Tenisiści grający w Australian Open powinni mieć rozgrzewkę w Rybniku. Taka aklimatyzacja

Z jednej strony chcą machać rakietą tenisową w turnieju z pulą nagród ponad 49 mln dolarów chociaż historyczny ogień w tle. Z drugiej skarżą się na jakość powietrza. Dla startujących w Australian Open mam radę: mogliście trenować w Rybniku, przynajmniej obyłoby się bez marudzenia.

Dramatyczne pożary od miesięcy nękające Australię nie przeszkodzą w zorganizowaniu jednego z najbardziej prestiżowych turniejów tenisowych Australian Open, którego zwycięzcy kobiecej i męskiej drabinki zainkasują po prawie 2,85 mln dolarów. Chociaż wcześniej pojawiały się takie apele. Tenisowa centrala szybko jednak policzyła, ile w takim wypadku straciłaby kasy i w odpowiedzi popukała się tylko w czoło.

Główny turniej wystartuje już w najbliższy poniedziałek. Ci najlepiej rozstawieni mają start zagwarantowany – reszta musi walczyć w kwalifikacjach. I właśnie już stamtąd nadeszły fatalnie opinie sportowców o tragicznej obecnie w Australii jakości powietrza. Wieści jak najbardziej dramatyczne, bo właśnie mocno zadymione powietrze miało być przyczyną kreczu Słowenki Dalili Jakupovic, która ze względu na problemy z oddychaniem poddała mecz. 

I rzeczywiście: Australijskie Terytorium Stołeczne wykazało w pierwszych dniach stycznia stężenie PM 2,5 przekraczające nawet 400 jednostek, gdzie to powyżej 200 uważana jest już za niebezpieczne dla zdrowia. Tak było chociażby w Sydney.

Przed Australian Open trzeba było trenować w Polsce

Nie to, żebym nie współczuł tenisistom, którzy w pogoni za sławą i dolarami (kolejność do wyboru) muszę teraz dławić się spalonym, australijskim powietrze. Tak tylko myślę, że dane im teraz jest przeżywać to, co w niektórych polskich miastach mają na co dzień. Ale, że to nie wielkoszlemowym Australian Open – to też nikt szumu nie robi, bo też po co? 

Weźmy na przykład taki Rybnik, który ciągle bodaj dzierży rekord 3126 proc. przekroczonej normy smogowe. I nie są to żadne historyczne dane. Na początku obecnego sezonu grzewczego, jeszcze w grudniu, normy dotyczące pyłów PM 10 i PM 2,5 bywały przekroczone o 1000 proc. i więcej. 

Wszyscy wiemy, że wśród wielu składników zanieczyszczonego powietrza są pyły zawieszone czy benzoalfapiren. Te związki dostają się do każdej komórki naszego organizmu, penetrują każdą tkankę

– alarmuje od lat, ale niestety bez skutku dr Katarzyna Musioł, ordynator oddziału dziecięcego w rybnickim szpitalu

Bez pożarów i tak się dusimy bardziej

Temat pożarów w Australii wzbudza spore emocje także nad Wisłą. Świadczy o tym prawie kłótnia na antenie prowadzących jednej z telewizji śniadaniowych z polską aktorką Agnieszką Fitkau-Perepeczko, która ma dom w Australii, ale jej relacja z obecnych wydarzeń nie była na tyle dramatyczna, w jakim stopniu oczekiwali redaktorzy w studio. 

Żałować jedynie należy, że z równą determinacją nie nagłaśnia się fatalnego stanu powietrza w swoim ogródku, który przecież pod samum nosem, a nie tysiące kilometrów dalej – w Polsce. A naprawdę wystarczy spojrzeć na parę minut na mapę czujników, żeby przekonać się, że mamy znacznie gorzej niż w Australii. Co gorsza, nie tylko na czas trwania tenisowych zmagań, ale cały czas. I nikt nam za to bezczelnie nie proponuje góry pieniędzy.