Państwo nie zdało egzaminu. Raport NIK o GetBacku pokazuje indolencję instytucji, głównie KNF

Ani jednej kontroli w upadłej spółce windykacyjnej aż przez pięć lat nie przeprowadził Urząd Komisji Nadzoru Finansowego. To jeden z wielu zarzutów, jakie KNF-owi oraz innym instytucjom państwowym stawia Najwyższa Izba Kontroli. Raport kierowanej przez Marana Banasia instytucji nosi znamienny tytuł „Bez ochrony państwa”.

W opublikowanym we wtorek raporcie NIK wskazuje, że odpowiedzialne za nadzór nad krajowym rynkiem finansowym instytucje nie tylko z własnej inicjatywy nie podejmowały odpowiednich działań, ale także pozostawały głuche na niepokojące sygnały płynące z różnych źródeł.

Bozblog.pl poleca:

Polacy stracili 2,5 mld zł. Gdzie było państwo?

Według NIK-u to właśnie na państwo spada odpowiedzialność za to, że do dziś ponad 9 tys. nabywców obligacji GetBack nie odzyskało ponad 2,5 mld zł, które utopili w obligacje spółki.

Instytucje państwowe nie zapewniły skutecznej ochrony konsumentów przed niezgodną z prawem działalnością GetBack S.A. oraz podmiotów oferujących i dystrybuujących jej papiery wartościowe. Ich działania były nieadekwatne do istoty i skali zagrożeń oraz nie w pełni rzetelne

– czytamy we wstępie do publikacji NIK.

Najwyższa Izba Kontroli zwraca uwagę, że intensywne działania nadzorcze i kontrole podjęto dopiero po zaprzestaniu obsługi zobowiązań przez GetBack.

„Model działalności biznesowej GetBack S.A. był wysoce agresywny. Spółka dążyła do osiągnięcia wiodącej pozycji na rynku długów i aby kupić pakiety wierzytelności, windowała ich ceny na przetargach. W latach 2014-2017 aktywa spółki wzrosły ośmiokrotnie, z blisko 300 mln zł do ponad 2,3 mld zł” – czytamy w raporcie.

Jednocześnie GetBack S.A. wykazywała bardzo dobre wyniki finansowe w celu przyciągnięcia inwestorów gotowych powierzyć jej pieniądze. Były to jednak wyniki sfałszowane

– pisze wprost instytucja Mariana Banasia.

Z opisu GetBacku w raporcie NIK-u wyłania się obraz firmy-wydmuszki zbudowanej na mechanizmie piramidy finansowej. Bieżące wydatki spółki były finansowane ze środków pozyskiwanych ze sprzedaży obligacji oprocentowanych powyżej stawek rynkowych, co oznaczało, że bankructwo GetBacku było tylko kwestią czasu.

„Dzięki sztucznie wykreowanym wynikom spółka była przedstawiana jako atrakcyjny podmiot rynku finansowego, którego instrumenty generowały wyższe dochody dla inwestorów niż lokaty bankowe” – czytamy.

Niestety nie w porę nie dostrzegły tego właściwe instytucje państwa, a jeśli podjęły w końcu jakieś działania, to dopiero po sygnale sygnalisty, którzy dostarczył im dowody na nielegalną działalność GetBacku niemal na tacy.

„NIK zauważa, że dopiero po zaprzestaniu obsługi zobowiązań przez spółkę skontrolowane podmioty – UKNF, UOKiK, Komisja Nadzoru Audytowego – podjęły intensywne działania w celu identyfikacji rodzajów i skali naruszeń przepisów przez GetBack S.A., podmioty oferujące jej papiery wartościowe i audytorów badających sprawozdania finansowe spółki” – czytamy.

Negatywna ocena KNF

Najwyższa Izba Kontroli negatywnie ocenia działalność KNF na przestrzeni aż pięciu lat, NIK ma pretensję, że KNF na wczesnym etapie nie wykrył nieprawidłowości w działalności GetBacku. „Wskutek tego organ nadzoru nie zrealizował swojego ustawowego celu, jakim jest zapewnienie prawidłowego funkcjonowania rynku finansowego, jego bezpieczeństwa oraz ochrony jego uczestników”.

Lista poważnych zarzutów wobec samej Komisji Nadzoru Finansowego oraz podległego tej instytucji Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego jest długa. Przytoczmy przynajmniej część z nich.

Od czasu wydania we wrześniu 2012 r. zezwolenia dla GetBack S.A. na zarządzanie wierzytelnościami funduszy inwestycyjnych, przez pięć lat KNF nie przeprowadził w spółce ani jednej kontroli w celu weryfikacji, czy posiada ona stabilną sytuację finansową i prawidłowo wykonuje zadania, na które Komisja udzieliła zezwolenia.

NIK podkreśla, że KNF wiedział o wybitnie agresywnym modelu działania GetBacku na rynku wierzytelności, co wraz z innymi niepokojącymi sygnałami powinno było skutkować dogłębną kontrolą w spółce windykacyjnej. Nic takiego jednak nie nastąpiło.

Już w opinii do sprawozdania finansowego za 2014 r. biegły rewident zwracał uwagę na niepewność danych finansowych dotyczących wyceny pakietów wierzytelności grupy kapitałowej GetBack

– wskazuje NIK.

Urząd KNF aż do września 2018 r. nie analizował rynku wierzytelności, a informacje o transakcjach sprzedaży wierzytelności nie były przekazywane z pionu nadzoru bankowego UKNF do innych pionów, nawet do pionu nadzoru kapitałowego. „Zdaniem NIK, Urząd powinien mieć szczególnie na uwadze, że wierzytelności będące aktywami o niskiej jakości, mogą stanowić bazę do konstrukcji instrumentów finansowych o podwyższonym ryzyku” – czytamy.

Z kolei do lutego 2018 r. KNF nie sprawował też rzetelnego nadzoru nad towarzystwami funduszy inwestycyjnych. W 2017 r. UKNF przeprowadził kontrolę tylko w jednym towarzystwie i choć wykazała ona nieprawidłowości, urząd nie zdecydował się na przeprowadzenie kontroli w innych TFI, których funduszami zarządzał GetBack.

UKNF, mimo kontroli w bankach, nie wykrył także nielegalnych praktyk związanych ze sprzedażą obligacji

– pisze NIK.

GPW wiedziało o przekrętach, ale dało GetBackowi nagrodę

Oberwało się także Giełdzie Papierów Wartościowych, której NIK zarzuca „brak faktycznego nadzoru nad przygotowaniem dla zarządu giełdy opinii w sprawie dopuszczenia obligacji i akcji GetBack S.A. do obrotu giełdowego”.

NIK wyjaśnia, że dopuszczenie papierów wartościowych do obrotu na rynku regulowanym było w rzeczywistości uzależnione od oceny sytuacji finansowej GetBack dokonanej przez jednego pracownika, przy braku mierzalnych jej kryteriów i faktycznego nadzoru nad tą oceną.

Dodatkowo zarząd Giełdy wzmocnił wizerunek GetBack S.A., przyznając spółce w lutym 2018 r. nagrodę za optymalne wykorzystanie rynków GPW, mimo że w grudniu 2017 r. otrzymał zawiadomienie sygnalisty o nieprawidłowościach w działalności spółki, podważających rzetelność wyceny jej aktywów

– podkreślają autorzy raportu NIK.

UOKiK niesłusznie umył ręce

Zarzut zignorowania zawiadomienia sygnalisty, które było na tyle wiarygodne, że uruchomiło kontrolę KNF, Najwyższa Izba Kontroli stawia także Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

„UOKiK nie zareagował na informację sygnalisty w grudniu 2017 r. o podejrzeniu piramidalnego charakteru działalności Spółki. Nie dostrzegł w niej zagrożeń dla konsumentów”. UOKiK uznał, że to domena KNF-u, ale NIK ocenia, że było to „nieprawidłowe podejście”.,

Uprawnienia w zakresie eliminowania praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów są uprawnieniami przyznanymi bezpośrednio Prezesowi UOKiK, a nie KNF

– podkreśla NIK.

NIK pisze też, że działania interwencyjne Rzecznika Finansowego „w zdecydowanej większości przypadków były długotrwałe i – poza jednym przypadkiem – nieskuteczne”. Według NIK było to spowodowane „ograniczonymi uprawnieniami Rzecznika i niewykorzystaniem przez niego wszelkich możliwości uzyskania dowodów niezbędnych do udokumentowania nieprawidłowości przy sprzedaży obligacji GetBack”.

108 dni opóźnienia resortu Mateusza Morawieckiego

Najwyższa Izba Kontroli chwali Ministerstwo Finansów za to, że po opublikowaniu komunikatu KNF o zawieszeniu obrotu giełdowego papierami GetBack podjęło prace nad zmianami przepisów w celu systemowego wzmocnienia nadzoru nad rynkiem finansowym i ochrony konsumentów, a opracowane projekty zostały niezwłocznie uchwalone.

I tu nie obyło się bez błędów. NIK wypomina kierowanemu wówczas przez Mateusza Morawieckiego resortowi finansów opóźnienie we wprowadzeniu dwóch ustaw wzmacniających nadzór nad rynkiem finansowym i działalnością firm audytowych. W szczególności chodzi o nowelę ustawy o obrocie instrumentami finansowymi.

Teraz to już niech Marian Banaś pokaże, że jest pancerny. Szef NIK właśnie dostał glejt niezależności

„Wdrożenie jej 108 dni po wymaganym terminie miało wpływ na opóźnione wejście w życie dodatkowych przepisów, które podnosiły zakres ochrony nabywających obligacje korporacyjne. W ocenie NIK, wcześniejsze obowiązywanie tych przepisów mogło ograniczyć sprzedaż inwestorom detalicznym obligacji GetBack S.A. i ułatwić dochodzenie roszczeń” – wskazuje NIK.

NIK nie był za to w stanie ocenić działalności Komisji Nadzoru Audytowego, która podjęła działania wobec Deloitte, czyli firmy audytorskiej badającej sprawozdania finansowe całej grupy kapitałowej GetBack za lata 2015-2017. Powód? Aż do dnia sporządzenia wystąpienia pokontrolnego NIK nie został przyjęty przez KNA raport z kontroli.