Apple w dół, ale problemy z iPhone’ami już się chyba kończą

Spadek przychodów i zysków był spodziewany, więc rynek nie zareagował przesadnie nerwowo na najnowsze wyniki Apple’a. Według niektórych obserwatorów kryzys sprzedaży iPhone’a dobiega końca, no i Apple ma wreszcie nową gwiazdę w strukturze swoich przychodów – usługi.

Przychody 5 proc. w dół do 58,02 mld dol, zysk 16 proc. w dół do 11,56 mld dol – jak na Apple’a, to wynik mocno kiepski. Warto jednak pamiętać, że „jak na Apple’a” oznacza niewyobrażalnie wysokie wzrosty i kosmiczne zyski. Spadek rentowności w firmie Tima Cooka wciąż przynosi nominalnie większe zyski, niż rekordy u konkurencyjnych firm z rynku technologicznego. Nie są to również spadki tak wysokie, jak chociażby u Samsunga.

Przychody ze sprzedaży iPhone’a spadły o 17 proc. do 31 mld dol. I choć to oczywiście nie jest przesadny powód do zadowolenia, to jednak fakt, iż po raz kolejny udało się zmniejszyć zależność biznesu Apple’a od jednej linii produktowej jest godny zauważenia. Dziś iPhone stanowi niewiele ponad połowę wartości przychodów Apple’a (54 proc. dokładnie). Jeszcze dwa lata temu było to niemal 75 proc.

W konferencji po ogłoszeniu wyników CEO Apple Tim Cook mówił, że najgorsze problemy w okresie listopad – grudzień 2018 iPhone ma już za sobą. Sugerował, że problem był głównie w Chinach, co udało się zniwelować poprzez obniżenie cen iPhone’ów oraz zaoferowanie atrakcyjnych planów finansowych zakupu smartfonu produkcji Apple. Zobaczymy, czy przełoży się to na powstrzymanie spadków sprzedaży iPhone’ów już w aktualnie trwającym kwartale.

Apple zakończył też długoletni spór prawno-finansowy z Qualcommem, który zaowocuje kontraktem na dostarczanie modemów 5G, co odbierane jest jako ucieczkę do przodu na rynku smarfonów. iPhone’y 5G powinny pojawić się w 2020 r. Deal z Qualcommem ma jednak swoje koszty – upokorzony Apple musi zapłacić amerykańskiej firmie ponad 4,5 mld dol.

Nową gwiazdą przychodów Apple’a są usługi

Choć oczywiście trudno je rozpatrywać bez kontekstu iPhone’a – to właśnie największa baza iPhone’ów w użyciu klientów w historii firmy (Cook nie zdradził jaka to liczba, choć wiadomo, że jest to ponad 900 mln) pozwala Apple’owi inwestować w coraz szersze spektrum usług, które można klientom smartfonów oferować. To już nie tylko iCloud, App Store, czy Apple Music, lecz także Apple Pay, Apple Card, Apple News, a wkrótce także Apple TV+. Powoli rodzi się nowe wielkie imperium finansowe Apple’a.

Już dziś usługi przynoszą Apple’owi 11,45 mld dol. kwartalnie, co stanowi 20 proc. całego biznesu amerykańskiej firmy. To więcej, niż łącznie Mac i iPad (odpowiednio 9 i 8 proc.). Usługi są jedyną linią biznesową Apple’a, która rośnie nieprzerwanie od 8 kwartałów. Tim Cook lubi się chwalić informacją, że sam biznes usługowy Apple’a znalazłby się na liście Fortune 100, czyli największych publicznych firm w Stanach Zjednoczonych.

Na uwagę zasługuje także wzrost sprzedaży w segmencie „inne produkty”, gdzie Apple zlicza sprzedaż m.in. Apple Watcha oraz słuchawek AirPods. Te dwa produkty, stworzone od zera już za kadencji Tima Cooka, po dość przeciętnym starcie rynkowym dziś nabierają na znaczeniu. Wzrost przychodów z 3,94 do 5,13 mld dol. dobrze to pokazuje.

Mac i iPad przestają być już w centrum uwagi analityków rynkowych. Mac oscyluje między +/-5 proc. wzrostów/spadków z kwartału na kwartał, a iPad, po odbiciu się od dna, czasami zaskoczy sporym wzrostem lub spadkiem sprzedaży w zależności od kalendarza premier Apple’a. Tym razem jest mocne odbicie (+22 proc. wartości sprzedaży), ale nikt nie przywiązuje do tego przesadnej wagi.

Apple może więc wychodzić powoli z iphone’owego kryzysu, obudowując to rosnącą potęgą w segmencie usług, szkoda jednak, że niegdyś ekscytujące i transparentne raporty finansowe dziś zamieniły się w nudne korpo-ściemnianie ze względu na to, że Cook nie raportuje już sprzedaży ilościowej.