Zmiany klimatu. Do największych emitentów CO2 na świecie właśnie dołącza płonąca Arktyka

Najnowsze dane napływające z Europejskiego Programu Obserwacji Ziemi „Copernicus” nie są zbyt optymistyczne. Trawiące od miesięcy Arktykę pożary dewastują środowisko na niespotykaną dotąd skalę.

Kiedy w czerwcu rosyjskie służby ochrony lasów poinformowały, że 3,4 mln akrów lasów syberyjskich płonie na terenach nieosiągalnych dla strażaków można było spodziewać się, że owszem, to przykre zdarzenie dla środowiska, ale incydentalne, więc tak po prawdzie nie ma co z tego powodu rwać włosów. Szkopuł w tym, że jak sobie uzmysłowimy, że ten czerwcowy pożar był tylko jednym odcinkiem wielomiesięcznej sagi, to ręce powoli same kierują się w kierunku głowy.

Bizblog.pl poleca

O tym, jak fatalna sytuacja pod tym względem jest na Arktyce, przekonują najnowsze doniesienia z Europejskiego Programu Obserwacji Ziemi „Copernicus”. Okazuje się bowiem, że przez wielomiesięczne pożary ilość dwutlenku węgla emitowanego w tym roku w tamtych rejonach jest już o 35 proc. wyższa niż w całym 2019 r. Tylko do 24 sierpnia br. w wyniku pożarów uwolniono 245 megaton CO2. A w całym ubiegłym roku liczba ta wyniosła 181 megaton.

Arktyka: liczba pożarów rośnie z roku na rok

Copernicus oszacował, że tylko w okresie od 1 czerwca do 31 lipca wyemitowano 205 megaton CO2. Ogniska zbiegły się w czasie z falą upałów na Syberii, gdzie temperatury na niektórych obszarach wzrosły do ponad 30 st. Celsjusza. Trudno też się temu dziwić skoro szczytowa liczba aktywnych obserwacji pożarów wyniosła ok. 600 pod koniec lipca, w porównaniu z 400 w 2019 r. Tymczasem średnia równoważna liczba pożarów w latach 2003-2018 wynosiła ok. 100. Dr Mark Parrington, starszy naukowiec Copernicusa, ostrzega, że tym samym możemy być świadkami nowego precedensu.

Pod pewnymi względami dane są podobne do 2019 r., jeśli chodzi o suche i ciepłe warunki w Arktyce Syberyjskiej. W tym roku różnica ta polegała na dużej liczbie pożarów, które przez wiele dni paliły się przez lipiec, co prowadziło do wyższych szacowanych emisji

– wskazuje dr Mark Parrington

Arktyczne pożary niszczą też węglowe torfowiska

Dr Thomas Smith, adiunkt w dziedzinie geografii środowiska w London School of Economics, zwraca uwagę na jeszcze jeden element. Otóż niektóre pożary niszczą starożytne torfowiska zawierające węgiel, który nagromadził się tam przez tysiące lat.

Tym samym zachodzi proces podobny do spalania paliw kopalnych. Analiza, która wzięła pod lupę tylko pożary z maja i czerwca tego roku, wykazała, że połowa pożarów na kręgu podbiegunowym to pożary na glebach torfowych, przy czym zdecydowana większość aktywności pożarowej miała miejsce na wschodniej Syberii. O skali zjawiska niech świadczy fakt, że niebezpieczne smugi dymu z płomieni pokryły obszar odpowiadający ponad jednej trzeciej Kanady.

Dr Mark Parrington przekonuje, że te pożary są symptomem tego, jak zmienia się klimat i środowisko w Arktyce. Nie od dzisiaj wszak wiadomo, że tempo zmian temperatury i zmiennych klimatycznych na dużej szerokości geograficznej północnej jest szybsze – od dwóch do trzech razy niż na reszcie globu.

„Widzimy teraz, że te pożary są tego objawem. Są cieplejsze, suchsze, więc roślinność i paliwo są w odpowiednich warunkach, a więc kiedy te pożary się rozpalają, są w stanie palić się nieprzerwanie przez długi okres, a także rosnąć” – przekonuje dr Mark Parrington. 

Zaznacza jednocześnie, że dym znad Arktyki, zawierający szereg zanieczyszczeń, w tym tlenek węgla, tlenki azotu, lotne związki organiczne i stałe cząsteczki aerozoli, może dotknąć znacznie większą populację, oddaloną o tysiące kilometrów.