Wiadomości

Kupujcie samochody elektryczne, będzie więcej opłat. Brytyjczycy dostrzegli, że kasa musi się zgadzać

Wiadomości 10.10.2019 83 interakcje
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 10.10.2019

Kupujcie samochody elektryczne, będzie więcej opłat. Brytyjczycy dostrzegli, że kasa musi się zgadzać

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz10.10.2019
83 interakcje Dołącz do dyskusji

Wielką Brytanię boli coraz mocniej, że samochody elektryczne nie generują wpływów do budżetu. Trzeba coś z tym zrobić, 40 miliardów funtów nie zarobi się samo.

Lepiej uważnie przyglądać się pomysłom na wyciągnięcie pieniędzy z użytkowników samochodów na wyspach. Są właśnie pod ostrzałem, bo przez brak konieczności tankowania samochodów elektrycznych i ich rosnącą sprzedaż, w budżecie brakuje wpływów z opłat zawartych w paliwie.

Trzeba jakoś odrobić te 40 miliardów funtów, które zostały w portfelach podatników. Dowcip jest taki, że proponowane zmiany dotkną też właścicieli pojazdów spalinowych. Zobaczmy za co brytyjski posiadacz pojazdu benzynowego, będzie niedługo nienawidził swojego sąsiada jeżdżącego elektrykiem.

Opłata za każdą przejechaną milę

Nic nie szkodzi by mile przeliczyć na kilometry i u nas w przyszłości wprowadzić podobny sposób opodatkowania. Dobrym przykładem mogą świecić już niebawem Brytyjczycy, bo to jeden ze sposobów jak należny podatek pobrać.

Nie trzeba będzie spisywać stanu z samochodowych drogomierzy, system kamer zainstalowanych na ulicach Wielkiej Brytanii wszystko policzy. Do wyboru jest jeszcze tradycyjny system pobierania opłat drogowych na bramkach autostradowych i nadajniki GPS, które od 2020 mają być obecne we wszystkich nowych samochodach.

wielka brytania samochody elektryczne podatki
Kamera drogowa. Autor: Ben Schumin (CC BY-SA 2.0)

Narzędzie nie jest ważne, liczy się efekt. Kolejny cel, to zmniejszenie ruchu samochodowego w drodze do pracy, tu wchodzi do gry pomysł z Nottingham.

Opłaty od pracodawców zapewniających miejsca parkingowe

W tym angielskim mieście, w zeszłym roku wprowadzono opłatę licencyjną w wysokości 415 funtów (za miejsce), dla firm, które zdecydowały się oferować swym pracownikom miejsca parkingowe.

Koszt luksusu, jakim jest łatwe parkowanie pod biurem, poniesie pracodawca zapewniający powyżej 10 miejsc parkingowych. Może go przerzucić na pracowników, ale to przedsiębiorca odpowiedzialny jest za płatność.

Do Nottingham chce dołączyć Birmingham, ale Brytyjczycy widzą w tym świetny sposób na zniechęcanie ludzi do podróżowania samochodem i sposób na wpływy do budżetu, w jednym. Zarabianie na zniechęcaniu jest tak fajne, że rozwijany może być jeszcze jego inny wariant.

Więcej stref o ograniczonym ruchu

Blisko 2 miliardy funtów udało się zarobić w Londynie na opłatach za wjazd do strefy o ograniczonym ruchu pojazdów. Samochody elektryczne oczywiście nie musiały płacić, podobnie jak diesle spełniające normę Euro 6 i pojazdy benzynowe zgodne z Euro 4.

wielka brytania samochody elektryczne podatki
Autor: Alain Rouiller

Pomysł pobierania ponad 11 funtów za wjazd do strefy bardzo spodobał się w innych miastach i najwyraźniej zyskał entuzjastów w rządzie. Skoro samochody elektryczne nie generują opłat, za wjazd do strefy też nie płacą, to zapłacić ktoś musi. Wiadomo kto, wszyscy pozostali i na dokładkę jeszcze samochody ciężarowe.

Zwiększone opłaty od samochodów ciężarowych

Już teraz ponad 12-tonowe ciężarówki muszą płacić nawet do 1 200 funtów rocznie, zależnie od typu pojazdu i poziomu emisji spalin. Pojazdy z innych krajów na wyspach również muszą płacić. Nic nie stoi to na przeszkodzie by płacili więcej – podniesienie stawek to kolejny pomysł.

Gdyby tylko ktoś nie wymyślił, że trzeba dotować samochody elektryczne i ustanawiać dla nich przywileje, byłoby tak pięknie, a towary przywożone dla brytyjskich klientów nie byłby narażone na wzrost cen z powodu zwiększających się kosztów transportu. Ale wymyślił i trzeba z tym żyć.

Trudna droga do elektryfikacji

Z wpływami z podatków nie jest dobrze, a będzie jeszcze gorzej, bo tempo wprowadzania na rynek samochodów elektrycznych musi wzrosnąć. Wielka Brytania ma wielkie cele i w 2050 roku nie życzy sobie żadnych samochodów spalinowych na drogach. By tego dokonać, według szacunków, każdego tygodnia z ulic powinno znikać 20 000 pojazdów spalinowych, przez kolejne 31 lat.

Im mniej samochodów spalinowych, tym mniej zużytego paliwa i wpływów do budżetu. Jeśli szybko nie wymyślą jak zrekompensować brak pieniędzy z podatku paliwowego i akcyzowego zawartych w cenie każdego litra paliwa, to dziura w budżecie będzie się powiększać. A funty są potrzebne między innymi na… rozbudowę infrastruktury sieci ładowania koniecznej do poruszania się samochodami elektrycznymi. Bez niej elektryfikacja brytyjskiej motoryzacji się nie powiedzie.

Już kiedyś głosowano na wyspach za wprowadzeniem opłat od każdej przejechanej mili, ale wówczas ten pomysł upadł. Był też inny – by każdy z obywateli miał swoją pulę kilometrów do wyjeżdżenia, którą mógłby odsprzedawać innym. Kilometry na kartki również nie spotkały się z przychylnym przyjęciem. Ale wtedy sytuacja była inna, bo z powodu samochodów elektrycznych nie spadały wpływu do budżetu, problemem było wyłącznie zanieczyszczenie środowiska. Brytyjska debata rozpoczyna się na nowo.

Będziemy ją bacznie obserwować, bo wszystkie kłopoty pojawią się kiedyś i u nas. Poczekajmy tylko na jeden milion 600 tysięcy elektrycznych samochodów na polskich drogach.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać