PiS ma problem, bo 500+ się zepsuło i już nie działa na Polaków. Ba, coraz bardziej nas wkurza

Tylko 11 proc. Polaków chce, żeby 500+ było wypłacane jak do tej pory. Dlaczego? Bo Polacy stali się radykalni, nie chcą rozdawania pieniędzy każdemu, kto wyciąga ręce, uważają, że te pieniądze trzeba zacząć oszczędzać i wypłacać tylko najbiedniejszym, a potem dodatkowo pilnować, na co je wydają. Bo na wakacje nie wolno, wakacje to luksus. Na paliwo do samochodu? Też nie, auto to też luksus. Chcemy bonów towarowych zamiast gotówki do ręki. Chcemy zamordyzmu i autorytaryzmu pełną gębą.

Koniec hegemonii programu 500+, który ustawił scenę polityczną w 2015 r. wieszczą socjolog Przemysław Sadura i Sławomir Sierakowski z Krytyki Politycznej. Ale nie, nie wymyślili sobie tego sami, a zapytali Polaków, prowadząc w listopadzie i grudniu 2020 r. badania. Wyszło im, że Polacy są rozczarowani rządami PiS, a to z kolei odbija się negatywnie na idei państwa opiekuńczego. 

Badania pokazują, że Polacy są coraz bardziej niechętni programowi 500+ w obecnej formie, a zdaniem badaczy program 500+ nie daje już gwarancji sukcesu, tego politycznego oczywiście. 

To szokujące wnioski, bo przecież przez całe lata powszechna była opinia, że żadna z partii politycznych, jeśli kiedykolwiek wygra ze Zjednoczoną Prawicą, nie odważy się grzebać w 500+, bo tym samym natychmiast pogrzebałaby siebie. Wygląda na to, że ta epoka właśnie się skończyła.

Bizblog.pl poleca

Nie wypada publicznie negować 500+, ale

Można odnieść wrażenie, jakby poparcie 500+ było poglądem „obowiązkowym”, polską wersją poprawności politycznej, za którą nie idzie już rzeczywista aprobata

– piszą autorzy raportu „Koniec hegemonii 500+”.

Okazuje się, że tylko 11,3 proc. badanych chciałoby, żeby program działał nadal na dotychczasowych zasadach. Więcej, bo ponad 15 proc. chciałoby jego całkowitej likwidacji. Najwięcej, bo 32,5 proc. chciałoby program ograniczyć i wypłacać pieniądze na dzieci tylko tym najbardziej potrzebującym. Jest też niemal taka sama grupa (30,7 proc.), która chciałaby program zmodyfikować w taki sposób, by środki wypłacać jedynie tym Polakom, którzy pracują.

Z drugiej strony jest też grono osób, które chciałoby, by świadczenie było wyższe, bo waloryzowane o stopę inflacji (11,4 proc.). Natomiast 3,5 proc. chciałoby, by świadczenie zostało rozszerzone na wszystkich Polaków i wypłacane również tym, którzy dzieci nie mają. Tak na marginesie, to właściwie pokazuje, jaka grupa Polaków chciałaby wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego.

Badanie pokazało również, że Polacy w większości uważają, że w Polsce za dużo wydaje się na świadczenia dla rodzin, w tym właśnie na program 500+. Uważa tak 54,8 proc. badanych.

Polacy zostali też zapytani, gdzie należałoby ciąć wydatki państwa w czasie kryzysu ekonomicznego. Program 500+ niemal wygrał, a większym poklaskiem cieszyła się jedynie propozycja cięć dotacji dla kościoła w kryzysowych czasach.

W skali od 1 (gdzie 1 oznacza, że to w ogóle nie jest dopuszczalna) do 5 (może być dopuszczalna w dużym stopniu) propozycja ograniczenia 500+ osiągnęła wynik 3,28, a ograniczenie wsparcia finansowego dla kościoła katolickiego – 3,57.

Wysokie poparcie dla obcięcia 500+s widoczne jest nawet w elektoracie Lewicy (6,91 proc.), podobnie jak w elektoratach KO – 6,07 proc., PSL-u – 6,54 proc., nieco więcej w partii Szymona Hołowni – 9,80 proc.

– wyliczają autorzy badania.

W dalszej kolejności należałoby ciąć wydatki na wojsko (3,22 proc.), policję (3,06 proc.), wsparcie przedsiębiorców (2,95 proc.), oświatę i edukację (2,78 proc.) i wsparcie najuboższych (2,70 proc.). Oszczędności w emeryturach i rentach oraz w służbie zdrowia są już poniżej wskaźnika 2,5, a więc raczej nie są akceptowalne (odpowiednio 2,45 i 2,38).

Dlaczego Polacy są negatywnie nastawieni do 500+?

Powody, które wymieniali podczas badania można sprowadzić w zasadzie do pięciu tez, które przewijają się niemal od początku działania programu, jednak wygląda na to, że dopiero teraz trafiły szeroko do społeczeństwa:

1. Program jest politycznym rozdawnictwem i nie ma innego uzasadnienia;

2. Jest nieskuteczny w podnoszeniu dzietności, za to doprowadził do wzrostu cen;

3. Jest uniwersalny i w ten sposób trafia do osób, które go nie potrzebują (tzn. do tych, których zarobki swobodnie pozwalają na samodzielne wychowanie dzieci);

4. Jest bezwarunkowy, a w związku z tym nadużywają go „środowiska patologiczne” (pojawiają się takie sformułowania jak „patorodziny”);

5. Zmniejsza gotowość podejmowania pracy i/lub skłania niektóre Polki i niektórych Polaków do wycofania się z rynku pracy.

To, co w 500+ podobało się lewicowym ekspertom, jest jednym z głównych powodów, dla których Polacy są wobec tego rozwiązania krytyczni

– komentują Sadura i Sierakowski.

Co zamiast 500+?

Duża część badanych, szczególnie z klasy średniej wolałaby przekierowania środków wypłacanych w ramach programu 500+ na rozwój usług publicznych, z których korzystają dzieci, a więc na służbę zdrowia i szkolnictwo.

Ciekawe też, jak podchodzimy do wydatkowania pieniędzy wypłacanych rodzicom. Po pierwsze, większość z nas uważa, że należy wypłacać 500+ tylko tym potrzebującym, a jak już je dostaną, trzeba patrzeć im na ręce, co z nimi robią. I to bardzo restrykcyjnie, bo zdaniem badanych środki te nie powinny być wydawane na luksusy.

A takim luksusem są na przykład wakacje. Przeznaczenie 500+ na paliwo do samochodu też powinno być zakazane. Dlaczego? Bo samochód to luksus. Ciekawe, że nie dostrzegamy tego, że ten „luksus” pozwala na przykład odwieźć dziecko do do szkoły codziennie rano, bo nie każdy mieszka z dużym mieście, gdzie szkoła jest za rogiem albo na ulicy obok jest choćby przystanek autobusowy.

Tylko jak to kontrolować? Proste: zamiast gotówki do ręki dawać bony towarowe.

Inny pomysł na modyfikację programu 500+ to ograniczenie świadczenia tylko do rodzin, w których co najmniej jeden rodzic pracuje lub powiązanie świadczenia z wysokością dochodu w rodzinie. Zrobiliśmy się więc nie tylko radykalni, ale i oszczędni, szczególnie, jeśli chodzi o „sąsiada” – wiadomo.

Problem dla Lewicy

Ten kres państwa opiekuńczego w polskim wydaniu to, zdaniem badaczy, problem nie tylko dla PiS, któremu skończyło się paliwo, ale też dla Lewicy. Dlaczego?

Ci, którzy chcą państwa opiekuńczego, nie wierzą w państwo (ubożsi i starsi), a ci, którzy wierzą w państwo, nie chcą państwa opiekuńczego (bogatsi i młodsi). Co więcej, tych pierwszych odpychają lewicowe poglądy w sprawie LGBT+ i antyklerykalizm, a drugich zbyt duże wydatki socjalne i redystrybucja

– piszą Sadura i Sierakowski. 

Wygląda na to, że nikt obecnie nie potrafi dać Polakom tego, czego chcą. Rozwiązanie przynieść może tylko nowa partia polityczna. Taka, która miałaby pomysł na zupełnie nowe państwo opiekuńcze dające dobrobyt i to w dodatku zauważalny nie za dekadę, ale tu i teraz. Tylko że poza genialnym pomysłem potrzebny byłby jej silny lider, kadry, chwytliwa narracja, a do tego umiejętność nowoczesnego komunikowania się z Polakami z wykorzystaniem nowych technologii.

Widzicie kogoś takiego na horyzoncie? Bo jeśli w ogóle ktokolwiek taki istnieje, mi do głowy przychodzi obecnie tylko jedno nazwisko. Ale w głowie mi się nie mieści, że to samo nazwisko może mieć w głowie środowisko Krytyki Politycznej.