Relacje / Testy aut nowych

Jeździłem SUV-ami Volkswagena po najpiękniejszym kraju na Ziemi: po Islandii

Relacje / Testy aut nowych 13.09.2018 21 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 13.09.2018

Jeździłem SUV-ami Volkswagena po najpiękniejszym kraju na Ziemi: po Islandii

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk13.09.2018
21 interakcji Dołącz do dyskusji

Są na świecie miejsca, w których wybór SUV-ów nie jest podyktowany modą, a koniecznością. Zachwycająca Islandia jest jednym z nich. To była naprawdę trudna próba dla aut Volkswagena.

Miałem to szczęście, że udało mi się w życiu odwiedzić kilka miejsc, w których przez cały pobyt byłem po prostu zachwycony tamtejszymi widokami. Gdy jeździłem wynajętym Nissanem Micra poprzedniej generacji po krętych drogach w głębi Gran Canarii, nie mogłem się nadziwić, jak bardzo kiepski jest ten samochód i jak fantastyczne są krajobrazy. Wspaniale było też, gdy pływałem małą motorówką po ukraińskim Dniestrze, szerokim jak duże jezioro i piękniejszym od większości z nich.

Takich momentów było kilka. Wczoraj wróciłem jednak z Islandii, która bije wszystkie te miejsca na głowę. Obawiam się, że mogę już nigdy w życiu nie zobaczyć ciekawszych widoków. Islandia jest po prostu niesamowita. Duża jej część wygląda tak, jak zapewne wyglądała ziemia w czasach, kiedy pierwsze stworzenia dopiero wypełzały na ląd. Ostre skały, grzmiący ocean, czarny, wulkaniczny piach i gejzery. Można poczuć respekt wobec sił natury. Zimno, nieprzyjaźnie i pięknie. W nocy udało mi się zobaczyć zorzę polarną, a za dnia – wychylającego się z fal wieloryba.

Volkswagen Islandia

Ale gdy jedzie się przez wyspę, krajobraz bardzo szybko się zmienia. Kilka kilometrów dalej da się poczuć się jak w którymś z zachodnich stanów USA albo w Australii – mamy przed sobą idealnie prostą nitkę czarnego asfaltu, która biegnie aż do linii horyzontu, a dookoła jest niemal zupełnie płasko. Wyjątek stanowią tylko wyrastające „znikąd” ogromne skały.

VW Tiguan Islandia

Jeśli komuś się to nie podoba, wystarczy, że poczeka kilkanaście minut. Wtedy zapewne dojedzie do zielonych, trawiastych wzgórz, na których królują niezliczone owce. Na Islandii mieszka 320 tysięcy ludzi, ale owiec jest tam o połowę więcej. Nuda? Za kolejnych kilkanaście kilometrów pewnie znowu zrobi się płasko i tym razem będzie można poczuć się jak na mongolskim stepie. Chyba że skręcimy w góry, bo i tak się da.

Po Islandii oczywiście trzeba czymś jeździć.

Volkswagen Islandia

Główne drogi na wyspie są bardzo dobre. Nie ma tu wielu dwupasmówek, ale to dlatego, że w kraju, w którym mieszka mniej ludzi niż w Lublinie, po prostu nie są potrzebne. Nawierzchnia jest za to zwykle świetnej jakości. Jest też pusto.

Problem polega jednak na tym, że prędzej czy później trzeba będzie zjechać z asfaltu. Drogi dojazdowe do wielu miejscowości (czy raczej osad), hoteli, domów na wynajem, kempingów czy atrakcji są szutrowe. Chwilami są równe i szerokie (uwaga, by nie dostać kamieniem spod kół pędzącego miejscowego), ale częściej wyboiste i dziurawe. Należy pamiętać także o zimie, która na Islandii bywa surowa.

To prowadzi do jednego wniosku – to kraj idealny dla SUV-ów.

Volkswagen Islandia

Można mówić, że SUV-y w Polsce nie mają sensu. Że mamy coraz lepsze drogi i coraz łagodniejsze zimy, a większość kierowców nigdy nie zjeżdża z równego asfaltu. Dyskusja o zaletach i wadach samochodów z tego segmentu może trwać do rana, ale akurat tym razem mówimy o Islandii. W tym przypadku sprawa jest prosta: tutaj SUV lub samochód terenowy nie jest kwestią fanaberii czy mody, tylko realnych potrzeb.

Dlatego większość mieszkańców wyspy (może z wyjątkiem tych mieszkających w stolicy, czyli w Reykjaviku) kupuje wyżej zawieszone auta. Czasami jest to Dacia Duster, czasami dodatkowo podniesiony Ford F-350 Super Duty z czterema kołami z tyłu. Zresztą krajobraz motoryzacyjny Islandii jest na tyle ciekawy, że przygotowuje na ten temat oddzielny wpis. Tym razem skupię się jednak na tym, czym sam przemierzałem tamtejsze drogi i bezdroża.

Brałem udział w jazdach SUV-ami Volkswagena.

Volkswagen Islandia

Nie była ta prezentacja konkretnego, nowego modelu, a po prostu okazja na zapoznanie się z modelami T-Roc, Tiguan i Touareg w okolicznościach, w których będą mogły udowodnić (dosłownie) swoją wyższość nad niżej zawieszonymi konkurentami. Miałem okazję jeździć dwoma większymi z wymienionych samochodów.

Na początku przejechałem się Touaregiem.

Volkswagen Islandia

To nie była moja pierwsza przejażdżka tym modelem. Całkiem niedawno brałem udział w jego polskiej prezentacji, więc dobrze pamiętałem, jaki jest nowy Touareg. Czyli bardzo luksusowy. Myślę, że to jeden z droższych samochodów na całej wyspie. Ze swoim wielki, chromowanym grillem jest także jednym z bardziej rzucających się w oczy. Oczywiście, ogromne, podniesione pickupy są jeszcze bardziej krzykliwe, ale pozostałe auta na Islandii są raczej skromne.

Volkswagen Islandia

Volkswagen Touareg jest autem, do którego trudno mieć jakieś większe zastrzeżenia – może prócz obsługi wszystkiego poprzez ogromny, dotykowy ekran. Odwraca uwagę od drogi, choć trzeba przyznać, że akurat przy islandzkim natężeniu ruchu i zakrętów, nie jest to równie duży problem, co w Polsce.

Pod maską – 3.0 TDI. Prawie 300 KM. I.. co z tego?

Volkswagen Islandia

Diesel, który napędzał testowanego Touarega, ma trzy litry pojemności i 286 KM. Po testach na Islandii mogę o nim powiedzieć jedynie, że bardzo przyjemnie brzmi i niewiele pali (wynik z całych jazd oscylował wokół 7 litrów). Kwestie takie jak elastyczność czy osiągi nie mają tu większego znaczenia: mandaty są na Islandii na tyle surowe, że nikt nie chciał ryzykować przekraczania dopuszczalnej prędkości, która na żadnej z pokonywanych dróg nie była wyższa niż 90 km/h.

Volkswagen Islandia

Touareg doskonale nadawał się więc do spokojnego pokonywania kilometrów. Można było rozsiąść się na wielkim, wygodnym fotelu i w ciszy podziwiać krajobrazy. Gdy asfalt się kończył, nie robiło to na tym samochodzie specjalnego wrażenia. Pozostawał równie majestatyczny i niewzruszony, co podczas jazdy po twardym podłożu. Przez swoją „czołgowatość” dawał też poczucie bezpieczeństwa. Szczególnie potrzebne, gdy kolejny azjatycki turysta w wypożyczonym samochodzie wymuszał na nas pierwszeństwo, zapatrzony w komórkę lub w krajobraz.

Pytanie brzmi: czy aż tak luksusowy samochód jest tu potrzebny?

Następnego dnia usiadłem za kierownicą Tiguana z dwulitrowym silnikiem Diesla o mocy 190 KM i z napędem na cztery koła. Kolejność (najpierw Touareg, potem Tiguan) nie była łaskawa dla tego ostatniego. Po przesiadce z wartego niemal pół miliona złotych czarnego SUV-a, było czuć, że Volkswagen Tiguan jest autem niższej klasy. Głośniejszy w środku, nie tak efektownie wykończony i wyposażony, skromniejszy. Ale już po kilku kilometrach poczułem, że i tak jest bardzo dobry. Wystarcza do wszystkiego, czego się od niego oczekuje. Ma nieoceniony w tamtych warunkach aktywny tempomat, też jest wygodny i dynamiczny, a skrzynia DSG działa w nim płynniej, niż np. w Arteonie z silnikiem benzynowym.

Volkswagen Islandia

Właściwie jeździło mi się nim nawet lepiej, niż Touaregiem. Tiguan jest mniejszy, zwinniejszy i czułem się w nim pewniej na niektórych wąskich, górskich zakrętach. Ten samochód prowadzi się bardzo pewnie – właściwie tak, jak lekko podniesiony kompakt. Można nawet odnaleźć za jego kierownicą nieco radości.

W warunkach islandzkich i tak nie doceni się wyciszenia przy wyższych prędkościach, które – co nie zaskakuje – w Tiguanie jest o wiele gorsze, niż w Touaregu. Nie ma także gdzie korzystać z osiągów, więc testowy egzemplarz spokojnie mógłby mieć pod maską słabszy silnik. Do tego Islandczycy rzadko pokonują swoimi autami wielkie odległości. Wyspa nie jest aż tak duża, a wiele osób nie wyjeżdża zbyt daleko od swojego miasta.

Volkswagen Islandia

Najważniejsze, by samochód na Islandii miał podniesione zawieszenie i napęd na cztery koła. Ten warunek spełniają oba Volkswageny. Choć w przypadku Tiguana opcjonalny pakiet stylistyczny R-Line, w skład którego wchodzą także wielkie felgi, jest zbędny. W Polsce ma sens, bo po prostu dobrze wygląda. Na północnej wyspie przeszkadza i sprawia, że nie można jeździć po bezdrożach tak szybko i bezstresowo, jak miejscowi. Tam nikt nie bawi się w obniżanie aut. Szczytem islandzkiego motoryzacyjnego szyku jest ekstremalne zwiększanie prześwitu.

Na tamtejsze warunki Tiguan wystarcza, ale oba samochody sprawdziły się bardzo dobrze.

Volkswagen Tiguan

Większy Touareg ma także jeszcze jedną zaletę. Jest olbrzymi w środku, więc można w nim wygodnie… spać. To na Islandii ma sens. Spanie w aucie jest bardzo popularne wśród wielu „budżetowych” turystów. W wielu miejscach po prostu nie ma hoteli, a jeśli są, ich ceny mogą być odczuwalne nawet dla właścicieli drogich SUV-ów.

Ale te krajobrazy są warte każdych pieniędzy.

VW Tiguan

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie