Akcja partnerska

Teraz już wiem, jak kupię swoje nowe auto

Akcja partnerska 13.03.2019 67 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 13.03.2019

Teraz już wiem, jak kupię swoje nowe auto

Piotr Barycki
Piotr Barycki13.03.2019
67 interakcji Dołącz do dyskusji

Jest jedna rzecz, która zawsze będzie dla mnie ważniejsza od pieniędzy – jest nią czas.

Ostatnio zorientowałem się, że gdybym nie chciał, nie musiałbym prawie w ogóle wychodzić z domu. Niemal absolutnie wszystko mogę zamówić przez internet, z poziomu komputera albo – jeszcze lepiej – bezpośrednio z mniejszego ekranu smartfona. Jedzenie, ubrania, chemia, elektronika, sprzęt sportowy – wystarczy kilka kliknięć i za jakiś czas to wszystko pojawia się przed moimi drzwiami.

I nie, nie chodzi o to, że jestem aż tak leniwy, że szkoda mi podnieść się z kanapy i ruszyć do sklepu. Ale jeśli mogę poświęcić na zakupy 5 minut, zamiast tracić godziny albo dwóch, to z chęcią to zrobię. A zaoszczędzony czas wykorzystam na coś, co lubię robić – na spacer z psem, rower, bieganie albo cokolwiek innego.

I co to ma niby mieć wspólnego z samochodami?

To, że od dłuższego czasu marzyło mi się, żeby w ten sposób dało się też kupić samochód. Tak – w dokładnie taki sam sposób, w jaki dokonuję całej reszty zakupów w internecie. Wyszukuję, wybieram, dodaję do koszyka, upewniam się, że to na pewno ten, potwierdzam, płacę. Koniec operacji. Może z tą tylko różnicą, że nie liczę na to, żeby sprzedawca dostarczył samochód pod wskazany adres – ten jeden raz mogę się już poświęcić i pojechać we wskazane miejsce.

Dlaczego akurat tak, skoro wybieranie nowego samochodu jest dla wielu osób jedną z ważniejszych decyzji i przymierzają się do niej miesiącami? Właśnie dlatego, że przeważnie zajmuje to zbyt wiele czasu. Trzeba ukraść kawałek z dnia w tygodniu po pracy lub z weekendu, żeby pojechać do salonu. Potem jeszcze raz to samo, żeby odwiedzić innego dealera. Potem znowu i znowu to samo. A na końcu może jeszcze dobrze będzie wrócić do tego pierwszego salonu z ofertą z ostatniego, żeby spróbować coś ponegocjować.

I nagle okazuje się, że przez ostatnie miesiące jedyną naszą weekendową rozrywką były podróże po salonach samochodowych. Nie brzmi to przesadnie przyjemnie, a przynajmniej ja nie chciałbym tak spędzać wolnego czasu.

5 minut, nie więcej.

Kiedy więc pojawiła się wiadomość o tym, że Skoda uruchamia pierwszą w Polsce prawdziwą platformę do leasingu samochodów, wiedziałem od razu, co o tym myśleć – to jest właśnie to. Choć przyznam też, że nie zakładałem, że wszystko od razu pójdzie tak, jak należy. Że gdzieś za tą fasadą nowoczesności i innowacji będą kryły się komplikacje, gwiazdki i drobne druczki, który cały ten – z pozoru banalny – proces skomplikują do takiego poziomu, gdzie wygodniej i łatwiej będzie już wybrać się do fizycznego salonu.

Spędziłem więc ostatnich kilka dni w sklepie Skody i… nic takiego nie udało mi się znaleźć. Jest dokładnie tak, jak można byłoby to sobie wyobrazić na bazie doświadczeń z mniejszymi zakupami internetowymi. Wybieramy model, który nas interesuje, szukamy wersji, która nam odpowiada, umieszczamy ją w koszyku i dokonujemy rezerwacji. Ewentualnie, jeśli nie mamy upatrzonego konkretnego modelu, po prostu wybieramy przedział finansowy, jaki jesteśmy w stanie zaakceptować, i szukamy tego, co wpadnie nam w oko.

Do tego wszystko podane jest od razu na tacy. Często przeglądam oferty dealerów i jedyne, czego mogę się z nich dowiedzieć, to cena samochodu. Wysokość miesięcznej raty w różnych wariantach? Wysokość pierwszej wpłaty? Wysokość ubezpieczenia? Oczywiście, wszystkich tych informacji udzielimy panu po kontakcie telefonicznym albo osobistym.

Tutaj natomiast wchodząc na stronę egzemplarza mam te wszystkie informacje natychmiast przed oczami. Jest wysokość miesięcznej raty, którą mogę modyfikować zmieniając wysokość wpłaty własnej albo długości leasingu. Jest od razu podana wysokość obowiązkowego ubezpieczenia (jednorazowo lub doliczanego na raty), czego często na stronach dealerów nie da się odnaleźć. Są podliczone wszystkie dodatkowe koszy i ropisane limity. Nie ma ani jednej rzeczy, której muszę szukać dodatkowo na stronie, albo po którą muszę dzwonić z pytaniami. Mam komplet informacji, które są mi potrzebne do zakupu.

Mogę bez wahania dodać wybrane auto do koszyka, ze świadomością, że nic mnie nie zaskoczy. A na kolejnych etapach wybrać odpowiedni dla mnie termin odbioru i podpisania umowy leasingowej.

Czy czegoś tu brakuje? W momencie startu platformy Skody chciałem przyczepić się do niewielkiej liczby dostępnych samochodów (około 200 egzemplarzy). W krótkim czasie jednak ta liczba wyraźnie wzrosła (prawie 700 egzemplarzy na dzień pisania tekstu), a w przyszłości będzie pewnie jeszcze lepiej. I wbrew pozorom nie znajdziemy tutaj wyłącznie najnudniejszych wersji. Owszem, są i całkowicie podstawowe Fabie za ok. 500 zł brutto miesięcznie, ale jeśli ktoś szuka złotego Superba, również powinien znaleźć coś dla siebie.

Jedyne, co pozostawia minimalny niedosyt, to fakt, że cała platforma nie jest połączona z konfiguratorem. Nie możemy dowolnie zestawić naszej Skody i zamówić jej przez internet – musimy polegać na tym, czym dysponują dealerzy. Z drugiej strony ma to swoje zalety – przykładowo Superb, który mnie interesuje, jest przez platformę Skody sprzedawany z rabatem 14 tys. zł w stosunku do ceny katalogowej.

Czyli mamy kupować auta absolutnie w ciemno?

Wręcz przeciwnie – absolutnie nie. W końcu samo dokonywanie zakupu jest jednym z ostatnich kroków całego tego procesu. Tyle tylko, że dzięki internetowi właściwy wybór jest dużo łatwiejszy niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu.

W sieci jest mnóstwo informacji na temat każdego samochodu. Znajdziemy setki recenzji każdego modelu i jeszcze więcej opinii posiadaczy. Nic oczywiście nie zastąpi jazdy testowej i samodzielnego obmacania całego auta, ale… to też w żaden sposób nie wyklucza opcji zakupu przez internet.

Może nawet lepiej zrobić to właśnie tak? Na spokojnie, kilka albo kilkanaście godzin po jeździe testowej, kiedy emocje już opadną?

Materiał powstał przy współpracy z marką Skoda.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie