Hakerzy zaatakowali NBP. To trochę tłumaczy dziwne zachowanie prezesa Glapińskiego

Kilka dni temu hakerzy z Wietnamu włamali się na serwery Narodowego Banku Polskiego. Po co? Bo mogli. Twierdzą, że zauważyli, jak łatwo się tam włamać. To trochę niepokojące, że banda dzieciaków urządza sobie zabawy, forsując z łatwością zabezpieczenia polskiego banku centralnego. Ale to może tłumaczyć dziwne zachowanie prezesa NBP Adama Glapińskiego. Może jego komunikaty skierowane do rynku to próba zmylenia przeciwnika, która ma nadrabiać niedostatki naszego cyberbezpieczeństwa?

Do ataku na serwery NBP doszło 21 lutego. Poinformował o tym branżowy serwis Zaufana Trzecia Strona, któremu udało się nawet dotrzeć do hakerów. Okazuje się, że to grupa nastolatków, głównie studentów z Wietnamu, którzy na szczęście nie mieli złych zamiarów, zostawili po sobie jedynie pozdrowienia dla kolegów.

Ale konsekwencje mogły być znacznie poważniejsze. Wyobraźmy sobie, że hakerzy odmieniają na stronie dane dotyczące poziomu stóp procentowych czy średnie kursy walut podawane przez NBP. Codziennie z tych informacji korzysta wiele instytucji, traktując je jako nieomylne i ostateczne. Gdyby dane zostały podmienione, mogłoby to wywołać niezłe zamieszanie.

Bizblog.pl poleca

NBP dotąd nie skomentował ani nie potwierdził informacji. Zaufana Trzecia Strona publikuje za to screen ze strony w domenie nbp.pl, na którym widać pozdrowienia hakerów dla ludzi z całego świata. ZTS twierdzi, że informacje o włamaniu znalazła „w repozytorium dowodów włamań, znanym ze swojej rzetelności”, a całe zdarzenie nazywa katastrofą.

A może… Może prezes NBP prof. Adam Glapiński tak dziwnie komunikuje się z rynkiem w sprawie stóp procentowych, bo wie, że cyberbezpieczeństwo w banku centralnym kuleje?

A może to sposób na łatanie dziur?

No bo tak: inflacja w Polsce szaleje. W listopadzie 2019 r. wzrosła do 2,6 proc., w grudniu do 3,4 proc., a w styczniu 2020 r. aż do 4,4 proc. r/r, jak pokazują ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego. To zaskoczyło rynek. Wiadomo było, że inflacja wzrośnie, ale że aż tak?

Obecnie mamy najwyższy wzrost cen od ponad ośmiu lat, a co ważniejsze, jest ona znacznie powyżej celu inflacyjnego określonego na poziomie 2,5 proc. z odchyleniem +/- 1 proc. Rolą Rady Polityki Pieniężnej, której przewodniczy prezes NBP, jest utrzymanie poziomu inflacji w ryzach, tymczasem NBP nie robi nic. Czeka, mówiąc, że to chwilowe zawirowania.

Wielu ekonomistów twierdzi, że podwyżka stóp procentowych, która mogłaby zahamować inflację i tak już byłaby spóźniona. Wielu o nią nawołuje. Pojawiają się głosy, że prezes NBP tańczy na cienkim lodzie, nie podnosząc stóp z powodów politycznych (i co z tego, że NBP powinien być niezależny?). Wielu uważa też, że być może jesteśmy w momencie, w którym za chwilę będziemy obserwować, jak inflacja zupełnie wymyka się spod kontroli.

Ale są też tacy, który podzielają zdanie prof. Glapińskiego, że ten nadzwyczajny skok inflacji jest tylko chwilowy i nie należy podejmować pochopnych działań, dławiąc jednocześnie wzrost gospodarczy.

I nie chodzi teraz o to, żeby to rozstrzygać.

Dziwne jest natomiast to, że w czasie, kiedy inflacja szaleje, prezes NBP mówi, że podwyżek nie będzie, a bardziej prawdopodobne są obniżki. Jeszcze dziwniejsze jest to, że składa takie deklaracje w baaaardzo długim horyzoncie czasowym. 

Jeśli chodzi o moje osobiste zdanie, to potwierdzam swoje stanowisko: przypuszczam, że do końca mojej kadencji, a tym samym – i kadencji Rady stopy pozostaną na tym samym poziomie. A generalnie prawdopodobieństwo ich obniżenia w tym okresie będzie większe niż ich podwyższenia

– powiedział Glapiński na początku lutego podczas konferencji prasowej po posiedzeniu RPP.

Co to oznacza? Że podwyżek stóp nie będzie do połowy 2022 r. Takie jasne komunikowanie rynkowi niechęci do podnoszenia stóp procentowych jest ryzykowne, bo może jeszcze mocniej napędzić inflację.

Skoro już dziś inflacja zżera nasze oszczędności, bo wynosi 4,4 proc., a przeciętne oprocentowanie na lokacie tylko 1,21 proc., to ludziom nie opłaca się oszczędzać, widzą, że lepiej kupić nową pralkę niż odkładać pieniądze. Gdyby jeszcze uwierzyli, że tylko na chwilę i wkrótce przestaną tracić oszczędności, może powstrzymaliby się z zakupami. Ale skoro słyszą, że opłacalność lokat bankowych prawdopodobnie będzie tak marna jeszcze przez bardzo wiele miesięcy, ruszają na zakupy. Takie przekonanie o nieopłacalności trzymania oszczędności może być krytyczne.

I to dopiero nakręci inflację.

To dlatego deklaracje prof. Glapińskiego tak odważnie wybiegające w przyszłość wydają się być co najmniej zaskakujące. 

A może wcale nie są? Może prezes NBP tak jasno mówi o utrzymaniu stóp procentowych na obecnym poziomie do połowy 2022 r. na wypadek kolejnego cyberataku? W końcu jak kolejny haker włamie się na serwery NBP i tym razem zamiast pozdrowień postanowi publikować komunikat o podniesieniu stóp, nikt mu nie uwierzy, bo przecież prof. Glapiński mówił, że podnosić nie będzie…

To nawet ma sens.