Wiadomości

Kierowca utopionego Ferrari z S8 może mieć problem. Ubezpieczyciel go spławi

Wiadomości 30.06.2020 95 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 30.06.2020

Kierowca utopionego Ferrari z S8 może mieć problem. Ubezpieczyciel go spławi

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz30.06.2020
95 interakcji Dołącz do dyskusji

Ferrari California zaatakowało jezioro na S8 i przegrało. Ten zalany samochód ma marne szanse na pieniądze z polisy, ubezpieczenie może nie pokryć kosztów naprawy.

Nasz ostatni wpis pod tytułem jak przejechać przez kałużę po burzy przyniósł garść niezwykle ważnych porad. Dosłownie garść. Najwyraźniej tego popularnego ostatnio hasła w internecie nie wyszukiwał użytkownik Ferrari California. Zamiast tego będzie musiał wyszukać hasło zalany samochód ubezpieczenie. Jego przypadek stał się wczoraj sławny, bo próbował nisko zawieszonym Ferrari (a są inne?) przejechać przez wodę, która zablokowała trasę S8 w Warszawie. Wyczyn nagrano, a film trafił do internetu.

Jak myślicie, czy mu się udało? Przez kilka metrów szło mu dobrze, niestety później poległ i samochód stanął w głębokiej wodzie wypuszczając biały dym z rury wydechowej. Najprawdopodobniej silnik zassał wodę. Nie jest to pojazd, który można bez żalu porzucić i pójść do domu na ciepłą herbatę. Ceny używanego Ferrari California rozpoczynają się od 350 tys. zł, a kończą na 765 tys. Naprawa, o ile jest możliwa i opłacalna, na pewno nie będzie tania.

Dlatego w głowie świta pytanie, czy ubezpieczyciel zapłaci za naprawę zalanego samochodu, czy taką szkodę da się pokryć z Auto Casco? Nawet jeśli nie współczujemy kierowcy Ferrari, warto taką wiedzę posiąść, przyda się, gdy kolejny raz spróbujemy sforsować wielką kałużę.

Zalany samochód – ubezpieczenie

Może ubezpieczyciel ubezpieczycielowi nie jest równy, może jeden chętnie by zapłacił za naprawę, a OWU u innego pozostawią człowieka z Ferrari na lodzie? W ogólnych warunkach ubezpieczenia funkcjonuje pojęcie rażącego niedbalstwa, a utopienie tego samochodu nie było dziełem przypadku. Przypadkowa była ogromna ulewa tego dnia, ale decyzję o wjechaniu w głęboką kałużę ten kierowca raczej podjął już samodzielnie. Jakie ma więc szanse na to, że za naprawę nie będzie musiał płacić sam i ochrona z Autocasco zadziała?

Zapytaliśmy Andrzeja Prajsnara – eksperta porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl

W opisywanej sytuacji dotyczącej kierowcy Ferrari nie wiemy, czy na pewno posiadał on polisę autocasco. Jest to jednak bardzo prawdopodobne zważywszy na wysoką wartość auta. Kwestia ubezpieczyciela, który sprzedał polisę AC, raczej nie ma znaczenia, bo w tak dobrze udokumentowanej sytuacji odmowa wypłaty odszkodowania z autocasco jest zawsze bardzo prawdopodobna. Zakład ubezpieczeń może powołać się na klauzulę rażącego niedbalstwa. Warto również pamiętać, że w przypadku takiej nagłej ulewy jak poniedziałkowa, ubezpieczyciel może wskazać na tzw. siłę wyższą i próbować uwolnić się od wypłaty odszkodowania. Czasem polisy autocasco mają nawet specjalne wyłączenie ochrony dotyczące zassania wody do silnika.

Wjazd w głęboką kałużę – rażące niedbalstwo

Sytuacja kierowcy Ferrari nie zapowiada się dobrze. Siła wyższa to jeden z wariantów, ale uznanie zachowania kierowcy za rażące niedbalstwo jest prawdopodobne. Ta klauzula może zostać zastosowana z powodów, które wydają się nie tak groźne.

Jeżeli chodzi o klauzulę rażącego niedbalstwa klienta, to może mieć ona zastosowanie również wtedy, gdy kierowca pozostawił kluczyki wewnątrz otwartego samochodu, nie zmienił opon na zimowe pomimo fatalnej pogody lub powierzył kierowanie autem osobie bez uprawnień. Są to oczywiście częstsze sytuacje od próby forsowania wody autem zupełnie do tego nieprzeznaczonym. – Andrzej Prajsnar, Ubea.pl

Jeśli rażącym niedbalstwem może być zachowanie, które według wielu nie ma większego sensu, czyli zmiana opon na zimowe, to świadomy atak na poburzowe jezioro jest nim tym bardziej. Film jest bardzo krótki, ale trudno podejrzewać, że gdzieś poza jego kadrem rozgrywały się zdarzenia, które sprawiły, że zalania samochodu nie dało się uniknąć.

Dlatego przed podjęciem decyzji o wjechaniu do zbiornika z wodą, którego nie sposób już nazwać kałużą, warto się zastanowić tyle razy, ile wyłączeń ma nasza polisa AC. Wartość pojazdu nie ma tu znaczenia. Lepiej pogodzić się z losem i poczekać aż woda opadnie niż badać wlotem powietrza, jak jest głęboka. Zalanie samochodu to nie przelewki, warunki ubezpieczenia to też nie żart. 

A teraz czas na projekt „Ferrari California 1.9 TDI”!

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać