Felietony

Możesz zapłacić 7300 zł za 32 samochody, tylko po to żeby musieć oddać je na złom

Felietony 02.08.2020 424 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 02.08.2020

Możesz zapłacić 7300 zł za 32 samochody, tylko po to żeby musieć oddać je na złom

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski02.08.2020
424 interakcje Dołącz do dyskusji

Idiotyzm przepisów i biurokracji jest większy niż ta sterta złomu na sprzedaż. Kto będzie chciał zapłacić za złomowanie cudzego samochodu?

Już za trzy dni licytacja. Kolejna, bo pierwsza się nie udała. Trzeba kupić 32 samochody, które ktoś porzucił, i w ciągu 2 miesięcy oddać je na złom. Zasadniczo nie wolno wykręcać z nich żadnych części, bo przecież na złom trzeba oddawać samochody kompletne – lub przynajmniej w 90% kompletne. Można sobie więc powyjmować z nich trochę bezwartościowych drobiazgów i ozdobić nimi garaż. Ale zacznijmy od początku, żeby lepiej przedstawić absurd tej sytuacji.

Samochód porzucony przechodzi na własność gminy

Po sześciu miesiącach bezczynności ze strony właściciela, pojazd staje się własnością gminy – tak mówi ustawa. W porządku, wszystko świetnie, zgniłe samochody nie mogą w nieskończoność zalegać w przestrzeni publicznej. Gmina na swój koszt uprząta pojazd i dochodzi zwrotu kosztów uprzątnięcia od właściciela – no dobra, rozumiem, zaśmiecanie jest karalne, niezależnie czy chodzi o papierek po lodach w lesie czy BMW E36 z gazem. I tu pojawia się pierwszy absurd: gmina wiezie ten pojazd na parking strzeżony, tak jakby miała wobec niego jakieś szerokie plany. Chce go odrestaurować, czy co? Może potrzebuje akurat błotnika w tym kolorze? Nie wiem po co wieźć ten pojazd do miejsca, gdzie jego przechowywanie jest objęte opłatą na rzecz prywatnej firmy. Należy wywieźć go od razu prosto na stację demontażu pojazdów – skoro i tak jest już na lawecie, to co za różnica dokąd pojedzie? Problem rozwiązałby się z miejsca.

Złomowanie samochodu jest obowiązkowe

Samochody składowane są na tym parkingu strzeżonym i tam sobie stoją. W Warszawie też jest takie miejsce i to w samym centrum miasta, jak ktoś wie gdzie to mu nie powiem, a jak nie wie, to może sobie to znaleźć.

złomowanie samochodu

Auta stoją, opłaty rosną. W końcu urząd zdenerwowany nawarstwiającą się kupą złomu postanawia je… nie, nie wywieźć na złom, co byłoby logiczne i oczywiste. Postanawia je sprzedać, ale z obowiązkiem wywozu na złom nałożonym na następnego właściciela. Za publiczne pieniądze urządza przetarg. Na przetarg nikt nie przychodzi, bo trzeba kupić wszystkie 32 pojazdy hurtem, a każdy z nich wyceniono na 457 zł brutto. Czterysta pięćdziesiąt siedem zeta za możliwość zezłomowania bezwartościowego auta to nadzwyczaj oryginalny sposób na wywalanie pieniędzy w błoto.

Urząd robi drugi przetarg

Nie wpadło im do głowy, że to może nie jest zbyt atrakcyjna oferta? 32 samochody, wszystkie bez prawa rejestracji, trzeba jakoś odebrać z parkingu strzeżonego i w ciągu 2 miesięcy wywieźć na złom. Pooglądałem te samochody (galeria pod linkiem z początku wpisu) i nie ma tam nic wartego zainteresowania. Porozbijane, zdekompletowane śmieci. Lanos, Felicia, Civic V albo VI. BMW E39 i E36 – przerdzewiałe. Spalony Citroen C5. Jeszcze więcej Lanosów, i Audi 80, i jakieś Ople, i Megane jedynka. Wszystkie przedstawiają wartość zero złotych, zarówno w częściach, jak i na złomie. Lepsze auta zdarzyło mi się dostawać za darmo. Pomysł, że ktoś chciałby zapłacić za możliwość wywiezienia tego na złom, jest szalony. Pomijając już ogromny wysiłek logistyczny polegający na wytarganiu tych aut z placu i załadowaniu każdego z nich na lawetę lub lorę. To by wymagało co najmniej dwóch osób, ciągnika, lory i minimum jednego dnia pracy, ciężkiej i fizycznej. I z tego dnia pracy, za który zapłaciłbyś ponad 7000 zł, nie miałbyś absolutnie nic.

Fot. Wojciech Wojtkielewicz, zdjęcie pobrane ze strony poranny.pl

Nie wiedziałem, że wolno sprzedawać śmieci

Moim zdaniem śmieci należy utylizować, a nie handlować nimi. Jeśli samochody są objęte obowiązkiem zezłomowania w ciągu 2 miesięcy od sprzedaży, to znaczy że urząd wie, że są śmieciami. Czyli jest to próba nielegalnego pozbycia się odpadów i to w dodatku z zarobkiem. Sprawą chyba powinna zainteresować się prokuratura, bo niby z jakiej racji urząd gminy/miasta składuje niebezpieczne dla środowiska odpady i jeszcze próbuje je sprzedawać?

Podsumowując

Urząd Gminy w Białymstoku pozyskał samochody, które ludzie porzucili i stał się ich właścicielem. Teraz próbuje je sprzedać i zarobić na tym pieniądze, ale na następnego właściciela przerzuca obowiązek ich niemal bezzwłocznego zezłomowania. Innymi słowy: ktoś wyzbierał śmieci i szuka frajera, który będzie chciał mu zapłacić za możliwość ich wyrzucenia. Ciekawe ilu zainteresowanych stawi się tym razem.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać