Relacje

Widziałem z bliska Volvo V90 Cross Country Ocean Race. I wiem jedno – chcę to

Relacje 06.04.2018 31 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 06.04.2018

Widziałem z bliska Volvo V90 Cross Country Ocean Race. I wiem jedno – chcę to

Piotr Barycki
Piotr Barycki06.04.2018
31 interakcji Dołącz do dyskusji

Zwykłe, rodzinne kombi. Tylko czterocylindrowe silniki. A jednak bliższy kontakt z Volvo V90 Cross Country Ocean Race sprawia, że trudno z ekscytacją spoglądać na pozostałe samochody na poznańskich targach motoryzacyjnych.

Tak, przyznaję, mam wielką słabość do dużych, praktycznych kombi, szczególnie tych szwedzkich w ich najnowszych odsłonach. Ale przy V90 w specjalnej edycji Ocean Race czuję się całkowicie usprawiedliwiony.

Pod wieloma względami Volvo V90 Cross Country Ocean Race jest zbliżony do V90 Cross Country. Technicznie to to samo auto.

Od podstawki można go jednak odróżnić na pierwszy rzut oka. Inne są kolory plastikowych dokładek.

Tu i tam znajdziemy odpowiednie podpisy:

Tu i tam…

Wersję specjalną z daleka zdradzają też pomarańczowe akcenty.

Które znajdziemy niemal z każdej strony samochodu.

Tak od spodu też.

Teoretycznie nie powinny one pasować do sporego, statecznego kombi. A jednak pasują wyśmienicie!

Pomarańczowe detale przenikają zresztą do wnętrza.

Znajdziemy je chociażby na specjalnych, wodoodpornych dywanikach z wodoodpornymi nakładkami.

Na fotelach (na które w zestawie dostaniemy dedykowane, wodoodporne pokrowce).

Na tylnych częściach foteli…

Pomarańczowe są nawet pasy bezpieczeństwa.

metki na fotelach.

Całe wnętrze jest generalnie doskonałe do zabawy w „znajdź wszystkie pomarańczowe detale”:

Co ciekawe, w bagażniku niemal zabrakło tego koloru. Mamy za to specjalną latarkę do zadań specjalnych (niestety nieobecną w Poznaniu).

W klapie bagażnika znajdziemy natomiast dodatkową, ręcznie włączaną, mocną lampkę.

Na niektórych rynkach Volvo V90 Cross Country Ocean Race sprzedawane jest nawet z przenośnym zestawem do szybkiego czyszczenia sprzętu sportowego.

W komplecie oferowany jest jeszcze specjalny bagażnik dachowy:

Poza tym Ocean Race ma wszystko to, za co lubię V90 i V90 Cross Contry. Chociażby spory bagażnik bez najmniejszego nawet progu.

Ultra-wygodne fotele przednie:

I piękne, minimalistyczne wnętrze.

Z V90 Cross Country Ocean Race mam trzy małe problemy.

Po pierwsze, jest dostępne tylko w jednym kolorze – białym, a raczej Inscription Crystal White Pearl. A ja jednak swoje Volvo marzeń wolałbym brązowe – najlepiej dokładnie takie samo, jak ostatnia generacja XC70. Jestem jednak w stanie zrozumieć, że całość nie prezentowałaby się wtedy aż tak efektownie, a szare plastiki wyglądałyby dziwacznie.

Po drugie, Wykończenie wnętrza Volvo Ocean Race, czyli karbonowe wstawki, w ogóle nie pasuje niestety do jasnej skóry, w którą wyposażono pokazowy model. Aż prosiłoby się o jasne drewno (w ogóle niedostępne w Cross Country) albo przynajmniej jego ciemną odmianę. Niestety nic z tego – nie ma tu żadnych opcji personalizacji. Zmienić możemy jedynie kolor tapicerki.

Po trzecie, Volvo planuje produkcję tylko 3000 egzemplarzy tego modelu i raczej nie zdążę odłożyć odpowiedniej kwoty, żeby załapać się do puli szczęśliwców. Odmiana Ocean Race startuje od 303 500 zł, a w prezentowanej wersji z silnikiem T6 – od 355 900 zł. Do tego, choć już w standardzie jest dobrze wyposażona, warto dokupić kilka dodatków. Jeśli więc za bardzo poniesie nas fantazja, możemy wylądować gdzieś w okolicach 400 tys. zł.

Oczywiście nie ma żadnego racjonalnego powodu, żeby kupić V90 Cross Country Ocean Race zamiast podobnie albo niemal tak samo wyposażonej odmiany standardowej. Ale jeśli ktoś szuka auta, które aż krzyczy „przygoda”, to głośniej krzyczącego nie znajdzie.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie