Antyszczepionkowcy, drżyjcie! Zwolnienie was z pracy może być jednak legalne

„Każdy, kto zmusza ludzi do szczepień, ma krew na rękach” – krzyczą przeciwnicy szczepień, posługując się zwykle zmanipulowanymi danymi. Pracodawcy jednak często boją się na rękach raczej krwi tych, których antyszczepionkowcy mogą zarazić. W trosce o zdrowie całej załogi zaczynają zwalniać za brak szczepienia i wcale nie muszą przegrać w sądzie pracy.

Fot. Wikimedia/Bladość (CC BY-SA 4.0)

Pierwsze osoby straciły już pracę, bo nie chciały się zaszczepić przeciwko Covid-19 – pisze prawo.pl. Jak to możliwe? Przecież szczepienia nie są obowiązkowe. Ani obywatela, ani pracownika nie można do tego zmusić, więc wygrana w sądzie o odszkodowanie od pracodawcy murowana. Do zgarnięcia w łatwy sposób jest trzykrotność wynagrodzenia. A jak ugniesz się pod presją ze strony pracodawcy i dopadnie cię odczyn poszczepienny, to możesz jeszcze pozwać swoją firmę.

Bizblog.pl poleca

Ale to tylko jedna strona medalu. Część prawników uważa bowiem, że szczepienia można uznać za obowiązek pracowników i przejaw solidarności społecznej i takiej tezy trzymać się w sądzie – niewykluczone, że zadziała.

Antyszczepionkowca ruszyć nie można?

Do niedawna właściwie wydawało się oczywiste, że za brak szczepienia zwolnić pracownika nie można i kropka. Ba! Zgodnie z zapisami Kodeksu pracy pracownik nawet nie musi spowiadać się pracodawcy, czy został zaszczepiony, a pracodawca nie ma prawa żądać od niego takiej informacji, bo to dane szczególnie wrażliwe jako te dotyczące naszego zdrowia. Informację o zaszczepieniu pracownik może jedynie ujawnić szefowi z własnej inicjatywy.

Tyle Kodeks pracy. Niektórzy jednak kombinują, żeby obowiązek szczepienia wpisać do regulaminu pracy i sprawa załatwiona. Można? Można, ale to wcale nie uchroni firmy przed pozwem za bezpodstawne zwolnienie, bo taki zapis byłby po prostu niezgodny z obowiązującymi przepisami.

No i pamiętajmy też, że decyzja o niezaszczepieniu się może wynikać ze względów medycznych albo z określonego światopoglądu, albo wyznania, a wtedy zwolnienie z tego powodu byłoby jawną dyskryminacją.

Tak bronią się ci, którzy nie chcą brać udziału w „eksperymencie medycznym” albo przynajmniej uważają, że na covid umierają inni, ale na pewno nie ja.

Ale sprawa wcale nie jest tak prosta z prawnego punktu widzenia.

Szef ma obowiązek dbać o bezpieczeństwo

Po pierwsze, jak wskazuje na łamach prawo.pl Katarzyna Siemienkiewicz, ekspertka ds. prawa pracy Pracodawców RP, pracodawca ma przecież obowiązek zapewnienia w zakładzie pracy bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, a pracownik ma obowiązek współdziałać w tym zakresie.

Zasady BHP nie mówią w tym kontekście ani słowa o szczepieniach, ale w sądzie można próbować udowadniać, że pracodawca, zwalniając za brak sczepienia, dbał waśnie o bezpieczne i higieniczne warunki pracy.

Z kolei prof. dr hab. Arkadiusz Sobczyk, radca prawny, partner zarządzający w kancelarii Sobczyk & Współpracownicy i wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego zwraca uwagę, że pracodawcy, podobnie jak i inni pracownicy, mają prawo oczekiwać zaszczepienia się przez współpracowników, bo to jest „solidarnościowe zachowanie”.

Nie mam wątpliwości, że szczepienia przeciwko COVID-19 są obowiązkiem pracowników. Tyle można chyba oczekiwać od jednostki na rzecz wspólnoty

– podkreśla Sobczyk.

No i są też argumenty ekonomiczne. Pracodawcy płacą bowiem za puste biura, a jednocześnie dopłacają pracownikom pracującym zdalnie za prąd, internet, a czasem nawet za wyposażenie domowego stanowiska pracy, z powodu pandemii ponoszą zatem dodatkowe koszty. Tylko szczepienia mogą pomóc wrócić do normalności, ale muszą to zrobić solidarnie wszyscy, czy też prawie wszyscy. Poza tym niezaszczepiony pracownik to ryzyko zarażenia załogi, przestojów w pracy i koszt zwolnienia lekarskiego.

Lekarze, nauczyciele, pracownicy handlu, gastronomii powinni być pod większą presją

No i przed sądem pracy może pojawić się pytanie o skutki. Czy niezaszczepienie się było narażeniem pozostałych pracowników i działaniem na szkodę zakładu pracy? Odpowiedź na to pytanie pewnie będzie zależała od stanowiska i rodzaju branży. Czyż tam, gdzie pracownik ma kontakt choćby z dużą liczbą klientów, szczepienie nie powinno być wymagane? Lekarze, nauczyciele, pracownicy handlu, gastronomii…

No właśnie! Gastronomia… jakoś od lat nikt w tej branży nie dziwi się, że pracodawca wymaga tzw. książeczki sanepidowskiej od pracownika, która potwierdza, że pracownik nie jest zakażony pałeczkami duru brzusznego, duru rzekomego A, B lub C, czy pałeczkami Shigelli, czy Salmonelli. Masz te bakterie, nie możesz pracować w określonym zawodzie.

Że niby nikt nie wymaga od pracownika, żeby się zaszczepił na te bakterie, ma tylko udowodnić, że nie jest ich nosicielem? Ok, to niech pracownik co tydzień udowadnia, że nie jest zakażony koronawirusem – na swój koszt, badania w sanepidzie do pracy w gastronomii też przecież robi się na swój koszt. Wtedy okaże się, że propozycja pracodawcy, by się zaszczepić i badań nie robić jest zbawieniem, a nie obciążeniem.