Zapamiętajcie tę datę. 1 marca wydarzy się cud i znikną kolejki do lekarzy. Ależ będzie cyrk

Czy to koniec kolejek do lekarzy specjalistów? I to już zaraz od 1 marca? Nie, to zbyt piękne, żeby było możliwe. To tylko sprytne zagranie Ministerstwa Zdrowia. Ale efekt PR-owy będzie, w sam raz na majowe wybory prezydenckie. A że chwilę później pacjenci zorientują się, że zostali zrobieni w balona? A kogo to będzie wtedy obchodziło?

Pomysł jest taki: resort zdrowia chce, aby już od 1 marca zniknęły zupełnie limity na wizyty do lekarzy czterech specjalizacji: kardiologii, neurologii, endokrynologii i ortopedii. Dlaczego właśnie te? Bo tam są obecnie najdłuższe kolejki.

Według danych przygotowywanych przez Fundację Watch Health Care i firmę Mahta w połowie 2019 r. czas oczekiwania na wizytę u ortopedy wynosił średnio 22,2 miesiące. Właśnie ortopedia i traumatologia narządów ruchu to obszar w polskiej służbie zdrowia, w którym sytuacja jest tragiczna. Do endokrynologa czeka się 14 miesięcy miesięcy, a do kardiologa – 9-10 miesięcy.

Zniesienie limitów na świadczenia w tych czterech obszarach ma spowodować, że kolejki nagle znikną, a przynajmniej radykalnie się skrócą.

Bizblog.pl poleca

Zdrowi będą zadowoleni. A chorzy?

Jest tylko jeden haczyk: limity mają zostać zniesione tylko na wizyty pierwszorazowe. To w praktyce oznacza, że skorzystają na tym głównie zdrowi pacjenci, którym jedynie wydaje się, że są chorzy.

No bo tak: pacjent zaczyna odczuwać jakieś problemy, wydaje mu się, że z sercem. Idzie więc do kardiologa, dostaje się na wizytę szybko, bez kolejki. Lekarz uznaje, że jest zdrowy jak ryba i sprawa załatwiona.

A co, jeśli okazuje się, że z sercem rzeczywiście jest jakiś problem i konieczne jest dalsze leczenie? Wtedy pacjent na kolejną wizytę u specjalisty musi stanąć już w innej kolejce – nie tej dla pierwszorazowych, ale tej dla stałych pacjentów. A ta wcale się nie zmniejszy. Przeciwnie może jeszcze bardziej się wydłużać, skoro więcej osób zostanie wpuszczonych do systemu opieki specjalistycznej dzięki nowemu pomysłowi ministerstwa.

Efekt będzie taki, że zdrowi rzeczywiście będą zadowoleni, chorzy dalej nie będą mieli się jak leczyć.

Prawdziwa rewolucja to zmienić nawyki pacjentów

Szczegóły tego projektu nie są jeszcze znane, ale Małgorzata Solecka – dziennikarka miesięcznika „Służba Zdrowia” komentowała na antenie radia TOK FM, że prawdopodobnie obie kolejki będą finansowane w inny sposób i trochę inaczej traktowane. Kolejka dla pacjentów pierwszorazowych będzie po prostu priorytetowa.

Pytanie, co z pacjentami, którzy muszą kontynuować leczenie? I tu pojawia się prawdziwa rewolucja! Wiedzieliście, że system powinien działać tak, że to nie specjalista was leczy, ale jedynie ustawia leczenie, a potem dalej jesteście odsyłani do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, który je prowadzi?

Tak właśnie to powinno działać, ale nie działa. Resort zdrowia chce, żeby w końcu zaczęło. Trudno sobie wyobrazić, że Polacy dadzą się przekonać, by zamiast kardiologa czy neurologa leczył ich zwykły lekarz, bo są przekonani, że ten sobie nie poradzi. I i tak będą stawać w dalej wydłużających się kolejkach do specjalisty.

Czy plan Ministerstwa Zdrowia na odkorkowanie służby zdrowia to naiwność? Jak resort chce nagle zmienić zwyczaje Polaków? Planuje jakąś akcję edukacyjną? Bo bez zmiany świadomości Polacy będą się upierać, że chcą nadal do specjalisty, a ktoś w przychodni powie im, że nie mogą, bo muszą iść do lekarza POZ. Ale Polak jednak chce. No to stanie kolejce numer dwa, a frustracja będzie narastać. To może nawet trochę przypominać strategie: na złość mamie odmrożę sobie uszy.

300 mln i problem kolejek rozwiązany?

A może to tylko sprytne zagranie PR-owe? Mamy prawie połowę lutego. Zniesienie limitów na pierwszorazowe wizyty u specjalistów miałoby nastąpić już od 1 marca. Szybko, biorąc pod uwagę, że nie znamy jeszcze szczegółów tego pomysłu. Ale może chodzi o to, żeby jak najwięcej pacjentów zorientowało się, że nagle kolejki w przychodni zniknęły, jeszcze przed majowymi wyborami prezydenckimi? To byłby doskonały argument do rozegrania w kampanii wyborczej.

I to całkiem tani. Narodowy Fundusz Zdrowia oszacował, że zniesienie limitów (połączone z podniesieniem wyceny świadczeń) to koszt 300 mln zł w 2020 r. Jak na problem kolejkowy, który od lat rozwściecza Polaków i może solidnie zadziałać na wyobraźnię wyborców, to wcale nie dużo.

Szkoda tylko, że ci sami wyborcy chwilę później zorientują się, że lekarz-specjalista po pierwszej miłej wizycie drugi raz już niekoniecznie chce ich widzieć.