Felietony

W Oslo w 2019 r. nie zginął żaden pieszy, a w całej Norwegii tylko 110 osób

Felietony 17.03.2020 162 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 17.03.2020

W Oslo w 2019 r. nie zginął żaden pieszy, a w całej Norwegii tylko 110 osób

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski17.03.2020
162 interakcje Dołącz do dyskusji

Kluczem do bezpieczeństwa jest eliminacja ruchu samochodowego i bycie bardzo bogatym.

Oslo i Helsinki to stolice państw, w których w 2019 r. nie zginął żaden pieszy. Łączy je relatywnie niewielki rozmiar (liczba mieszkańców między 630 a 650 tys.), to że leżą w Skandynawii, a także oczywiście to, że wprowadzono w nich zdecydowane rozwiązania ukierunkowane na zmniejszenie ruchu samochodowego oraz obniżenie prędkości jazdy. Jest też niedoceniany czynnik zamożności.

Czyli się da

Oczywiście. Wystarczy, żeby społeczeństwo zmieniło swoje nastawienie co do ruchu samochodowego. W Oslo wszelkie antysamochodowe posunięcia, takie jak usuwanie miejsc parkingowych, wzrost podatków za posiadanie samochodu i opłat za parkowanie, czy zmniejszanie prędkości do 30 km/h, są przyjmowane ze zrozumieniem. Ludzie sami tego chcą i oczekują. Byłem w Oslo i rzeczywiście ruch samochodowy jest tam mały, z wyjątkiem oczywiście obwodnicy. Przy okazji warto zauważyć, że bardzo szybko rośnie populacja miast otaczających Oslo, gdzie po prostu jest mniej ciasno – np. Asker, czyli zachodnie przedmieście. Tam ludzie jeżdżą samochodami, ale do samego centrum Oslo jadą kolejką.

Mieszkańcy Skandynawii żyją na innym poziomie mentalności

Doszli do pewnego poziomu, która zdaje się im wystarczać. Przeciętnemu mieszkańcowi Norwegii i Finlandii nie grozi bieda. Ludzie, którzy uczciwie pracują, dorabiają się pewnego poziomu zamożności i są zeń zadowoleni. Mają ładne, nowoczesne samochody z wieloma systemami bezpieczeństwa, coraz częściej elektryczne. Mogą skierować swoją uwagę na sprawy inne niż indywidualne, własne potrzeby – mają szansę spojrzeć na świat szerzej i zgodzić się co do tego, że ograniczenie wolności pewnego sposobu poruszania się w określonych miejscach ostatecznie przyniesie korzyść dla wszystkich. Trudno jest ogarnąć coś takiego, kiedy w ciągu dnia musisz pędzić z miejsca na miejsce żeby zarabiać pieniądze na spłatę kredytu, a każdy mały fakapik oznacza wymierne straty finansowe. Trudno jest powiedzieć „może mi być trochę gorzej, żeby wszystkim było lepiej”, jeśli już jest ci źle i byle jak.

Dlatego kraje do poziomu mentalności skandynawskiej dochodzą dziesiątkami lat. W Polsce mamy oczywiście Jaworzno, gdzie występuje polska gwiazda BRD – Tomasz Tosza (śmieszne, bo wiele osób sądzi że on jest tam burmistrzem lub prezydentem), forsując rozwiązania skandynawskie. Te rozwiązania skandynawskie oczywiście przynoszą efekt w skali Jaworzna, bo one faktycznie najlepiej sprawdzają się tam, gdzie miasto ma małe rozmiary.

Ponadto na korzyść Skandynawów działa budowana od dziesiątek lat infrastruktura oraz to, że w Skandynawii nie ma wielomilionowych aglomeracji. Społeczeństwo jest rozrzucone względnie równomiernie, a miasta nie rozciągają się na powierzchni 518 km2, jak na przykład Warszawa. Wiecie, że Sztokholm ma tylko 64 km2 realnej zabudowy przy 188 km2 aglomeracji? Taka sama jest powierzchnia Helsinek (186 km2). Tam po prostu wszędzie jest znacznie bliżej, więc i chęć do wyprowadzania samochodu – mniejsza. A zajmujące połowę powierzchni Warszawy Oslo ma 101 stacji metra. STO JEDEN! A w Warszawie wycieczka z Rembertowa do Mor komunikacją miejską jest praktycznie niewykonalna, samochodem zajmuje zaś 45-60 minut. W Polsce często nie jest nawet tak, że dojazd komunikacją miejską w jakieś miejsce (nawet w mieście) zajmie więcej czasu – jego po prostu nie ma, nie występuje, null, brak, zero.

Czy należy przyspieszyć to wszystko na siłę?

Można, ale nie wiadomo czy przyniesie to korzyści. Można by z dnia na dzień zamknąć wszystkie centra dużych miast w Polsce dla samochodów, a na całym ich obszarze wprowadzić strefę Tempo 30 i drakońskie stawki za parkowanie. Spróbujmy, czemu nie? Trzeba jednak wziąć pod uwagę taką rzecz: Norweg uważa, że lokalna władza działa dla jego dobra i przyjmuje, że nawet pewne utrudnienia mają ostatecznie pozytywny skutek dla całej społeczności. Polak uważa, że władza to zaborcy i sk….syny, którzy chcą tylko mu dowalić, zniszczyć mu życie i go oszukać.

Dlatego takie rozwiązania byłyby u nas mało skuteczne. Ludzie by je ignorowali, służby oddelegowane do egzekwowania prawa przymykałyby oko na naruszenia, a wyborcy wywieźliby taką władzę na taczkach. Występuje groźba, że jest jeszcze za wcześnie i zamiast spadku ofiar mielibyśmy ich wzrost spowodowany frustracją obywateli na zasadzie „co oni mi tu będą, ja im pokażę!” i gaz do dechy. W Norwegii – z tego co zdążyłem się zorientować – przeciętny kierowca wie, że przepisy są dla jego dobra (w szerokiej perspektywie) i to dzięki trzymaniu się ich nie ginie ani jako kierowca, ani jako pieszy. W Polsce przeciętny kierowca uważa, że przepisy są po to, żeby on się spóźnił i są skierowane indywidualnie przeciwko jego interesom, dlatego je ignoruje. Sporo czasu minie, zanim to zmienimy. Raczej nie w tym pokoleniu, raczej w pokoleniu kierowców które urodziło się po 1990 r., a kształciło po 2008 r.

Co jest ważniejsze?

Chciałem to wszystko zgrabnie odnieść do tematu koronawirusa i naszej przymusowej kwarantanny spowodowanej epidemią. Wiele osób zastanawia się, co jest ważniejsze: zatrzymanie epidemii (wirusa/śmierci na drogach) dowolnym kosztem, czy jednak pogodzenie się z pewną liczbą ofiar, żeby móc utrzymać gospodarkę w jakim-takim stanie. Niektórzy będą oburzeni takim stawianiem sprawy. Inni twierdzą że bez ofiar nie ma postępu i dobrobytu, i że obecna sytuacja ekonomiczna choćby Norwegii wymagała przejścia przez okres wypadków, śmierci i epidemii. I że my też oczywiście dojdziemy do tego ideału, jak tylko osiągniemy pewien poziom zamożności, powyżej którego będziemy już myśleć bardziej o ulepszeniu społeczeństwa niż o tym, jak się wzbogacić. A na razie – pomijając obecny czas przymusowej przerwy – wszyscy pędzimy i spieszymy się, żeby zarobić jeszcze parę złotych i jakoś utrzymać się na powierzchni, ewentualne doniesienia o wypadkach wypierając na zasadzie „to się zdarza”.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać