Newsy

Trochę SUV, trochę pickup. Oto Volkswagen Tarok. Zapowiada się hit Ameryki Południowej

Newsy 06.11.2018 59 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 06.11.2018

Trochę SUV, trochę pickup. Oto Volkswagen Tarok. Zapowiada się hit Ameryki Południowej

Piotr Barycki
Piotr Barycki06.11.2018
59 interakcji Dołącz do dyskusji

Co by się stało, gdyby do T-Roca dołożyć z tyłu pokaźnych rozmiarów pakę? Volkswagen postanowił się przekonać i tak powstał Tarok. Trochę SUV, trochę pickup.

Do tego z co najmniej jednym bardzo ciekawym rozwiązaniem na pokładzie.

Tarok = ?

Opcje – czysto hipotetyczne – są trzy. Albo jest to miks nazw Taro (średniej wielkości pickup Volkswagena z lat 80. i 90.) i Amarok (największy obecnie produkowany pickup Volkswagena). Albo miks nazw T-Roc (najmniejszy SUV Volkswagena) i Amarok. Albo po prostu tak się wylosowało z volkswagenowskiej puli SUV-owych nazw na literę T.

Abstrahując jednak od nazewnictwa, Volkswagen Tarok jest studyjną zapowiedzią pickupa niemieckiej marki, która w niedługim czasie powinna trafić do sprzedaży w niemal niezmienionej formie. Początkowo wyłącznie na rynek brazylijski, ale możliwe jest też wprowadzenie Taroka do innych krajów. Przy czym zapewne mowa tu głównie o kolejnych krajach Ameryki Południowej, gdzie za takimi autami klienci po prostu szaleją.

W samej Brazylii Tarok będzie trzecim, środkowym pickupem w ofercie. Wejściową propozycją jest Saveiro, mierzący niecałe 4,5 m. Na szycie jest natomiast dostępny również w Europie Amarok o długości ponad 5,2 m.

Możliwe jednak, że Tarok zawita kiedyś również do Europy. Co warto o nim wiedzieć?

Duży, sprytny pickup.

Po pierwsze – to będzie spory samochód jak na europejskie warunki. Volkswagen nie podał wprawdzie dokładnych wymiarów, ale cała długość nadwozia ma zamykać się w okolicach 5 m. Czyli idealnie trafia pomiędzy Saveiro a Amaroka w Brazylii, natomiast u nas… i tak jest po prostu wielki.

Po drugie – Volkswagen pomysłowo rozwiązał kwestię przestrzeni ładunkowej, zakładając oczywiście, że takie rozwiązanie trafi do modelu produkcyjnego. W standardowym układzie Volkswagen Tarok jest samochodem 5-osobowym, oferując do tego pakę o głębokości 1206 mm.

Jeśli jednak chcemy przewieźć dłuższe przedmioty, a nie wieziemy ze sobą akurat kompletu pasażerów, możemy… złożyć oparcia tylnej kanapy i postawić do pionu jej siedziska. W rezultacie uzyskamy pakę o głębokości 1861 mm.

Dalej mało? Możemy rozłożyć tylną burtę i przewozić przedmioty o długości 2775 m.

Jest tylko jeden haczyk.

Nie jest tak, że kupimy Taroka i będziemy mogli przewozić dowolne przedmioty o długości prawie 2,8 m. Muszą one bowiem zmieścić się w dość wąskim otworze, zasłoniętym standardowo oparciami tylnej kanapy.

Wrzucimy tak więc deskę surfingową, rower, imponująco długie narty albo coś podobnego, ale z dużą lodówką możemy mieć już problem.

Patrząc jednak z innej strony, wygląda to na potencjalnie ciekawe miejsce do… spania. Tylko warto wyposażyć się w odpowiednio ciepłe skarpetki, bo nogi na pewno nie zmieszczą nam się w kabinie. Ale przynajmniej na głowę nie będzie padać.

A co w środku?

Volkswagen Tarok bez wątpienia wygląda we wnętrzu dużo lepiej niż Saveiro i przy okazji nowocześniej niż Amarok.

Po raz kolejny niemiecki producent nie podaje zbyt wielu szczegółów, ale uwagę zwracają w pełni cyfrowe zegary oraz spory wyświetlacz, otoczony kolorowym dekorem kokpitu. Ten ostatni nawet prawie udanie maskuje surowość wnętrza, ale też nie ma się co oszukiwać – to pickup, a do tego przeznaczony na rynek brazylijski. Do tego nawet nie najwyższy w gamie.

Pod maską w modelu studyjnym umieszczono silnik 1.4 TSI o mocy 150 KM, który dostosowano do warunków brazylijskich – można go zasilać albo niemal czystym bioetanolem (E100) albo bioetanolem wymieszanym z benzyną (E22). Silnik połączono z automatyczną skrzynią biegów o sześciu przełożeniach oraz stałym napędem na obie osie.

Czy Volkswagen Tarok przyjąłby się w Polsce?

Trudne pytanie. Z jednej strony spełnia wszystkie wymagania, żeby stać się hitem. Ma względnie duże koła, logo Volkswagena i stoi trochę wyżej nad ziemią niż standardowe auta osobowe.

Z drugiej strony może być za duży i za mało SUV-owy, żeby stać się hitem pokroju T-Roca albo Tiguana. A jeśli ktoś będzie potrzebował użytkowego pickupa, to raczej nie zdecyduje się na samochód, który kusi dość specyficznym rozwiązaniem przestrzeni bagażowej i cyfrowymi zegarami. Wybierze coś prostszego i bardziej praktycznego.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie