Apple w pojedynkę kasuje niemiecką gospodarkę. Berlin wpadł w popłoch: Zostaniemy montownią!

Apple jest dzisiaj większy niż 30 czołowych niemieckich przedsiębiorstw. Jak mogło do tego dojsć? – głowią się nasi sąsiedzi. I biją się w piersi, bo podczas gdy świat rozwijał umiejętności programistyczne i analitykę danych, Berlin uważał, że wystarczy po prostu sprzedawać towary.

fot: European People’s Party/flickr.com/CC BY SA 2.0; spidersweb.pl

Apple to firma-fenomen na wielu płaszczyznach. Choć spółka dowodzona dzisiaj przez Tima Cooka od lat oskarżana jest o zawyżanie cen i coraz mniejszą innowacyjność (a wręcz wtórność) pomysłów, nowa seria iPhone’ów rozchodzi się jak świeże bułeczki. Właśnie ten fakt w dużej mierze pozwolił wrócić Apple na ścieżkę wzrostu i wprawił inwestorów w euforię.

Jabłuszko jest dzisiaj warte 1,4 bln dol. Pieniądze niewyobrażalne, trudne do ogarnięcia umysłem przeciętnemu człowiekowi. To mniej więcej tyle, ile jest w posiadaniu 25 najbogatszych rodzin na świecie. Gdyby spieniężyć dzisiaj wszystkie akcje Apple, Mateusz Morawiecki mógłby anulować wszystkie podatki na najbliższe 12 lat, a i tak zachowałby budżet w obecnym kształcie.

Bizblog.pl poleca

Apple przerósł Niemców

Co można jeszcze zrobić za owe 1,4 bln dol.? Ano, kupić 30 największych niemieckich firm, bo mniej więcej tyle wynosi dzisiaj wartość indeksu DAX 30. W jego skład wchodzą tacy giganci jak Volkswagen, Deutsche Bank, Allianz, Adidas, Siemens, BASF, Bayer… Długo by tu wymieniać.

Informacja szokująca, nic dziwnego, że nasi zachodni sąsiedzi zaczynają panikować.

Najważniejsze jest to, że przegapiliśmy zmianę w technologii, sektorze, który dominuje w XXI wieku. Przez następne 20 lat dominować będzie handel elektroniczny, internet rzeczy i sztuczna inteligencja. We wszystkich tych kwestiach Niemcy są w tyle

alarmuje Carsten Brzeski, główny ekonomista ING Niemcy, cytowany przez „Financial Times”.

Zapóźnienie Niemiec dostrzega też rząd. Angela Merkel wytknęła rodzimym przedsiębiorstwom, że te koncentrowały się wyłącznie na sprzedaży produktów.

Trzeba także opracować nowe produkty na podstawie danych dotyczących tych produktów

– punktuje, dodając, że w innym wypadku Niemcy czeka los linii montażowej.

Świat zmienia się bowiem w zastraszającym tempie. Rekordowe wyceny zbierają spółki, które nie wytwarzają żadnych materialnych dóbr. Uber robi miliardy dol. przychodu chociaż nie ma w swojej flocie własnych samochodów, Spotify zarabia, choć nie produkuje muzyki.

Niemcy drżą o swój biznes

Technologizacja przemysłu i usług dotknęła już branżę muzyczną, transportową czy medialną. Nasi sąsiedzi boją się, że czas teraz na ich koniki – produkcję samochodów i chemikaliów.

Czy te obawy nie są nieco na wyrost? Taki Ford powstał przecież w 1903 r. Tesla została założona w 2003 r. Wydawałoby się, że nadrobienie 100 lat zaległości to zadanie nie dla Elona Muska, co raczej dla jego wnuczków (a i to optymistyczne założenie). Ale tak nie jest.

Odkąd z torbami poszedł zasłużony 60-letni Toys R Us giganci przekonali się, że wszystko jest możliwe. Zabawkowy potentat mając 1600 placówek rozsianych na całym świecie nie wytrzymał w USA konkurencji z Amazonem. Który przecież do niedawna też był li tylko aspirującym startupem.

Tymczasem wartość rynkowa Tesli przebiła już Forda, General Motors  czy Volkswagena. Niektórzy analitycy drapią się w głowę. Ten ostatni producent sprzedaje przecież 10 mln samochodów rocznie. Musk ledwie przebija tymczasem 600 tys. i uważa to za swój wielki sukces. Ale inwestorzy kupując akcje zerkają w przyszłości i widzą Teslę zarabiającą pieniądze dzięki własnemu oprogramowaniu do autonomicznych samochodów. A po drugiej stronie widza molochy, zapętlone na sprzedaży pojazdów napędzanych benzyną, na które ze względu na ochronę środowiska z roku na rok patrzy się coraz mniej przychylnym okiem.

Szczególny niepokój naszych sąsiadów budzą miliardowe wyceny startupów z Doliny Krzemowej. Amerykańscy innowatorzy śpią dzisiaj na pieniądzach. Amazon, Apple czy Google mogą dzisiaj wejść w dowolny rynek i narobić na nim totalnego zamieszania.

I chętnie to robią. Jeff Bezos po ogarnięciu logistyki zaczął przecież inwestować w asystentów głosowych, Google z prostej wyszukiwarki stał się Alphabetem – gigantycznym konglomeratem ochoczo sięgającym po najróżniejsze dziedziny gospodarki.

Oj, niemieccy przedsiębiorcy zdecydowanie mają się kogo obawiać.