Samochody używane

Egzotyczne klasyki „do renowacji” w Zgierzu. Co wybrać?

Samochody używane 15.05.2018 211 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 15.05.2018

Egzotyczne klasyki „do renowacji” w Zgierzu. Co wybrać?

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski15.05.2018
211 interakcji Dołącz do dyskusji

Pewien sprzedający z Allegro o prostym do zapamiętania loginie „baran” oferuje egzotyczne klasyki ze Stanów Zjednoczonych, wszystkie w stanie „do odbudowy” (najoględniej mówiąc). Jego oferta jest naprawdę urozmaicona, a więc zobaczmy co można kupić i za ile – oraz przede wszystkim czy warto.

Podoba mi się rozmach tego przedsięwzięcia. Sprowadzasz z USA stare auta sportowe i luksusowe, najlepiej z lat 80. i wystawiasz je tak jak są. Masz ich sporo, więc w końcu któreś się sprzeda, albo nawet dwa. Nie wkręcasz ludzi, że są idealne, bo ze zdjęć widać że wyglądają jakby ostatnich 15 lat parkowały na ulicy w amerykańskim „neighborhoodzie” i to z tych gorszych. Tu ktoś coś urwał, tu coś odpadło, lakier zmatowiały albo dawno odprysł, ale większość części jest – to już coś. Oto moje prywatne typy z kolekcji ogłoszeniowej pana „barana”:

  1. Porsche 928Porsche 928

Bardzo lubię Porsche 928, choć niekoniecznie jestem fanem Porsche w ogóle. Po prostu lubię duże silniki V8. 928-mka nie pasuje do innych modeli Porsche, bo ma wielkie V8 z przodu jak jakieś Maserati albo inny Aston Martin V8. Widać wyraźnie, że celowano w innego klienta niż tego, który kupuje 911-tkę. Mało kto kojarzy, jak wiele było wersji 928: dwa duże liftingi, cztery różne silniki w ofercie – 4.5, 4.7, 5.0 i 5.4, przy czym jeszcze jedne miały po 1 wałku na głowicę, inne po 2. Z pewnością dobór części nie będzie prosty. Trudno się temu dziwić, mając na uwadze że auto robiono przez 18 lat w naprawdę małych seriach – w połowie lat 80. czyli okresie szczytowej popularności 928, z manufaktury Porsche wyjeżdżało 15 sztuk dziennie. Zwykle było to jednak 8-10 sztuk aut dziennie.

Spróbujmy zidentyfikować wystawiony egzemplarz: 1982 r., pierwsza seria produkcyjna, silnik 4.5 V8 o mocy 240 KM. Amerykańskie pochodzenie, ale manualna skrzynia biegów: rzadkość. Coś jest nie tak z reflektorami przednimi. Mają jakieś nietypowe chromowane ramki. I ten przód wydaje mi się wgnieciony: przesunięta maska silnika nie dolega do reszty, zderzak jest pęknięty, a halogen stłuczony. Wnętrze obszyto czymś co wygląda jak rękawica bokserska, a dźwignia zmiany biegów została chyba upiłowana w połowie. To taki short-shifter. Samochód nie ma też pompy hamulcowej.

Cena jest jednak rozsądna. Jedyne tańsze 928 na Allegro to złom z wgniecionym błotnikiem i zniszczonym wnętrzem, a za niebagatelne 47 000 zł ktoś oferuje 928 z przebiegiem milion kilometrów (jako przebieg podał… 65 000 km – drobna pomyłka).

Porsche 928

2. Porsche zwyczajne i nudne? Sięgnij po Lotusa.

Lotus Esprit

Rozmawiałem kiedyś z człowiekiem, który miał Lotusa i to chyba właśnie późnego Esprita. Najbardziej się śmiał jak pytałem o dostępność części. Ponoć jak masz Lotusa, to nie wystarczy wpisać w google „lotus specialists uk”, bo ci specjaliści z Wielkiej Brytanii muszą jeszcze zidentyfikować twój egzemplarz. Każdy Lotus jest bowiem inny. Tu mamy Esprita z 1979 r., czyli jest to jeszcze szalony miks laminatowego nadwozia z dwulitrowym silnikiem Healeya, ale dopasionym przez Włochów w podwójne gaźniki Dell’Orto, a do tego mamy jeszcze skrzynię biegów z Maserati Merak. Esprit wygląda nadal jak milion dolarów z tym swoim klinowatym nadwoziem. Ależ to była wtedy moda na te kliny, większość aut sportowych miała ten kształt w końcu lat 70. Niewielu designerów jednak zdecydowało się na tak radykalny klin jak w Espricie, chyba że chodzi o prototypy.

Na przykład ten polski prototyp Fiata 1100 Coupe, z którego Lotus skopiował… tzn. ten prototyp był późniejszy, ale wiecie o co chodzi.

Fiat 1100 coupe

Obstawiam że renowacja takiego Lotusa musi być niezłą przygodą. Anglicy nie słynęli z przesadnej precyzji i przywiązania do detali w swoich samochodach. Byle działało. „Warranty to the gate, and then we don’t know each other”, to mogłoby być ich hasło. Natomiast taki Esprit, choć nie wygra wyścigów spod świateł z jakimś szybkim TDI, ma tę zaletę, że jest absolutnym odwracaczem głów na każdym zlocie, spocie i parkingu. I te tylne lampy z Forda też są świetne.

3. Lotus zwyczajny i nudny? Sięgnij po TVR!

TVR

Przy TVR-ze Lotus wydaje się marką popularną. Ze 3 razy w życiu widziałem na żywo TVR-a, z czego jeden był w Warszawie, ale nie wiem co się z nim teraz dzieje. Tu mamy do czynienia z roadsterem z 1985 r. Wprawdzie tylne lampy nie pochodzą od Forda, bo są to odwrócone klosze z Rovera SD1, ale za to z Fordem zetkniemy się pod maską. Najkrócej rzecz ujmując, jest to silnik od Capri 2.8i V6. Jeśli Lotusy były niezbyt „powtarzalne”, to już w przypadku TVR mamy do czynienia z zupełnym „coachbuildingiem” czyli budowaniem samochodów pod konkretne zamówienie. Dlatego nie należy liczyć na to, że drugi podobny TVR będzie dobrym dawcą części.

Jeśli chodzi o identyfikację tego egzemplarza, jest to seria Tasmin z czasów tzw. „TVR wedges”, czyli klinowatych nadwozi. Poczytałem trochę o historii TVR w książce o angielskiej motoryzacji i ku mojemu zdziwieniu dowiedziałem się, że TVR istniał już od 1946 r. Od początku założenie było proste, tzn. budowa mocnych samochodów sportowych. Z czasem ewoluowało to w stronę luksusu, ale TVR nigdy nie poszerzył gamy o nic, co nie byłoby coupe lub roadsterem. Szanuję za konsekwencję. Ależ to musi być istny koszmar jeśli chodzi o naprawy. Za to wygląda świetnie, jak z katalogu egzotyków z 1985 r. Brakuje tylko blondynki w błyszczącym body i getrach ćwiczącej aerobik.

TVR

4. TVR też nieciekawy? No to uważaj…

Cadillac Allante

Cadillac Allanté był wytwarzany przez firmę Pininfarina (tylko nadwozia), następnie wysyłano je Boeingiem do USA, gdzie nadwozia uzbrajano w fabryce GM. Świetnie pomyślany proces produkcyjny. Przez sześć lat na Allanté skusiło się 21 tys. klientów – połowa tego, czego oczekiwał koncern GM. Po raz kolejny okazało się, że prezesi nie mają zielonego pojęcia o tym, jak działa rynek, za to umieją dobrze topić pieniądze.
Egzemplarz oferowany do sprzedania ma pod maską najgorszy silnik jaki udało się skonstruować Cadillacowi, czyli małą V-ósemkę 4,1 l. Cierpiał on na wszystkie możliwe przypadłości jakie można sobie wyobrazić w silniku. Zacierająca się pompa oleju, zatarte wałki rozrządu, wypalone uszczelki pod głowicami, pękające bloki – wystarczy pomyśleć o jakiejś usterce, a 4.1 na pewno ją miał. Ponadto jest to zapewne jedyny samochód w konfiguracji: kabriolet i silnik V8 w poprzek. Wybaczam mu wszystkie wady za to niesłychanie futurystyczne wnętrze z mnóstwem guzików, pół-wyświetlanymi wskaźnikami i magnetofonem, w którym widać obracające się szpulki podczas pracy. Za takie detale kocham stare i dziwne samochody – z oferty „barana” moim typem nadal pozostaje więc Allante.

Cadillac Allante

A waszym?

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie