Klasyki

Zrób coś głupiego. Kup sobie samochód marki, o której dzisiaj usłyszałeś po raz pierwszy

Klasyki 25.09.2020 534 interakcje
Michał Koziar
Michał Koziar 25.09.2020

Zrób coś głupiego. Kup sobie samochód marki, o której dzisiaj usłyszałeś po raz pierwszy

Michał Koziar
Michał Koziar25.09.2020
534 interakcje Dołącz do dyskusji

Klasyki popularnych marek są dla słabych. Prawdziwi mężczyźni kupują auta producentów, o których istnieniu dowiedzieli się w dniu zakupu. Oto 5 propozycji od marek takich jak Talbot, Riley albo Studebaker.

Jak wiecie, jestem orędownikiem utrudniania sobie graciarskiego życia. Dlatego teraz będę namawiał was do zrobienia czegoś jeszcze głupszego, niż moje decyzje zakupowe. Sprawcie sobie klasyka marki, o której dziś przeczytaliście po raz pierwszy.

Riley 1.5 w wersji przystosowanej do sportów motorowych.

To jest prawdziwy odjazd. jedyna szansa na to, że słyszeliście o tej marce, to bardzo dokładne oglądanie serialu Peaky Blinders. Bodajże w drugim sezonie firma głównego bohatera eksportuje do Ameryki części zamienne do samochodów Riley, wśród których ukrywa alkohol. Oferowany w Polsce pojazd pochodzi już ze zgoła innych czasów. Konkretniej z 1962 r. Wówczas Riley należał już do British Leyland. Model 1.5 występował także jako Wolseley 1500 i de facto robił za Morrisa Minora w wersji TEN WZMOCNIONY. Po prostu dostał większy silnik i nieco inne nadwozie.

Ten konkretny egzemplarz został 20 lat temu przerobiony do udziału w historycznych wyścigach, jest w rewelacyjnym stanie i sporo kosztuje – aż 150 tys. zł. Ludzie, którzy będą go na spotach mylić z Syreną są dołączani gratis.

riley
Zrzut ekranu z ogłoszenia.
Autor: Austor

Talbot Solara w wersji SPOTTED ZABYDGI.

To dla odmiany auto w dużo zwyczajniejszej cenie, wynoszącej 6,5 tys. zł. Nie wiecie co to Talbot? Taka francuska marka, którą zjadł koncern PSA. To znaczy nie do końca. Prawdziwy Talbot umarł w 1958, a PSA go reaktywowało pod koniec lat 70. Następnie panowie z zarządu koncernu zdecydowali, że ponownie go ubiją na początku lat 90. Ot, taka smutna historia pełna upadków, ale za to pozbawiona wzlotów.

Talbot Solara to bardzo zabawny sprzęt i szczyt francuskiej inżynierii znaczkowej. Tak naprawdę jest Simcą 1307 w wersji sedan. Nie musicie niczego z tego rozumieć. Ważne, że jest wystarczająco dziwny, nie ma do niego części, a ten egzemplarz rokuje i nie jest drogi. Co prawda wygląda z zewnątrz niechlujnie jak na auto z żółtymi tablicami, a rzekomo idealne wnętrze nie zostało do końca sfotografowane, ale kogo to obchodzi?

talbot
Zrzut ekranu z ogłoszenia.
Autor: Mateusz

Nash/Austin Metropolitan – przybysz zza Wielkiej Wody.

Być może słyszeliście już o dziwnych samochodach marki Nash, które jakimś cudem trafiły do Polski. Nie, nie słyszeliście? To dobrze. Za to brytyjski Austin pewnie obił się wam o uszy. Ale o wspólnym dziecku tych firm pewnie nie wiecie. Otóż w drugiej połowie lat 50. i na początku 60. Austin produkował Metropolitany na rynek Wspólnoty Brytyjskiej. Żeby było śmieszniej, jedno takie bardzo dziwnie wystylizowane auto jest oferowane na OtoMoto. Kosztuje 77,5 tys. zł, wygląda na świetnie utrzymane. Gdzie jest haczyk?

Tak naprawdę stoi w salonie z klasykami w Danii. Ale żeby nie było zbyt smutno, obsługa mówi po polsku i transport do naszego kraju jest darmowy.

Talbot
Zrzut ekranu z ogłoszenia.
Autor: Uniloop.

Hillman Super Minx – kolejny brytyjski dziwak.

Wielka Brytania to prawdziwa kopalnia zapomnianych marek. Nic w tym dziwnego, tamtejszy przemysł motoryzacyjny z prężnej gałęzi gospodarki w ciągu zaledwie kilku dekad dokonał samozniszczenia, pod drodze likwidując wiele takich firm jak Hillman. Oferowany Super Minx to po prostu normalny sedan klasy średniej z wczesnych lat 60., ale gwarantujący zdziwienie oglądających. Auto jest mocno spatynowane, ale sprawne i kompletne. Cena? Dobra Kosztuje 19 tys. zł. Może nie jest tak tani jak Talbot, ale za to powinien robić jeszcze większe wrażenie.

Hillman
Zrzut ekranu z ogłoszenia.
Autor: Cool Cars

Studebaker Champion, czyli pomnik ofiary wojny korporacji.

Studebaker to marka, która spadła z naprawdę wysokiego konia. Wiem, nie dość, że źle użyłem angielskiego idiomu, to jeszcze przetłumaczyłem go dosłownie na język polski. To równie złe posunięcie jak połączenie Studebakera i Packarda w jedną firmę, które przypieczętowało los przedsiębiorstwa. To o tyle zabawne, że tradycja firmy sięgała XVIII w., a podczas wojny duży odsetek wojskowych ciężarówek w armii Stanów Zjednoczonych nosił loga Studebakera. To również ich pojazdy w ramach lend-lease pomogły Armii Czerwonej pokonać Trzecią Rzeszę. Co ich zabiło? Wojna cenowa między Fordem i General Motors, która skutecznie wykosiła z rynku wielu mniejszych graczy.

Dlatego wspaniałym pomysłem jest wydanie 42 tys. zł na Studebakera Championa z 1950 r. w stanie barnfind. Jego nietypowa stylistyka to piękna pamiątka firmy z tradycjami zabitej przez wielkie korporacje. Nie wiem tylko czy cena należy do rozsądnych, ale cały ten wpis raczej nie promuje racjonalnych zakupów.

Studebaker
Zrzut ekranu z ogłoszenia.
Autor: Juliusz

Dobrze, przeczytaliście, to teraz pora biec do kruka czy tam innego ptaka po gotówkę, a następnie sprawić sobie problem, o którego istnieniu nie wiedzieliście. W końcu graciarstwo nie jest dla przyjemności, ma boleć.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać