Kiedy Arktyka topnieje, Amerykanie marzną. To pokazuje, jak nieobliczalne są zmiany klimatu

Idaho odnotowało najzimniejszy październik w historii. W stanie Montana mieszkańcy jednego z miast z przerażaniem obserwowali spadający słupek rtęci, który dobrnął niemal do -34 stopni Celsjusza. Zdaniem naukowców rekordowo niskie temperatury mogą mieć związek z topnieniem Arktyki. Woda na młyn dla denialistów klimatycznych? Nie do końca. Zjawisko globalnego ocieplenia jest po prostu dużo bardziej skomplikowane, niż postrzegamy je na co dzień.

Świat nauki odchodzi od określania zmian zachodzących na Ziemi mianem „globalnego ocieplenia”. Owszem na skutek zmian klimatu temperatury rosną, nie oznacza to jednak, że w każdym zakątku globu robi się cieplej. Istnieją rejony, których mieszkańcy mogą wręcz narzekać, że robi im się coraz zimniej.

W Potomac w stanie Montana odnotowano w tym roku najniższą temperaturę w dziejach październikowych pomiarów w kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych. Tego samego dnia miejscowa stacja badawcza zanotowała również rekordowy poziom miesięcznych opadów śniegu – ponad 22 cm. Pobity został tym samym rekord z 1976 r.

Nigdy nie mieliśmy tak dużej ilości śniegu o tej porze roku, przynajmniej przez ostatnie 100 lat

– opowiadał lokalny meteorolog

To wyłącznie regionalne ciekawostki

Rekordy zimna i opadów śniegu biją dzisiaj miasta w niemal całej północno-centralnej części USA (co widać na przykład na tej grafice)

Bizblog.pl poleca

Skąd wzięła się ta fala zimna? Naukowcy podejrzewają, że może mieć ona związek z gwałtownym ocieplaniem się Arktyki. Okolice bieguna północnego ocieplają się trzy razy szybciej niż reszta globu. Latem powierzchnia Arktyki zmniejsza się aż o połowę.

W badaniu z lat 1990-2016, którego wyniki zostały opublikowane w czasopiśmie „Nature”, klimatolodzy stwierdzili, że wzrost temperatur w Arktyce współwystępuje z coraz mroźniejszymi zimami w Ameryce Północnej i północno-wschodniej części Rosji.

Obserwujemy pewną tendencję. Kiedy Arktyka staje się bardzo ciepła, zimne powietrze, które normalnie znajduje się nad nią, przenosi się w inne miejsce

– tłumaczyła współautorka badania Jennifer Francis

Dlaczego tak się dzieje? Wyjaśnień próbował dostarczyć zespół badaczy publikujący w „Geophysical Research Letters”. Ich zdaniem jednym z możliwych wyjaśnień jest to, że w północnym Atlantyku dochodzi do napływu świeżej zimnej wody pochodzącej z roztopionego lodu arktycznego. Zakłóca ona wymianę ciepła między oceanem a atmosferą, co prowadzi właśnie do rekordowych zim w Ameryce Północnej, a także do ekstremalnych opadów deszczu w Wielkiej Brytanii i północno-zachodniej Europie.  

Na warunki pogodowe w Ameryce Północnej i Eurazji wpływa wir polarny. W normalnych warunkach jest on ograniczony przez prąd strumieniowy, który zamyka go w obszarze okołobiegunowym. Ale gdy dochodzi do zakłóceń, wir przestaje utrzymywać lodowate powietrze w środku i te rozlewa się daleko na południe. Przykładem może być ubiegłoroczna zima w Minnesota, Iowa czy Wisconsin, gdzie arktyczny podmuch błyskawicznie obniżył temperaturę do -50 stopni Celsjusza.

Zimno mniej zimne?

Temat wpływu Arktyki na pogodę w innych częściach świata wciąż nie jest do końca zbadany. Od lat 80. do 2013 r. naukowcy byli przekonani, że ocieplenie na biegunie północnym powoduje, że Eurazja się schładza. Teraz obserwują natomiast, że takie zjawisko zachodzi raczej w Ameryce Północnej. Inna sprawa, że badania obejmują w najlepszym wypadku kilka dekad. To zbyt mało, by stwierdzić, że mamy do czynienia z efektami globalnego ocieplenia, a nie np. z naturalnym cyklem klimatycznym.

Część naukowców wskazuje również, że w Ameryka Północna może się wcale nie schładzać. Po prostu ogrzewa się wolniej niż reszta świata. W porównaniu z długoterminowym trendem średniego ocieplenia od 1901 roku, najzimniejszy dzień w roku jest teraz nawet o 5 stopni Celsjusza cieplejszy.

Zimne arktyczne powietrze jest i tak mniej zimne niż kiedyś

– wskazuje Russell Blackport, klimatolog z Uniwersytetu w Exeter.