Szef Airbnb: Podróże, jakie znamy, nie wrócą. Zamiast Wieży Eiffla chatka na Mazurach

Podróże, jakie znamy, się skończyły. Nie chodzi mi o to, że skończyły się w ogóle, ale nigdy nie wrócą już w takiej formie jak kiedyś – uważa szef Airbnb Brian Chesky. A byłaby to znakomita wiadomość dla jego serwisu, który dopiero co był na krawędzi bankructwa.

fot: YouTube/CNBC Television

Jeszcze niedawno Airbnb szykowało się do wejścia na giełdę. Droga na parkiet była wprawdzie kręta i wyboista, naznaczona przeciąganiem terminów i ukrywaniem zysku, jaki (ponoć) wypracowała spółka w 2019 r. Teraz decyzja o IPO została odłożona w czasie w bliżej nieokreśloną przyszłość. Przyczyna jest jasna – Covid-19 rozłożył na łopatki światową turystykę.

Budowa Airbnb zajęła nam 12 lat, a straciliśmy prawie wszystko w ciągu czterech do sześciu tygodni

– powiedział Chesky CNBC.

Bizblog.pl poleca

Airbnb walczyło o życie

Szef Airbnb opowiadał, że po rozpoczęciu kryzysu zaczął drastycznie ciąć koszty w firmie. Startup zaoszczędził miliard dolarów na marketingu i zwolnił część pracowników. Platforma, twierdzi Chesky, nie wydaje dzisiaj ani grosza na reklamy.

Spółka rozwijała też program Online Experience, dzięki któremu za kilka, kilkanaście dolarów użytkownicy mogli połączyć się z gospodarzami z innych miast, odbyć wirtualną wycieczkę po mieście, nauczyć się gotować albo odbyć sesję jogi. Lista zajęć liczy już przeszło 400 pozycji. Ale wraz z otwieraniem granic i rozmrażaniem połączeń lotniczych, klienci mogą wreszcie zamknąć laptopy i ruszyć w świat.

Ludzie tęsknią za kontaktami. Chcą wychodzić na zewnątrz. Myślę, że podróże wrócą, po prostu potrwa to trochę dłużej niż myśleliśmy

– przewiduje Chesky.

Podróże w czasach Covid-19

Chesky stawia kilka tez. Po pierwsze – czasy, w których turyści okupowali kilka popularnych miast, już nie wrócą. Mniejszą popularnością będą się też cieszyły oblegane przed pandemią dzielnice turystyczne.

Myślę, że ruch turystyczny się rozproszy

– prognozuje szef Airbnb.  

Podróże przyszłości będą wyglądy, jego zdaniem, w następujący sposób: wsiadamy do samochodu, wybieramy stosunkowo bliski cel i zatrzymujemy się w domu. Chesky podkreśla, że zamiast wielkich skupisk będziemy preferować małe społeczności.

Trudno ukryć, że wizja roztaczana przez szefa Airbnb jest reklamą jego własnej platformy. Jeżeli prognozy CEO się ziszczą, Airbnb może zostać wielkim wygranym pandemii. Chesky mówi, że w trakcie lockdownu serwis nie stracił ani jednego gospodarza. Ba, dzisiaj ma ich nawet więcej niż przed kryzysem.

I spójrzmy na to w następujący sposób – hotele i hostele są lokowane głównie w dużych miastach. Ich właściciele przeżywają ogromne problemy związane z brakiem płynności finansowej. I, jeżeli wierzyć w powyższe przewidywania, właśnie tracą klientów, którzy nie będą chcieli pchać się pod Wieżę Eiffla i na La Ramblę, wybierając zamiast tego chatkę na Mazurach, albo zaszywając się gdzieś na skandynawskiej prowincji.

W tym momencie, całe na biało, wjeżdża Airbnb. Serwis nie ograniczony barierami związanymi z lokalizacją. Wystarczy znaleźć chętnych, którzy udostępnią swoje domy i mieszkania.

Szef Airbnb zaklina rzeczywistość?

Sęk w tym, że te prognozy wcale nie muszą się sprawdzić w perspektywie dłuższej niż zbliżające się wakacje. Po wynalezieniu szczepionki turyści mogą znów nabrać apetytu na wizyty w Wenecji, Rzymie czy Londynie. Jak widać po zdjęciach zrobionych w brytyjskim Bornemouth, wielu ludzi już dzisiaj nie obawia się koronawirusa. A państwa znoszą restrykcje w podróżowaniu w błyskawicznym tempie.

Tak się zresztą przypadkowo składa, że pewien czas temu metropolie wydały wojnę Airbnb. Mieszkańcy i władze turystycznych miejscowości mają dosyć zamieniania centrów miast w sypialnie dla gości z zagranicy i windowania cen nieruchomości przez firmy, które wyspecjalizowały się w najmie krótkoterminowym.

I w tym sensie słowa szefa Airbnb są nie tyle wnikliwą analizą, co przejawem chciejstwa. Co nie znaczy oczywiście, że nie mogą się sprawdzić.