Ciekawostki

Wystartowałem w Volkswagen Eco Challenge, czyli rajdzie „o kropelce”. Byłem najgorszy

Ciekawostki 21.10.2018 49 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 21.10.2018

Wystartowałem w Volkswagen Eco Challenge, czyli rajdzie „o kropelce”. Byłem najgorszy

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk21.10.2018
49 interakcji Dołącz do dyskusji

Cel był prosty: uzyskać niższe spalanie, niż to, które wykazały pomiary WLTP. Udało się, ale i tak nie mogę nazwać tego dnia dobrym. Wygląda na to, że nie da się jechać superoszczędnie i… normalnie.

Jeszcze niedawno dane fabryczne dotyczące spalania poszczególnych modeli aut można było znaleźć w bibliotece w dziale „Baśnie i legendy”. Teraz za sprawą pomiarów w cyklu WLTP (to zdecydowanie jest motoryzacyjne słowo roku 2018) całość ma trochę więcej wspólnego z rzeczywistością. Volkswagen postanowił jednak udowodnić grupie dziennikarzy, że wyniki z danych technicznych da się jeszcze mocno poprawić. W tym celu zorganizował imprezę Eco Challange, w której wystartowałem.

Wcale nie wygrywał ten, kto zużył najmniej paliwa.

VW Ekorajd

Pierwszym krokiem (zaraz po dobraniu się w dwuosobowe załogi) było losowanie samochodów. Można było trafić na Up!’a, Golfa, Passata, Arteona, Touarega… Niektóre miały silniki benzynowe, inne – wysokoprężne. Różniły się też typem skrzyni biegów. To oczywiste, że Up! spali mniej od Touarega, więc nie mogła wygrać załoga, która po prostu uzyska najniższe spalanie. Chodziło o to, by jak najbardziej „zbić” wynik podany w tabelach, mierzony według normy WLTP. Jeżeli – przykładowo – dany model zużywa według danych 10 litrów, a w rajdzie ktoś uzyska 5, wygra z tym, kto zużył 4 litry w aucie, które według danych pali 6. Nie zmienia to faktu, że każdy chciał po prostu spalić jak najmniej.

Wylosowałem model T-Roc z silnikiem 1.5 TSI 150 KM.

VW Ekorajd

Miał efektowny, złoty lakier i ręczną skrzynię biegów. Jego deklarowane w danych spalanie w cyklu mieszanym to 6,7 litra na sto kilometrów. Trasa rajdu miała 222 kilometry i wiodła z jednej z północnych dzielnic Warszawy do okolic Ostródy. Trochę miasta, trochę dwupasmówek, trochę lokalnych, spokojnych dróg i wsi, aż wreszcie – trochę ostrych podjazdów pod górę przed samym celem. Pod uwagę przy liczeniu wyniku brano pod uwagę wynik zapisany na komputerze pokładowym.

Pozostało jeszcze tylko wyzerować licznik, wyłączyć klimatyzację i ruszyć.

No i odwiedzić toaletę, bo każde zatrzymanie się na trasie niweluje szanse na dobry wynik. Ani ja ani mój kolega z załogi nie mieliśmy żadnego doświadczenia w tego typu imprezach. Na co dzień staram się jeździć w miarę możliwości ekonomicznie, ale nigdy nie próbowałem jechać „na wynik”. Byłem więc bardzo ciekawy, jak to się robi i czy da się zrobić to bez denerwowania wszystkich na drodze.

VW Ekorajd
Ciekawe, czy gdybyśmy zostawili bagaże, wynik byłby lepszy.

Na początku wyjazd z Warszawy oznaczał kilkukrotny postój na światłach i jeden mały zator. To na szczęście nie były godziny szczytu. Ruch był za to dość spokojny, więc pewna opieszałość w naszej jeździe jeszcze nikogo nie denerwowała.

Kilka kilometrów za miastem usiadła nam na zderzaku pierwsza ciężarówka.

Jechaliśmy około 70 km/h. Zanim kierowca zestawu z naczepą przystąpił do wyprzedzania, przez długą chwilę miałem wrażenie, że zaraz usiądzie na tylnej kanapie naszego T-Roca. Dwupasmówka do Płońska była próbą cierpliwości.

VW Ekorajd

T-Roc ma system odłączenia dwóch cylindrów podczas spokojnej jazdy. Staraliśmy się maksymalnie często z niego korzystać. Widać, że jest włączony, ponieważ na zegarach (czy raczej: „na ekranie w ich miejscu”) pojawia się wtedy odpowiedni komunikat.

Ruszyliśmy z zasięgiem 500 kilometrów.

Podczas jazdy stale rósł, a ja co chwilę robiłem zdjęcie, by zamieścić je w tym artykule i myślałem, że bardziej już się nie zwiększy. W końcu zrobiłem ich chyba ze sto, a zasięg kilkanaście kilometrów przez metą osiągnął szczytowe 840 kilometrów. Taka jazda wymaga jednak pewnych wyrzeczeń…

VW Ekorajd

Jechaliśmy bez klimatyzacji i w trybie Eco. Pozwoliliśmy sobie jednak na włączenie radia, żeby nie zwariować z nudów. Trzeba było jechać maksymalnie płynnie, no i zazwyczaj wolniej, niż nakazują to znaki. To niestety oznaczało, że także na jednopasmówce wyprzedzały nas samochody ciężarowe.

Zazwyczaj uważam, że jeżeli ktoś jedzie na tyle wolno, że wyprzedzają go ciężarówki, to po prostu stwarza niebezpieczeństwo. Nie liczę tu sytuacji w stylu „jadę załadowanym Żukiem i nie wyciąga więcej” albo „narwany kierowca ciężarówki koniecznie chce jechać 90 km/h w terenie zabudowanym”. Mówię tu o takich, w których ktoś mógłby jechać trochę szybciej, ale się boi, więc wlecze się na trasie wolniej, niż każą znaki, a kierowcy dużych aut biorą się za jego wyprzedzanie. Gdyby przyspieszył o te kilka kilometrów na godzinę, na drodze byłoby bezpieczniej.

No cóż, ale w tym przypadku to był rajd, więc przepraszam. Staraliśmy się maksymalnie ułatwić manewr, a ciężarówki zwykle spotykaliśmy na szerokim, płaskim odcinku z dobrą widocznością. Kierowcy raczej nie mieli zbyt trudnego zadania. Ale i tak cieszę się, że nie mieliśmy CB radia. Pewnie wtedy usłyszelibyśmy różne ciekawe rzeczy na temat siebie i swoich rodzin do piątego pokolenia wstecz.

I – co gorsza – antena mogłaby zwiększyć spalanie.

My tymczasem spróbowaliśmy – jak widać na zdjęciach – nawet na chwilę złożyć lusterka, by sprawdzić, czy jakoś poprawi to rezultaty pokazywane na komputerze pokładowym. Nie poprawiło.

VW Ekorajd

Taka jazda jest dość nużąca, ale muszę przyznać, że świadomość, że bierzemy udział w rywalizacji trochę poprawiała mi nastrój. W walkę o jak najniższe spalanie można się wciągnąć nie mniej, niż w walkę o sekundy na torze. A zapalające się przed nami czerwone światło (zaburza płynność, prowadzi do ponownego rozpędzania się!) potrafiło sprawić, że przypomniałem sobie przekleństwa w kilku różnych językach.

Do celu dojechaliśmy po niecałych czterech godzinach. Zmęczeni.

Byliśmy pierwsi – przed nami nie dotarła jeszcze żadna inna załoga. Dopiero na miejscu zdecydowaliśmy się sprawdzić, jaki wynik udało nam się uzyskać. Było to 4,6 litra na sto kilometrów (norma WLTP: 6,7).

Czy to dobrze? Tego nie wiedzieliśmy. Udało mi się jednak podsłuchać rozmowę dwóch osób z obsługi całej imprezy, które komentowały nasz wynik i zdawały się być pod wrażeniem. Mnie z kolei wydawało się, że przecież staraliśmy się tak bardzo, że musimy wygrać.

W takim układzie w dobrych humorach zapozowaliśmy do zdjęcia przy aucie i poszliśmy zająć się swoimi sprawami. Mój dobry nastrój skończył się jakieś 20 minut później. Wtedy do mety dojechało kilka innych załóg, a ja usłyszałem, że ktoś uzyskał bardzo podobny wynik, co my. Tyle że w Touaregu…

W końcu podano wyniki. Byliśmy ostatni.

VW Ekorajd

Na dziewięć załóg zajęliśmy dziewiąte miejsce. Prowadzący imprezę eufemistycznie skomentował, że „byliśmy pierwsi w kategorii T-Roca”. Oczywiście nikt inny nie jechał tym modelem. Naszym wynikiem nie odstawaliśmy może bardzo mocno od ósmej czy siódmej załogi, ale czołówka była o wiele, wiele lepsza.

Dlaczego przegraliśmy?

Jechaliśmy za szybko i za mało płynnie. Mimo że wydawało mi się, że poruszamy się z prędkością przesuwającego się lodowca, powinniśmy jechać o wiele wolniej. Średnia prędkość z całej trasy wynosiła w naszym przypadku 57 km/h, a momentami „dobijaliśmy” do zawrotnych 80 czy 85 km/h.

Najlepszy wynik (3,4 litra na 100 km przy podanych 6,2) uzyskała załoga w Golfie 1.5 TSI 130 KM z ręczną skrzynią biegów. Zwycięzcy nie przekraczali 65 km/h. Musieli mieć cierpliwość buddyjskich mnichów. Dojechali jednak tylko 15 minut za nami, a ich średnia prędkość była o 3 km/h mniejsza od naszej. Czyli jechali bardziej płynnie.

VW Ekorajd

To prowadzi jednak do jednego wniosku: nie da się jeździć aż tak ekonomicznie. Tak wolna jazda jest nie tylko potwornie męcząca, ale i po prostu niebezpieczna. Tamuje się ruch i denerwuje wszystkich innych kierowców. To nie zmienia faktu, że za rok chętnie znowu spróbuję powalczyć.

VW Ekorajd

Kolega, który wygrał powiedział mi przed startem, że nie ma zamiaru walczyć o wynik. „Widzimy się na mecie: jak wy będziecie jechać, ja już będę pluskał się w basenie”.

Nigdy nie ufajcie innym ludziom. Kłamią!

Fot. materiały Volkswagena, autor

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie