Wiadomości

Oto nowy SUV Volkswagena – Nivus. Trafi również do Europy

Wiadomości 28.05.2020 61 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 28.05.2020

Oto nowy SUV Volkswagena – Nivus. Trafi również do Europy

Piotr Barycki
Piotr Barycki28.05.2020
61 interakcji Dołącz do dyskusji

Volkswagen zdecydowanie potrzebuje w swojej ofercie kolejnego SUV-a – nie pomyślał nikt nigdy. No, może poza osobami decyzyjnymi w brazylijskim oddziale niemieckiej marki. Efektem tych rozważań jest Volkswagen Nivus.

Trzeba przy tym od razu przyznać Brazylijczykom, że może faktycznie mieli trochę zbyt skromny wybór, jeśli chodzi o SUV-y Volkswagena. O ile bowiem przykładowo w Polsce możemy wybierać pomiędzy T-Crossem, T-Rokiem, Tiguanem, Tiguanem Allspace i Touaregiem, tak w odległej Ameryce Południowej miejsce dla siebie znalazł do tej pory tylko T-Cross i Tiguan Allspace. Ok, możemy im pozazdrościć praktycznego Saveiro albo pociesznego Voyage’a albo Virtusa, ale to jednak nie to samo.

I tę lukę uzupełnia Volkswagen Nivus.

Czyli samochód o ulubionych kształtach wszystkich miłośników motoryzacji – nie dość, że mały crossover, to jeszcze próbujący być coupe, mimo posiadania czterech drzwi. Trzeba przy tym przyznać, że na niektórych ujęcia wygląda całkiem nieźle, choć z profilu przypomina podniesionego Volkswagena Polo, zmieszanego z dodatkami ze Skody Rapid. Ok, nie zabrzmiało jak komplement, przejdźmy dalej.

Volkswagen Nivus bazuje na płycie podłogowej MQB-A0, czyli tej samej, na której osadzono chociażby Polo i T-Crossa. Rozstaw osi jest identyczny jak w Polo (2566 mm) i trochę mniejszy niż w T-Crossie (2651 mm), ale za to auto jest z tej trójki najdłuższe, licząc sobie na długość 4266 mm. Taki wynik pozwala przeskoczyć nawet pod tym względem T-Roca.

O dziwo nie ma dramatu z pojemnością, przynajmniej teoretyczną, bagażnika. 415 l to ponownie więcej niż w T-Crossie czy Polo, natomiast już mniej niż w T-Rocu.

W środku – bez zaskoczeń.

Może poza faktem, że nawet na zdjęciach prasowych zamiast jakichkolwiek przycisków od opcji mamy same zaślepki. Rynek brazylijski najwyraźniej rządzi się swoimi własnymi prawami:

Nawet niezbyt wiem, co napisać poza tym o tym wnętrzu. Istnieje, ma cyfrowe zegary, spory ekran nawigacji, jednostrefową klimatyzację automatyczną, co najmniej jedno złącze USB starszego typu, elektrycznie sterowane lusterka (razem ze składaniem) i wszystkie szyby, wielofunkcyjną kierownicę, adaptacyjny tempomat i podłokietnik.

Na liście opcji mają też znaleźć się m.in. 17-calowe felgi, w pełni LED-owe reflektory, chromowane dodatki w środku i na zewnątrz, skórzana tapicerka, czujniki deszczu i zmierzchu, a także system nagłośnieniowy firmowany przez Beats.

Pod maską tylko jeden silnik do wyboru.

Przynajmniej jeśli chodzi o rynek brazylijski. Nivus będzie tam sprzedawany tylko w jednej wersji napędowej – z 1.0 TSI o mocy ok. 130 KM łączonym z automatyczną, sześciostopniową przekładnią automatyczną.

To tyle – poza tym będzie można tylko wybierać wersje wyposażenia i dodatkowe opcje.

Natomiast na innych rynkach, w tym i w Europie…

Tak, jeśli wierzyć oficjalnym zapewnieniom Volkswagena, pomimo tego, że Nivus jest modelem zaprojektowanym w Brazylii z myślą o rynku brazylijskim i tam też produkowanym, to jego odpowiednik na inne rynki – w tym i europejski – jest jak najbardziej planowany.

Niestety poza tą deklaracją jakichkolwiek szczegółów brak. Możemy być tylko pewni, że debiut europejskiej odmiany Nivusa nie jest zbyt bliski. Auto dopiero w przyszłym roku trafi do Argentyny, natomiast premiera na pozostałych rynkach jest planowana „w długiej perspektywie”.

Ale nie martwcie się, w końcu i do nas trafi. I pół roku po premierze będzie widoczny na każdym większym skrzyżowaniu w Polsce…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać