Uziemiony 737 MAX to problem nawet dla Airbusa. A Boeing zalicza właśnie kolejną wpadkę

Chociaż w Boeingu wszyscy koncentrują się na tym, jak wyjść z największej afery wizerunkowej w historii firmy, to wszystko wskazuje, że po pojawieniu się kolejnych kłopotów z oprogramowaniem samolotu 737 MAX – że nie będzie to takie proste. To z kolei fatalna informacja dla dostawców, którzy przez tę awanturę zaczynają ledwo wiązać koniec z końcem.

Jak donosi Reuters, dostawcy Boeinga mają coraz większe problemy. Przez uziemienie samolotu 737 MAX i wstrzymanie 21 stycznia na czas nieokreślony produkcji tracą płynność finansową i są zmuszeni do zwalniania pracowników. Co gorsza, jak przekonują przedstawiciele tych przedsiębiorstw, na razie nawet nie ma co wypatrywać koła ratunkowego. 

Bizblog.pl poleca

Podczas zorganizowanej konferencji Pacific Northwest Aerospace Alliance dostawcy Boeinga byli w fatalnych nastrojach, na dodatek skarżyli się na brak wsparcia ze strony koncernu. Zastanawiano się, ile zdolności produkcyjnych będzie utraconych w łańcuchu dostaw do czasu wznowienia produkcji 737 MAX.

737 MAX. wznowienie produkcji kluczowe

Przedstawiciele Boeinga robią dobrą minę do złej gry. Rzecznik koncernu Bernard Choi przekonuje, że jak najbardziej współpracują z dostawcami, by ci byli gotowi, jak tylko ruszy produkcja flagowego, ale na razie wyjątkowo pechowego modelu. 

Potrzebujemy silnego łańcucha dostaw, potrzebujemy wspaniałych partnerów

– wypowiada się w tym samym tonie Simone Berger, dyrektor Boeinga ds. dostaw.

Jednak napięte relacje Boeinga z dostawcami nie są dla rynku tajemnicą. Koncern nie od dzisiaj naciska na firmy, by obniżyły ceny lub zrezygnowały z części lukratywnego rynku posprzedażnego części i napraw. Wszystko jednak zależy od tego, kiedy uda się wznowić produkcję 737 MAX. Patrząc na pojawiające się kolejne kłopoty, nie można być dobrej myśli. Może nawet nie uda się zakończyć uziemienia maszyn w bieżącym roku.

Bo lampka włącza się nie wtedy co trzeba

Zgodnie z doniesieniami Bloomberga, amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa Cywilnego (FAA) otrzymała informacje o nowych kłopotach z oprogramowaniem Boeinga. Otóż lampka sygnalizacyjna, mająca ostrzegać o usterce systemu włączała się, gdy z oprogramowaniem nie było żadnych problemów.

Wprowadzamy zmianę w oprogramowaniu 737 MAX przed powrotem floty do eksploatacji, aby zapewnić, że ta lampka sygnalizacyjna zapala się tylko zgodnie z przeznaczeniem – uspokaja Boeing.

Ale słowa mogą nie wystarczyć. Nowe problemy zaś pewnie znowu wyhamują powrót 737 MAX na światowe lotniska. Zresztą Boeing już przyznał, że pracuje nad nowym harmonogramem dotyczącym 737 MAX.

Airbus niezbyt cieszy się z kłopotów rywala

Tym samym opóźnić może się boeingowy pęd za największym konkurentem – Airbusem. Ale aż takich powodów do obaw to nie ma. Przecież Airbus w wielu przypadkach korzysta dokładnie z tych samych dostawców, co Boeing. Joe Marcheschi, dyrektor ds. zaopatrzenia Airbusa w Ameryce Północnej, już zwraca uwagę na kłopot, jaki może za chwilę być z dostawą takich elementów jak odlewy czy odkuwki.

Problemy Boeinga zaczęły się dwa lata temu. Najpierw w październiku 2018 r., w Indonezji rozbił się Boeing 737 MAX należący do linii Lion Air. Kilka miesięcy później – w marcu 2019 r. podobny los spotykał samolot linii Ethiopian Air. W tych dwóch katastrofach zginęło w sumie 346 ludzi. W efekcie loty Maxa zostały na całym świecie zakazane – do wyjaśnienia problemów technicznych. Boeing dalej je produkował, licząc na zielone światło od amerykańskiej FAA. Teraz to może być jeszcze trudniejsze zadanie.