Klasyki / Samochody używane

Jak to jeździ: Ford Mustang 4.7 V8 z 1967 r. Spełnienie marzeń czy rozczarowanie?

Klasyki / Samochody używane 24.05.2020 224 interakcje
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 24.05.2020

Jak to jeździ: Ford Mustang 4.7 V8 z 1967 r. Spełnienie marzeń czy rozczarowanie?

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk24.05.2020
224 interakcje Dołącz do dyskusji

Czerwony Ford Mustang z 1967 r. jest dla wielu samochodem marzeń. Ale jak marzenia wypadają w konfrontacji z rzeczywistością? I jak to jest mieć zabytkowego Mustanga, który został trochę dostosowany do dzisiejszych realiów?

„Życie nie jest takie złe!” – pomyślałem sobie w pewne słoneczne, majowe przedpołudnie. Radio nadawało akurat muzykę z lat 60. Prezenter nie mógł lepiej dobrać playlisty, bo samochód, którym jechałem, też był z tamtych czasów. Szybko jednak ściszyłem odbiornik, bo inna ścieżka dźwiękowa była o wiele ciekawsza.

Chodziło o miarowy bulgot wielkiego V8. Było go słychać wyjątkowo dobrze, ponieważ jechałem bez dachu. Złożyłem go (elektrycznie!) od razu po wyjechaniu z parkingu. Wiatr psuł mi fryzurę, słońce grzało twarz, no i miałem wrażenie, że cały świat się do mnie uśmiecha. Inni kierowcy pokazywali uniesione kciuki i ochoczo wpuszczali z kończącego się pasa. Ktoś stojący na przystanku wyjął telefon i zrobił mi zdjęcie. Czułem zapach benzyny, skóry i tę niepowtarzalną woń starego samochodu, którą uwielbiam. Gdybym miał ochotę napisać coś kiczowatego, napisałbym, że „tak pachnie historia”. Ale czerwony, lśniący Mustang i tak jest już dość bliski kiczu, więc będzie lepiej, gdy się powstrzymam.

ford mustang 1967

Było bardzo przyjemnie. Zacząłem rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi.

„W tym wszystkim”, czyli w kulcie starego Mustanga. Bo co do tego, że taki kult istnieje, raczej nikt nie ma wątpliwości. Ford Mustang z początku produkcji jest dla wielu pierwszym, co przychodzi na myśl podczas rozmowy o „samochodzie klasycznym”. Nawet osoby, które nie interesują się motoryzacją wiedzą, jak wygląda ten model. Kojarzą jego sylwetkę z filmów, teledysków i gazet. To częste marzenie. „Gdybym wygrał w totka, kupiłbym zabytkowego ‚Stanga” – słyszałem już od kilku znajomych.

ford mustang 1967

Gdy jeździłem czerwonym Convertible po mieście i słuchałem dźwięku silnika, uśmiech sam pojawiał się na mojej twarzy. Ale nie wszystko w tym samochodzie jest takie idealne. Niektórzy mogą być rozczarowani.

To na pewno nie jest samochód sportowy.

Pod maską egzemplarza, którym jeździłem, pracuje silnik V8 Windsor o pojemności 4,7 litra. Rozwija 200 KM (a przynajmniej tyle miał, gdy był nowy). To spora moc nawet i na dzisiejszy samochód. Owszem, da się ruszyć z piskiem opon albo nawet „spalić gumę”. Osiągi można jednak określić co najwyżej jako „wystarczające, by nadążyć za współczesnym ruchem”. Po dodaniu gazu robi się głośno (co jest bardzo przyjemne), ale żeby czuć sportowe emocje, trzeba sięgnąć po potwornie drogie wersje Shelby. Albo przynajmniej po egzemplarz z ręczną skrzynią. Trzybiegowy „automat” jest leniwy. Działa z lekkim szarpnięciem.

ford mustang 1967

Mustang potwierdza też stereotyp o amerykańskim wozie, który nie przepada za zakrętami. Gdy już musi skręcić, mocno się buja. Nie jest zwrotny, no i to kawał wozu. Mierzy niemal 4,7 m, czyli tyle, ile współczesny średniej wielkości SUV.

Na szczęście opisywany egzemplarz trochę unowocześniono.

ford mustang 1967

Piszę „na szczęście”, ponieważ w przypadku Mustanga – moim zdaniem – kurczowe trzymanie się oryginalności nie wyjdzie nikomu na dobre. To nie jest specjalnie unikatowy samochód. W latach 1964-1969 wyprodukowano niemal 2,4 miliona Mustangów. Wiele z nich przetrwało do dziś. Jasne, zdarzają się rzadkie wersje albo egzemplarze z wyjątkową historią. Ale większość z nich to zwykłe auta, które mają jedno zadanie: cieszyć właściciela.

Trudno powiedzieć, by jazda 50-letnim, ciężkim autem bez wspomagania kierownicy mogła cieszyć. Z kolei używanie w dzisiejszym ruchu ulicznym pojazdu z hamulcami bębnowymi nie tylko z tyłu, ale i z przodu, może być po prostu niebezpieczne. Zdarzają się i takie Mustangi.

ford mustang 1967

Dlatego opisywany egzemplarz został lekko zmodyfikowany, z użyciem części „aftermarketowych”, których jest na rynku mnóstwo. Ma układ kierowniczy ze wspomaganiem, skuteczne hamulce, a kolektor ssący wymieniono na nowocześniejszy. Gdyby ktoś chciał, mógłby kupić jeszcze np. kompletny zestaw gwintowanego zawieszenia, które sprawia, że Mustang zaczyna skręcać niemal jak auto współczesne. Są też przeróżne zestawy podnoszące moc. Ale to oznacza już spore koszty.

Czerwony Ford trafił do Polski pięć lat temu.

ford mustang 1967

Przypłynął – jak większość Mustangów – ze Stanów Zjednoczonych. Tam przeszedł remont, obejmujący m.in. prace lakiernicze. Jest wykonany… po amerykańsku. To oznacza, że samochód w tym stanie nie wygrałby żadnego konkursu i jest parę miejsc, przy których specjalista mógłby cmoknąć z niezadowoleniem. „Egzemplarz do jazdy” – można by go opisać.

W Polsce „wyleczono” jeden z największych problemów starych Mustangów, czyli rdzewiejąca podłogę. Dokonano też wspomnianych usprawnień.

Co się psuje w Mustangach?

Największym problemem są różnego rodzaju wycieki. Ogólnie jednak silniki V8 są trwałe i – podobnie jak reszta samochodu – bardzo proste konstrukcyjnie. Niektórzy porównują Mustanga do Poloneza. Też nieskomplikowany i nieco toporny. Tyle że Ford jest starszy, a wytwór FSO nie ma ani widlastej ósemki, ani tyle uroku…

Tylna szybka jest sterowana korbką.

Skoro już piszemy o V8…

Jak wiadomo, pod maską Mustangów tej generacji mogły pracować też rzędowe silniki sześciocylindrowe. Czy taki zakup ma sens?

W Polsce, z punktu widzenia odsprzedaży wozu – nie. Gdy klient nad Wisłą porywa się już na spełnienie marzenia o Mustangu, chce mieć „właściwy” motor. Rzędowa szóstka nie ma też sensu pod względem kosztów eksploatacji. Zarówno R6, jak i V8 palą podobnie (ile? Trudno powiedzieć dokładnie, ale raczej powyżej 20 litrów na 100 km), a do większej jednostki łatwiej o części.

Co ciekawe, są jednak miejsca w Europie, w których słabsze Mustangi cieszą się popularnością. Przede wszystkim mowa o Holandii i Belgii.

Ford Mustang 1967 – dostępność części.

Jak na samochód klasyczny, sytuacja z dostępnością różnych elementów wygląda przy Mustangu wspaniale. Ebay pęka w szwach od części i akcesoriów, ale zwykle wcale nie trzeba szukać tak daleko. Również polskie magazyny i warsztaty mają zwykle to, czego nam potrzeba. Często części leżą tam na półkach i można je wziąć od ręki. Nie ma też kłopotu z zakupem wspomnianych elementów tuningowych albo wymyślnych gadżetów.

ford mustang 1967

Ford Mustang 1967 – sytuacja rynkowa.

Opisywany egzemplarz jest na sprzedaż (LINK). Wyceniono go na 119 900 złotych. W Polsce wystawiono obecnie w ogłoszeniach niemal 50 egzemplarzy Mustangów wyprodukowanych do 1970 r, ale kabrioletów jest tylko 8. Najtańszy, opisany jako „baza do renowacji” kosztuje 68 000 zł. Najdroższy – 349 tysięcy. Kompletna renowacja „od A do Z” to ok. 250 tysięcy plus koszt bazy.

Czy stare Mustangi są popularne? Moda na ten model wróciła mniej więcej 3 lata temu i trwa. Poprzednio, takie Fordy były poszukiwane na początku XXI wieku. Uchodziły wtedy za „podstawowy” samochód klasyczny kupowany przez kogoś, kto nie chciał mieć starego Mercedesa.

Dla kogo jest zabytkowy Ford Mustang?

Jeśli czytasz ten tekst z wypiekami na twarzy i od zawsze marzysz o tym modelu, to być może dla ciebie. To klasyk, który jest relatywnie łatwy w obsłudze i w utrzymaniu. Nie ma tutaj skomplikowanych patentów, na widok których mechanicy załamują ręce. Części wręcz leżą na półkach.

Trzeba jednak pamiętać, że to nadal 50-latek. Jazda egzemplarzem bez wspomagania i z hamulcami bębnowymi musi być dość traumatyczna. Poza tym, Mustanga nie polubią ani wielbiciele technicznej finezji ani sportowej jazdy.

Co ze mną? Ja nigdy nie chorowałem na ten model i po przejażdżce nie zmieniłem zdania. Mimo że było bardzo miło. Po prostu amerykański sen to nie do końca moja bajka. No dobra, czas na hamburgera z colą. Yee-haw!

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać