Testy aut nowych

Volkswagen T-Cross to odpowiednik muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej. Oto pierwsza jazda

Testy aut nowych 10.05.2019 191 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 10.05.2019

Volkswagen T-Cross to odpowiednik muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej. Oto pierwsza jazda

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk10.05.2019
191 interakcji Dołącz do dyskusji

Volkswagen T-Roc doskonale się sprzedaje, ale całkiem możliwe, że jego złote czasy właśnie się kończą. Nowy T-Cross jest od niego tańszy i… ma więcej miejsca w środku. Sprawdziłem, jak się nim jeździ.

„Stwórz niedużego, miejskiego crossovera – i tyle.” Jeżeli na świecie istnieje książka pod tytułem „Jak zbudować samochód, który stanie się przebojem”, jestem pewien, że składa się tylko z tego jednego zdania. Wprowadzenie miejskiego wozu „na szczudłach” to ostatnio niemal murowana recepta na sukces. Citroen C3 Aircross, Renault Captur, Seat Arona – te modele notują doskonałe wyniki sprzedaży, a do ich producentów pieniądze płyną szerokim strumieniem. Masę klientów przekonuje do siebie także Volkswagen T-Roc. A skoro tak, to w Wolfsburgu musieli stwierdzić, że już zeit najwyższy, by stworzyć jego mniejszego brata.

Tak powstał T-Cross.

Volkswagen T-Cross 2019 test

Mierzy 4,108 m. Jest o 12 cm krótszy od T-Roca i o 5,4 cm dłuższy od Polo. Jego prześwit to 17,5 cm.

W kwestiach formalnych: pod maską może tu pracować trzycylindrowy silnik 1.0 TSI o mocy 95 lub 115 KM. Jeszcze w tym roku do gamy dołączy 150-konne, czterocylindrowe 1.5. Diesla 1.6 TDI w Polsce nie będzie – uznano, że nie byłoby na niego klientów. Jeśli jakimś cudem ktoś uprze się, że chce mieć T-Crossa z „ropniakiem”, musi sprowadzić go sobie z zagranicy.

Volkswagen T-Cross 2019 test

Nie będzie też napędu na cztery koła. Wątpię, by chętni na tego typu samochód zareagowali na tę informację oburzeniem. W tej klasie to nic nadzwyczajnego. Można za to zamówić 7-biegowy „automat” DSG, ale tylko do wersji 115-konnej. Słabsza ma 5-biegową skrzynię ręczną. Mocniejsza w wersji z „manualem” ma już 6 biegów.

Kolorowo i w wielu różnych wersjach – oto T-Cross z zewnątrz.

Volkswagen T-Cross 2019 test

Zwłaszcza w Polsce, crossovery segmentu B są często wybierane przez osoby starsze, którym wygodnie wsiada się do wyższego samochodu. Grupą docelową wybraną przez producenta są jednak słynni „młodzi i dynamiczni”.

Dlatego T-Cross może być dostępny w jednym z odważnych kolorów, takich jak turkusowy czy pomarańczowy. Można nawet pójść dalej i zamówić sobie np. pomarańczowego T-Crossa z pomarańczowymi felgami. Ja podziękuję.

Volkswagen T-Cross 2019 test

Jeśli chodzi za to o samą stylistykę nadwozia, trudno się do niej przyczepić. Nie ma tu może żadnych charakterystycznych elementów, takich jak np. airbumpsy z Citroenów, ale całość jest zgrabna. I bardzo „volkswagenowska”, czyli kanciasta i prosta.

Kolorowo może być też na kokpicie (choć nie w tym egzemplarzu).

Volkswagen T-Cross 2019 test

Rysunek deski rozdzielczej T-Crossa bardzo przypomina kokpit Polo. „Młodzi i dynamiczni” mogą jednak zaszaleć także przy konfiguracji wnętrza, wybierając np. kolorowe, wzorzyste listwy (jak widać, w testowanym aucie nikt nie szalał).

Volkswagen T-Cross 2019 test

Niezależnie od konfiguracji, kokpit jest taki, jak nadwozie. Czyli prosty, całkiem ładny i kanciasty. Jest też ergonomiczny. Jeśli chodzi o jakość wykonania: twardy plastik na górze deski i nad „zegarami” można wybaczyć, bo nikt oprócz kilku testerów raczej nie dotyka tych obszarów. Ale na kawałek miękkiego obicia na boczkach drzwiowych naprawdę księgowi mogliby wysupłać te 20 eurocentów.

Volkswagen T-Cross – wrażenia z jazdy

Volkswagen T-Cross 2019 test

„Easy listening” to muzyka, która – jak sama nazwa wskazuje – ma być łatwa w odbiorze. Nie może zaskakiwać nagłymi zmianami tempa ani hałasami. Musi idealnie pasować do grania w tle i nie irytować. Powinna też podobać się właściwie każdemu.

Jednym z motoryzacyjnych odpowiedników takiego gatunku może być właśnie T-Cross. Jazda nim niespecjalnie angażuje – ale to nie jest zarzut. W tym samochodzie wszystko działa po prostu łatwo. Nie trzeba się nad niczym zastanawiać. To takie „Easy driving”…

Wszystko jest bardzo poprawne.

Volkswagen T-Cross 2019 test

Kierownica nowego typu przyjemnie leży w dłoniach. Fotel jest wygodny, a do samochodu dobrze się wsiada. Ze środka wszystko świetnie widać. Na zakrętach samochód zachowuje się stabilnie i bardzo neutralnie. Nie przechyla się.

Podczas jazd testowych jeździłem egzemplarzem z silnikiem 1.0 TSI w mocniejszej, 115-konnej wersji i ze skrzynią DSG. Moc jest zupełnie wystarczająca do miasta, a i na trasie nie powinno niczego brakować – o ile ktoś nie ma mocno nieprzepisowych zapędów. Na papierze przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje tu 10,2 s. Nawet przy mocnym wciskaniu gazu silnik nie jest bardzo głośny. Choć jeśli ktoś ma alergię na odgłos trzech cylindrów, niech zbiera na wersję 1.5 TSI. W opisywanej wersji słychać, że ma tylko trzy „gary”. Jeżeli chodzi natomiast o wyciszenie od szumów, pudełkowaty kształt nadwozia zaczyna doskwierać dopiero przy typowo autostradowych prędkościach.

Volkswagen T-Cross 2019 test

Skrzynia działa sprawnie, ale czasami lubi wrzucić zbyt szybko zbyt wysoki bieg. To typowe dla połączenia „1.0 TSI i DSG”. Trzeba do tego przywyknąć i odpowiednio operować pedałem gazu.

W miejskim terenie: wygodnie.

Volkswagen T-Cross 2019 test
Wjechałem tym T-Crossem na polną drogę. Większość właścicieli takich aut nie zrobi pewnie nawet tego.

T-Cross nie jest terenówką, a największy „teren”, z jakim przyjdzie mu się zmierzyć, to miejskie dziurawe drogi. Jak sobie na nich radzi? Mimo dość krótkiego rozstawu osi (2551 mm, o 9 mm mniej niż w Polo), jest dość komfortowy i nie ma tendencji do nerwowych podskoków.

Najlepsze zostawiłem na koniec.

Podczas jazdy T-Cross jest całkiem normalnym samochodem. Wygląda modnie, ale (w większości konfiguracji) zwyczajnie. To, czym się wyróżnia, to przestronność we wnętrzu.

Volkswagen T-Cross 2019 test

Mam wrażenie, że inżynierowie z Volkswagena wybrali się na wycieczkę do Tokio. Musieli przy filiżance sake sporo rozmawiać z Japończykami, którzy projektują kei-cary. T-Cross jest oczywiście na ich tle olbrzymem, ale tak jak tamte wozy, ma zaskakująco przestronne wnętrze jak na swoje zewnętrzne gabaryty.

VW T-Cross test

Mam 1,85 m wzrostu i mogłem bez żadnego problemu usiąść „sam za sobą”. Myślę, że przy kierowcy wyższym o kilka centymetrów też nie byłoby kłopotu. Miałem masę miejsca zarówno na nogi, jak i na kolana czy stopy. Na głowę oczywiście też. Byłem zachwycony. Co najlepsze – z tyłu dłuższego T-Roca jest ciaśniej.

VW T-Cross test
Mały zgrzyt: zamiast nawiewów, z tyłu jest… dziura. Wygląda to brzydko.

Bagażnik ma od 385 do 455 litrów.

Różnica bierze się z położenia tylnej kanapy. Jest ona bowiem przesuwana w zakresie 14 centymetrów. Swoje „pomiary” przestrzeni z tyłu robiłem, gdy była odsunięta maksymalnie do tyłu. Ale nawet w takiej sytuacji kufer ma przyzwoitą pojemność.

Volkswagen T-Cross 2019 test

Volkswagen T-Cross: ceny i wyposażenie.

W egzemplarzu, który testowałem leżała kartka z jego specyfikacją. Najpierw zerknąłem na listę wyposażenia. Była prawie pełna – obejmowała m.in. pakiet stylistyczny R-Line, system audio „Beats” czy nawigację. Do tego automatyczna skrzynia biegów i spore alufelgi. Spodziewałem się, że nie będzie tanio. Obstawiałem, że cena będzie wynosić 90, może nawet 95 tysięcy złotych.

VW T-Cross test

Oczywiście się pomyliłem – i to grubo. „Mój” T-Cross został wyceniony na 120 tysięcy złotych! Taka kwota to istne szaleństwo. Za tyle można mieć chociażby Passata.

Ale tak wyposażone wersje raczej nie będą tymi kupowanymi najczęściej. Bazowy T-Cross kosztuje 69 790 zł. Ja obstawiam (choć mogę się znowu mylić…), że najlepiej sprzeda się środkowa odmiana o nazwie Life, z kilkoma dodatkami i ze 115-konnym silnikiem i manualną skrzynią. Za taki wóz trzeba zapłacić 85-90 tysięcy.

VW T-Cross test

To też niemało. Ale…

Oczywiście, za taką kwotę można skonfigurować sobie np. przyzwoitego Golfa. Tyle że: po pierwsze, większość klientów i tak patrzy wyłącznie na wysokość raty miesięcznej, a nie na cenę cennikową, więc łatwiej im przełknąć różne dopłaty. Po drugie, za modne nadwozie zawsze trzeba zapłacić drożej.

VW T-Cross test

O popularność T-Crossa się nie martwię. W końcu pamiętacie z początku tekstu mój przepis na sukces rynkowy. Ten Volkswagen jest crossoverem, a do tego jest po prostu niezły. Przestronny, wygodny i przyjazny. Myślę, że jeszcze w tym roku zobaczymy go na liście najlepiej sprzedających się modeli w Polsce i w Europie.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać