Chińskie aplikacje zarabiają w USA krocie. A Chińczycy? Banują Amerykanów jak leci

Amerykanie coraz pilniej przyglądają się działalności chińskich aplikacji i ich twórcom na swoim rynku. Nic dziwnego, bo robią one w USA coraz większą karierę. Tylko w ostatnim kwartale wydatki amerykańskich użytkowników wzrosły o niemal dwie trzecie.

Jak w najbardziej obrazowy sposób pokazać gospodarcze przebiegunowanie świata? Aplikacje wydają się niezłym przykładem. Chińczycy przebojem wdzierają się z nimi na amerykański rynek, który słynie przecież z taśmowej produkcji gigantów technologicznych.

Wielka Czwórka, czyli Google, Apple, Facebook i Amazon trzęsie dzisiaj światem. Dołóżmy do tego coraz bardziej nerwowe ruchy administracji Trumpa, która bierze pod lupę chińskie wynalazki i nęka Huawei. Wydawałoby się, że na takim skrajnie nieprzyjaznej ziemi nic co obce, nie ma prawa urosnąć. A jednak.

Chińskie apki rosną w siłę

Według danych przygotowanych dla CNBC przez Sensor Tower w trzecim kwartale 2019 r. aplikacje opracowane przez chińskie firmy (albo takie z dużym chińskim inwestorem) zarobiły na amerykańskich użytkownikach 745 mln dol. Że to mało? Być może. Sam Facebook w Chinach w 2018 r. wypracował 5 mld dol. przychodu.

Tyle że nie o same liczby tu chodzi. W ostatnim kwartale wydatki internautów poszły w górę o 65 proc. w ujęciu rok do roku. Przychody aplikacji z Państwa Środka dają im w granicach jednej piątej całego rynku. Wśród 100 najbardziej dochodowych apek w Apple i Google Store przychody Chińczyków stanowią dokładnie 22 proc. Wartość wpływów całej setki szacowana jest na 3,43 mld dol.

Oprogramowanie z Państwa Środka rozpycha się też na liście app-potentatów. W trzecim kwartale ubiegłym roku w czołowej setce Chińczycy mieli 21 przedstawicieli. Dzisiaj to już 25 aplikacji. Co oznacza, że w kraju, który szczyci się Doliną Krzemową, co czwarta apka zarabia pieniądze dla rodaków Xi Jinpinga.

Na przekór sankcjom

Te wyniki wydają się o tyle ciekawe, że Donald Trump i jego ludzie od samego początku kadencji uważnie patrzą Chinom na ręce. Jeszcze jako kandydat podkreślał, że Państwo Środka kradnie Amerykanom technologie, a chińskie korporacje działają w ścisłej komitywie z rządem, dostając w zamian np. dopłaty do eksportu.

Po uzyskaniu mandatu od społeczeństwa Trump przeszedł od słów do czynów. Nieco się przy tym miotał raz, mówiąc o „bardzo dobrej chemii” między nim a Xi Jinpingeim, by zaraz oskarżyć Chiny o forsowanie koncepcji globalnego ocieplenia, które ma rzekomo osłabiać konkurencyjność amerykańskiej gospodarki.

Ostatecznie amerykański prezydent wpisał jednak Huawei na czarną listę, zakazując współpracy z nim rodzimym firmom. Rozważał także całkowite usunięcie przedsiębiorstw z Chin z giełdy, a ostatnio Amerykańska Komisja ds. Inwestycji Zagranicznych rozpoczęła audyt w Bytedance – właścicielu TikToka.

Jankesów strachem zdjęła refleksja, że oto ktoś z zewnątrz mógłby za pomocą niewinnej aplikacji zacząć wyciągać wrażliwe dane osobowe obywateli. ByteDance deklaruje wprawdzie, że TikTok nie działa w Chinach, a dane Amerykanów są przechowywane na terenie USA, ale kongresmeni nie dowierzają.

Czarny PR, jaki Trump robi Chinom, znajduje odzwierciedlenie w opiniach zwykłych Amerykanów. W ostatniej ankiecie Pew Research Center odsetek badanych, którzy wskazali, że mają niekorzystną opinię o Chinach, był największy od momentu rozpoczęcia badania, czyli do 14 lat. W ciągu roku wzrósł on z 47 do 60 proc. Prawie jedna piąta ankietowanych uznała Chiny za największe zagrożenie dla USA. Tyle samo wskazało na Rosję.

Tymczasem w Chinach…

Troska o prywatność użytkowników brzmi dość śmiesznie, biorąc pod uwagę model, w jakim działa chociażby Facebook.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że ByteDance jest dzisiaj solą w oku Marka Zuckerberga. Chiński startup to dzisiaj jednym z najwyżej wycenianych na świecie, w dodatku hasa u siebie na gigantycznym rynku. Nie da się go kupić jak wcześniej Instagrama czy WhatsAppa. A Zuckerberg bardzo by tego chciał, bo TikTok ma dzisiaj to, czego najbardziej brakuje starzejącemu się Facebookowi – nastoletnich użytkowników. Największa grupa użytkowników tej apki ma między 13 a 15 lat.

Miliarder miał plany skopiowania tego pomysłu, ostatnio zrobiło się jednak o tym cicho. W tym czasie TikTok gwałtownie rozrasta się jako marka i staje się coraz trudniejszy do zmarginalizowania. Tak jak hasło Instagram zrosło się dzisiaj ze zdjęciami, tak nagrywanie klipów muzycznych staje się coraz bardziej tożsame ze słowem TikTok.  

Na moje oko muzyczna platforma sama w sobie wygląda na samograj do wyciągania danych osobowych. Bytedance na tym jednak nie poprzestaje. Idzie w ślady Zuckerberga i buduje własne imperium. Ma już własną wyszukiwarkę, stronę encyklopedyczną i planuje uruchomienie serwisu do strumieniowania muzyki. Facebook ma 2,7 mld aktywnych użytkowników miesięcznie, cały ByteDance – 1,5 mld.

Na razie TikTok w USA działa i ma się dobrze. W przeciwieństwie do Facebooka w Chinach, bo choć Amerykanie mają dzięki chińskim reklamodawcom miliardy dolarów przychodów rocznie, to oficjalnie są tam zbanowani już od 10 lat. Podobny los spotkał m.in. YouTuba i Twittera, a ostatnio groźba bojkotu zaczęła wychodzić poza technologię, dotykając NBA i serial South Park.

Triumfy święci tam za to chiński odpowiednik Facebooka WeChat zaprojektowany przez firmę Tencent. Tak, tę samą, która przewija się w powyższych grafikach w ścisłej czołówce najbardziej dochodowych aplikacji na świecie.

Amerykanie przestają rządzić masową wyobraźnią. Mało tego, wygląda na to, że nawet ich myślenie, zaczyna być już kształtowane przez speców od rozrywki z Dalekiego Wschodu. To be continued… pardon… 未完待续.