Felietony

Polowanie na złom. Wyprawa po trzy graty, podczas której prawie zostaliśmy złodziejami

Felietony 19.11.2019 705 interakcji
Michał Koziar
Michał Koziar 19.11.2019

Polowanie na złom. Wyprawa po trzy graty, podczas której prawie zostaliśmy złodziejami

Michał Koziar
Michał Koziar19.11.2019
705 interakcji Dołącz do dyskusji

Nie ma czegoś takiego jak wystarczająca liczba gratów. Zbieranie złomu wciąga jak bagno, więc znowu pojechałem gdzieś w Polskę. Tym razem cała operacja zakończyła się spektakularną porażką.

Ledwo co kupiłem Peugeota 205, a już znowu ktoś zaczął mnie namawiać do złego. Tym razem znany już niektórym o. Z. Gaśnik, który stwierdził, że kupienie jakiegoś pakietu zgruzowanych klasyków do odnowy i puszczenia w świat to wspaniały pomysł. Tak, tak, oczywiście, rewelacyjny. Każdy z nas wiedział, że będzie jak zwykle. Jak się je już przywróci na drogi, to przez co najmniej rok będzie szkoda sprzedać, a potem dostaniemy połowę tego, co w nie włożyliśmy. Pierwsza zasada graciarstwa: nie rozmawiamy o bezsensowności ekonomicznej naszych poczynań.

Zaczęło się od dwóch Fiatów 131 w stanie mocno wątpliwym, ale za to tanich. Kosztowały odpowiednio 2,6 tys. i 3,2 tys. zł. Niestety telefon do sprzedawcy rozwiał nasze nadzieje na łatwe doprowadzenie ich do porządku. Pojawiły się raczej podejrzenia, że mogą się nadawać co najwyżej na dawców. Już odbudowa 125p idzie jak krew z nosa, nie potrzebujemy trudniejszego projektu, jakim niewątpliwie byłby remont kapitalny Mirafiori.

Myśl pozytywnie.

Nie złożyliśmy broni. Gaśnik już kilka godzin później zadzwonił do mnie z łamiącą informacją – jest pakiet trzech aut do wyrwania za 4,5 tys. zł. W tym jeden Duży Fiat po blacharce, tylko do uzbrojenia. Tym zdobył moje zainteresowanie. Dzięki pewnemu niebieskiemu Polonezowi mam nadmiar części mechanicznych, a co dwa Fiaty 125p, to nie jeden. Resztę pakietu Gaśnik chciał wziąć wraz ze wspólnikiem, kryptosyreniarzem (okropne zboczenie). Były to skarpety model 105 i 104. Kusiła ich zwłaszcza ta druga.

Cała akcja odbyła się w stylu „wsiadaj, nie ma czasu na wyjaśnienia”. Gaśnik napalił się na graty, obiecał tylko, ze są zdatne, a Fiat ma papiery w porządku. Nie zobaczyłem nawet zdjęć, zakonnik graciarstwa zdążył już przelać zaliczkę, więc ogłoszenie znikło. Trudno, umówiliśmy się następnego dnia rano.

Cały dzień lało. Typowy listopad, ale morale pozostawały wysokie. Udało się zorganizować tani transport wszystkich 3 gratów, jeszcze tylko załatwić formalności na miejscu i kilka fur będzie nasze. Nie przeszkadzało nam nawet specjalnie to, że dla oszczędności musimy jechać na Śląsk wybitnie niewygodnym Chevroletem Aveo. Serio, pierwszy raz w życiu żałowałem, że nie jadę Polonezem. bynajmniej nie ze względu na sentyment, tylko pozycję na tylnej kanapie.

Spotkanie.

Wszystko pozornie miało być w porządku. Sprzedawca sprząta podwórko, chce się pozbyć gratów. Może przerosły go kosztowne remonty? Zarówno Fiat jak i Syrena 104 były w jakimś stadium odbudowy. Wyglądało to na prostą misję zabrania komuś śmieci z ogródka. Otóż nie tym razem.

W połowie drogi sprzedawca zadzwonił, że dokumenty od Fiata 125p gdzieś zaginęły. Rewelacja. Na tym etapie jeszcze nie zarządziliśmy odwrotu. Jeśli wiadomo kto był ostatnim właścicielem w dowodzie rejestracyjnym to papiery pewnie da się odzyskać w urzędzie. Prawdziwa bomba czekała na miejscu. Minęliśmy kilka wiosek z poniemieckimi, rozpadającymi się zabudowaniami i dotarliśmy na miejsce.

Weszliśmy na podwórko jak z lat 90. Stary dom i murowana, waląca się stodoła. Wszędzie dookoła w stosach leżał złom i odpady najróżniejszej maści, zapewne chomikowane niegdyś przez mieszkańców. Po środku umierał Polonez, zaraz za nim w miarę dobrze zachowana Syrena 105. Głębiej, pod samą stodołą w rzędzie stały najciekawsze kąski.

Szpaler otwierał przedwojenny Ford z nadwoziem samoróbką, z którego grilla wyrastało już małe drzewko. Dalej wspomniana rozgrzebana Syrena 104, z niewprawnie wspawanym tyłem i w końcu Duży Fiat. Ten ostatni trochę już przestał od czasów przerwanego remontu, bo na jego desce rozdzielczej wyrósł mech, a elementy wnętrza zamontowane w środku przed wstawieniem szyb dawno zgniły. Sam remont kanta nie został może wykonany tragicznie, ale nie wyszedł ponad poziom tanio i średnio. Z drugiej strony – to tylko egzemplarz z 1990 r., czyli najgorszy jaki może być, więc nie oczekiwałem fajerwerków.

Wiecie co jest najgorsze? Mam piękne zdjęcia tego pier…ka, ale nie mogę ich wam pokazać. To prywatna posesja i jej obecny właściciel poprosił mnie o dyskrecję. W zamian łapcie fotkę wrastającej Skody z tego samego regionu.

zasiedzenie pojazdu
Tak, podobno jest na sprzedaż, ale za wygórowaną cenę.

Czysta brudna prawda.

Fakt, zarówno Syrena 104, jak i Duży Fiat okazały się gorsze niż w zapewnieniach sprzedawcy, aczkolwiek rozbieżności stanu faktycznego i podanego telefonicznie mieściły się wewnątrz patologicznych norm dla handlu autami w Polsce. Czyli nic, czego byśmy się nie spodziewali. Zdecydowanie gorszy okazał się status prawny wszystkich pojazdów. Teraz uwaga, skupienie, będzie zawile.

Po zadaniu miliona pytań i wysłuchaniu tysiąca wykrętnych odpowiedzi okazało się, że sytuacja jest następująca. Gość, który wystawił te auta, jest w zasadzie tylko pośrednikiem, który pomaga znajomemu starszemu panu w sprzedaży. Starszy pan do niedawna był właścicielem posesji, na której się znajdujemy. Sprzedał ją i musi z niej teraz usunąć jak najszybciej stojące tam pojazdy. Szkopuł w tym, że owe trzy samochody, będące przedmiotem potencjalnej transakcji, zostawił tam inny człowiek. Starszy pan miał je odpłatnie składować.

Żeby było śmieszniej, samochody stoją w tym miejscu od pięciu lat, ale ich właściciel nie odbiera telefonów od przynajmniej roku, nie płaci też za magazynowanie. Czy starszy pan spisał z nim umowę? Nie, dał się złapać na zapewnienia, że przy kolejnej okazji właściciel aut przyjedzie z dokumentami, jednak nigdy tego nie zrobił. Uwaga, teraz fabuła jeszcze trochę się zagęści – posiadacz wrostów zalega seniorowi z opłatami w wysokości 3 tys. zł, które miały zostać odzyskane ze sprzedaży aut. 1,5 tys. zł chce sobie wziąć pośrednik. Sprawa o zasiedzenie aut? Nigdy takowej nie było.

zasiedzenie pojazdu
Losowe zdjęcie znaczka„Licencja Fiat”.

Ja nie przypuszczam, ja to wiem.

W czasie kiedy razem z trzecim człowiekiem z ekipy starałem się uściślić to co usłyszałem, o. Z. Gaśnik zdążył się już napalić na świeży złom. Emocjonalnie dyskutował z laweciarzem kiedy przyjedzie i w jakim stanie są auta do zabrania, czy będzie łatwo je wciągnąć na pakę. Cóż, trzeba było go ocucić.

Odciągnęliśmy go na bok i wykonaliśmy szybkie przywracanie do rzeczywistości. Skracając całą powyższą sytuację do prostych słów: gdybyśmy zabrali z tego podwórka obie Syreny i Fiata 125p to będzie to równoznaczne z kradzieżą. Jedyna różnica względem przyjechania tam w nocy z lawetą to to, że zapłacimy 4,5 tys. zł za wpuszczenie nas na posesję i współudział. Tak ta sprawa by wyglądała od strony prawnej, niezależnie jakie umowy sprzedawca by sfabrykował – bo oczywiście sam się nie chciał podpisać. Zresztą, na czym miałby się podpisywać, skoro nie miał żadnych praw do tych samochodów?

Co lepsze, nie miał nawet adresu właściciela aut, tylko zdjęcie przodu dowodu. Reszta tego, czego się dowiedzieliśmy to tylko słowa – równie dobrze mógłby nas okłamywać i np. chcieć nam wcisnąć auta dawnego kolegi, z którym się pokłócił. Tak w ramach zemsty.

zasiedzenie pojazdu
Rasowego podwórka wam nie pokażę, ale doskonałą budkę z nieodległej miejscowości już mogę.

Kilka pytań.

Odwołaliśmy transport, na szczęście laweciarz miał przewieźć wrosty przy okazji, po drodze do innego zlecenia, więc wtopa nie była aż tak straszna. Wytłumaczyliśmy starszemu panu i pośrednikowi, że nie mamy o czym rozmawiać dopóki nie przeprowadzą z pozytywnym dla nich wynikiem sprawy o zasiedzenie samochodów. Przy okazji, jeśli właściciel jeszcze jest nimi w ogóle zainteresowany, to powinno udać się go odnaleźć i ściągnąć zaległe pieniądze.

Pośrednik skapitulował i zachował się na tyle porządnie, że nie próbował przywłaszczyć zaliczki. Starszy pan za to wypytał nas co dokładnie powinien zrobić by rozwiązać problem porzuconych aut. Nie mógł przestać nam dziękować za porady i obiecywał, że oczywiście wszystkim się zajmie i odezwie się jak sprawa się zakończy.

Zobaczymy. Tak czy siak wracaliśmy w paskudnych nastrojach. Jedyną zdobyczą z tego polowania na złom był kwitek potwierdzający, że zaliczka została wpłacona i zostanie zwrócona w danym terminie, jeśli senior nie przeprowadzi pomyślnie sprawy o zasiedzenie aut. To akurat był nasz błąd wynikający z myślenia na gorąco. Pod koniec wytłumaczę dlaczego szanse na zasiedzenie tych trzech aut są mikre.

Ludzie to dziwni są.

Ta historia mogłaby się już tutaj zakończyć, ale znajdowaliśmy się w małej krainie wrostów. Poza opisanym wyżej podwórkiem czy Skodą ze zdjęć na jednej z uliczek jakiejś wsi napotkaliśmy Fiata 125p. Auto ewidentnie stało od wielu lat, ale sprawiało wrażenie egzemplarza do odratowania. Po krótkiej rozmowie z miłymi paniami napotkanymi nieopodal dowiedzieliśmy się, że auto tak stoi i marnieje od dobrych pięciu lat. Wskazały gdzie mieszka właściciel, ale nie wróżyły nam sukcesu. Mimo to spróbowałem szczęścia.

zasiedzenie pojazdu

Zadzwoniłem do drzwi. Po chwili pojawił się w nich zadbany starszy pan. Zacząłem kręcić przysłowiową bajerę, jak to sam mam takiego i w ogóle to kocham 125p. Pudło. W mniemaniu seniora kant z 1979 r. to zwykły stary śmieć. Nie mogę mu odmówić racji, to że lubię zbierać złom, to inna para kaloszy. Wobec tego przeszedłem do rzeczy. Tutaj starszy pan wyprowadził cios nokautujący. Wóz przepisał dawno temu na syna i on już wkrótce ma go zabrać i coś z nim zrobić. Kiedy pierworodny dostał auto? Kilka lat temu, ale dziadek oczywiście zapewniał, że teraz to on już na poważnie po niego przyjedzie. Ta, jasne. Zostawiłem numer do siebie na wypadek gdyby syn się rozmyślił i wyszedłem niepocieszony.

Na ulicy panie, z którymi wcześniej rozmawiałem pocieszyły mnie informując, że nie jestem pierwszy, a ten syn to ma już, zaraz, za chwilę zabrać to auto od 5 lat. O sprzedaży nie chce słyszeć. Tak powtarza śpiewkę, że zajmie się tym kantem, a on sobie stoi i niszczeje.

Na koniec drobne wytłumaczenie.

Tym razem wróciłem z wyprawy po graty z pustymi rękami, ale nadam jej walor edukacyjny. Pomijając oczywistą oczywistość, że zawsze warto dokładnie przeanalizować to co robi i mówi sprzedawca, wytłumaczę o co chodzi z zasiedzeniem i dlaczego najprawdopodobniej w przypadku tych trzech aut do niego nie dojdzie.

Wspomniana furtka prawna jest bardzo przydatna np. kiedy odnajdziemy w garażu klasyka, którego wiele lat temu odstawił tam nasz dziadek. Sprawa spadkowa zakończyła się, auto nie zostało w niej uwzględnione, papiery gdzieś się zawieruszyły. By stać się właścicielem auta przez zasiedzenie trzeba je posiadać samoistnie w dobrej wierze nieprzerwanie przez przynajmniej trzy lata. W przypadku dwóch Syren i Dużego Fiata to nie przejdzie.

Po pierwsze nie ma tu mowy o samoistnym posiadaniu, bo fury zostały oddane na przechowanie. Co więcej, znamion posiadania w dobrej wierze też to raczej nie spełnia, bo starszy pan wiedział przez cały czas, że auta nie są jego. Nawet jeśli od momentu urwania kontaktu z właścicielem uznał, że samochody przeszły w jego posiadanie jako forma spłaty zadłużenia i sąd jakimś cudem przychyli się do tej wersji, to taki stan utrzymuje się dopiero od roku, może dwóch. Sprawa wygląda na przegraną, a my powinniśmy byli od razu odebrać zaliczkę.

zasiedzenie pojazdu
Tak to się powoli umiera na tej wsi.

To by było na tyle.

Chciałem zakończyć te historię jakąś puentą, ale nie mam pomysłu poza „raz się przegrywa, a raz się przegrywa”. Wystawiający pośrednik był umiarkowanie uczciwy, sprzedawca, czyli starszy pan, niezbyt ogarnięty w kwestiach prawnych, a my w porę wybudziliśmy się z transu pozyskiwania kolejnych gratów. Epilogu zapewne nie będzie, zarówno 3 auta ze wspomnianego podwórka jak i znaleziony później przyuliczny kant umrą, zapomniane przez swoich prawowitych właścicieli.

Chyba że zdarzy się cud i właściciel feralnego pakietu fur się odnajdzie, po czym sprzeda je, odda starszemu panu za długi lub sam obuduje. Co do Fiata, po którego syn już, zaraz przyjedzie nie mam złudzeń. Pójdzie na złom najpóźniej po śmierci starszego pana. Zbyt wiele już słyszałem i widziałem takich historii, by mieć jeszcze nadzieję.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać