Felietony

Zrzutka dla ofiar wypadku na Słowacji? To co najmniej niestosowny pomysł

Felietony 05.10.2018 43 interakcje
Adam Majcherek
Adam Majcherek 05.10.2018

Zrzutka dla ofiar wypadku na Słowacji? To co najmniej niestosowny pomysł

Adam Majcherek
Adam Majcherek05.10.2018
43 interakcje Dołącz do dyskusji

Zaskoczyła mnie wiadomość, że ktoś zorganizował zbiórkę na rzecz ofiar wypadku na Słowacji

O tym jak doszło do tego wypadku przypominać chyba nie ma co. O tym co sądzimy na jego temat – kilka dni temu napisał Mikołaj. A ja im dłużej myślę o tej zrzutce, tym bardziej czuję, że to zły pomysł.

Tu potrzeba trochę empatii.

Postawcie się w sytuacji słowackiej rodziny. Mąż z żoną wiozą syna na studia i po drodze ten pierwszy ginie w wypadku, do którego w żaden sposób się nie przyczynił i którego nijak nie mógł uniknąć. Procedura sądowa trwa, będą srogie wyroki, sprawca pewnie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności i przykładnie ukarany. Wokół wytworzona zostaje atmosfera nagonki na piratów drogowych, a właściwie to generalnie na polskich kierowców, którzy podobno są znani z ambiwalentnego podejścia do przepisów drogowych. Generalizowanie takie nie ma większych podstaw. Ale gdy w grę wchodzi życie ludzkie i emocje, to łatwo o uogólnianie. To trochę tak, jak teraz w Polsce generalizuje się na temat dziennikarzy motoryzacyjnych. 

Spróbuj postawić się w sytuacji tego syna, który stracił ojca i sam jest mocno poszkodowany w wypadku. Wyobrażasz sobie, że dostajesz informację o przelewie od „pasjonatów motoryzacji z Polski”, którzy zebrali dla Ciebie parę tysięcy euro w ramach pomocy? Jakiś lekkomyślny człowiek zabił mi ojca, a jego rodacy przysyłają mi pieniądze. Niby że po co? W ramach przeprosin? Mnie by to dotknęło.

Czysto zdroworozsądkowo na pewno tej rodzinie przydadzą się każde pieniądze. I że tu nie idzie o przeprosiny.  Ale tu trzeba uwzględnić emocje. Honor nie pozwoliłby mi przyjąć takiej darowizny. Albo nie, honor to niewłaściwe słowo. Raczej poczucie, że żadne pieniądze nie naprawią wyrządzonej krzywdy i żal, że ktoś może uważać inaczej. I to niezależnie od tego, czy zostanie zebrane 1,5 tysiąca euro jak jest dziś, czy 10 tysięcy – czy nawet zakładane ok 25 tys. euro – to wciąż będą pieniądze od Polaków. A to Polak zabił mi ojca. I możecie mówić, że to nieracjonalne. Ale poszkodowanymi targają emocje, które trudno oceniać racjonalnymi względami. 

„Niech to będzie moment refleksji – niech ostudzi nasze zachowania za kierownicą, a te wpłaty będą wyrazem naszego szacunku dla poszkodowanych” – pisze organizator. Jak szacunek przeliczyć na pieniądze? Czy 10 euro, jako minimalna stawka, do której zachęca organizator, można traktować jako okazanie szacunku? 

Jasne, odszkodowanie się należy

Odszkodowanie, zadośćuczynienie, rekompensata – każde słowo jest w tym przypadku złe, nie naprawi szkody, nie uczyni zadość ani nie zrekompensuje straty. Nie to, żebym uzurpował sobie prawo do wymyślania kary dla sprawcy tego zdarzenia. To już rola sądu i wcale nie zazdroszczę tym, którzy muszą podejmować decyzje tego rodzaju. I zapewne poszkodowani albo ktoś im bliski zadba o odpowiednią opiekę prawną, a co za tym idzie walkę o zabezpieczenie finansowe na przyszłość. Ale to sprawa między nimi, towarzystwem ubezpieczeniowym i sprawcą. Przyzwoitość nakazuje się do tego nie mieszać. Możemy współczuć poszkodowanym i zrobić rachunek sumienia, czy przypadkiem sami czasem nie prowokujemy sytuacji, które mogłyby się skończyć podobnie.  Oczywiście nie próbuję nikogo namawiać co ma zrobić ze swoimi pieniędzmi – kto będzie chciał to może dokonać wpłaty, ale właściwie nie wiem, co miałoby to dać.

Jasne, moim współczuciem nikt się nie naje, ani nie zapłaci nim za kolejną rehabilitację. Ale biorąc udział w zrzutce „pasjonatów motoryzacji z Polski” czułbym, że obrażam poszkodowanych. Bo ten, który zabił słowackiego kierowcę, pewnie też się za takiego uważał.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać