron.

Oczywiście nie brakuje tańszych modeli elektrycznych marek azjatyckich czy europejskich – od Nissana przez Kię po Peugeota – ale na niemieckim rynku, który bardzo silnie faworyzuje rodzime marki, największym beneficjentem dopłat będzie Volkswagen.

Po gigantycznej aferze z silnikami wysokoprężnymi, która kosztowała koncern już grubo ponad 30 mld euro, Volkswagen postanowił wymyślić się na nowo. Postawił na wart 60 miliardów euro program masowej produkcji samochodów o napędzie elektrycznym, który ma całkowicie zastąpić silnik TDI – wizytówkę koncernu z Wolfsburga od 30 lat.

Pierwszym z przyszłej rodziny modeli elektrycznych jest właśnie ID.3, kompaktowy pojazd, którego cena ma wynieść niecałe 30 tys. euro. Rozpoczęcie sprzedaży tego modelu ma nastąpić już w tym miesiącu. Bez szczególnej przesady można powiedzieć, że od reakcji rynku na ID.3 zależy przyszłość całego koncernu VW. Rządowe dopłaty w wysokości 6 tys. euro nie mogły pojawić się w lepszym czasie.

Jak podaje Reuters, w zeszłym roku samochody elektryczne stanowiły zaledwie 1,8 proc. niemieckiego rynku samochodów osobowych. Diesla pod maską miało 32 proc. aut – to dużo, ale warto pamiętać, że przed aferą Volkswagena niemal co drugi nowy samochód miał pod maską „klekota”. Diesel stracił udział rynkowy głównie na rzecz samochodów zasilanych benzyną.

Nowa strategia niemieckiego rządu prawdopodobnie gruntownie przemodeluje rynek samochodów w Niemczech i nie chodzi jedynie o hojne dopłaty do elektryków. W styczniu przyszłego roku wejdzie w życie progresywny podatek nakładany na samochody emitujące ponad 95 g dwutlenku węgla na kilometr. Im większa emisja, tym wyższy podatek. Średnia emisja CO2 nowych aut sprzedanych w Niemczech w 2019 r. przekroczyła 150 g/km.

Diesel był dumą i pupilem Europejczyków, jest wyrzutem sumienia. Co poszło nie tak?