Samochody używane / Ciekawostki

„Jego wartością jest historia” – czyli dlaczego przerdzewiały VW Caravelle kosztuje 100 tysięcy złotych

Samochody używane / Ciekawostki 08.10.2018 67 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 08.10.2018

„Jego wartością jest historia” – czyli dlaczego przerdzewiały VW Caravelle kosztuje 100 tysięcy złotych

Piotr Szary
Piotr Szary08.10.2018
67 interakcji Dołącz do dyskusji

W ogłoszeniach na całym świecie dość regularnie pojawiają się absurdalne oferty sprzedaży różnych samochodów. Mieliśmy więc do czynienia na przykład z Fordem Escortem po Janie Pawle II, który z Janem Pawłem II nie miał nic do czynienia, czy też z Volkswagenem Garbusem za milion dolarów. Ponieważ nasi krajanie wiedzą, że historia bywa czasem równie ważna co sam pojazd, również nie wahają się, by wystawiać różne złomy za niemałe pieniądze. Dowodem niech będzie ten Volkswagen Caravelle po Lechu Wałęsie.

Jaki jest Volkswagen Caravelle, każdy widzi. Ten konstrukcyjny bliźniak modeli Transporter i Multivan to lubiane, dość praktyczne auto, bez którego tysiące remontów i wypadów wakacyjnych mogłyby nie dojść do skutku. Ma to odwzierciedlenie w cenach egzemplarzy używanych. Choć ostatnie Volkswageny tej serii z silnikiem montowanym z tyłu – czyli T3 – nie osiągają aż tak horrendalnych cen, jak poprzednie dwie generacje, to egzemplarze zachowane w dobrym stanie i tak z łatwością przekraczają w Polsce 30 tysięcy złotych. Rzadsze serie limitowane czy modele Westfalia potrafią przekraczać w Niemczech nawet 40 tysięcy – ale euro.

I na to wszystko wjeżdża, cały na rudo, Volkswagen Caravelle za 100 tysięcy złotych.

Okazuje się, że sprzedawca ma powód, by samochód wystawić za tak okrągłą sumę. Jest to bowiem egzemplarz, którym jeździł Lech Wałęsa – pierwszy przewodniczący Solidarności, a później Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Wszystko to bardzo fajnie, ale zajrzyjmy jeszcze do ogłoszenia.

Auto do generalnego remontu, nie przedstawia wartości użytkowej, jego wartością jest historia.

Za 100 tysięcy złotych dostajemy więc zdezelowanego dostawczaka, którego główną zaletą jest to, że nie potrzebuje deski do podtrzymywania otwartej klapy bagażnika. Szczerze mówiąc, gdybym był skłonny zapłacić tyle pieniędzy za kawałek historii związanej z Wałęsą, to spytałbym sprzedającego, czy zamiast tego gruza do remontu nie dysponuje po prostu zdjęciem auta z czasów jego świetności, z autografem byłego prezydenta.

Volkswagen Caravelle

Nie miałbym wtedy na głowie kłopotu z remontem za dziesiątki tysięcy złotych.

Nie wątpię, że auto do odbudowy jeszcze może się nadać. Specjaliści przywracają do życia znacznie gorsze ruiny. Trzeba by jednak być wyjątkowym fanem Lecha Wałęsy, by w ogóle rozważać taki wydatek – bo logicznego uzasadnienia tu raczej nie ma. Wydaje się to zresztą zauważać sam sprzedający, pisząc, że można do niego wysyłać wiadomości z ofertami. Nie sądzę jednak, by kwota rzędu 5 tysięcy złotych go satysfakcjonowała. W końcu nie po to wystawia się ogłoszenia po 100 tysięcy, żeby potem zgłaszali się jacyś biedacy. To, proszę pana, to jest HISTORIA – to trzeba cenić tak pod względem mentalnym, jak i finansowym.

Niestety, z każdym kolejnym rokiem sprzedający tracą kolejne hamulce w ustalaniu cen.

Gdyby wystawić auto na aukcji z ceną minimalną satysfakcjonującą sprzedawcę, można by chociaż ocenić, ile licytujący są w stanie realnie zaoferować. W przypadku oferowanego Volkswagena pewnie nikt nie będzie się tym przejmować. Albo znajdzie się ktoś, kto lekką ręką wyrzuci 100 tysięcy, albo T3 będzie sobie stało dalej. Aż do momentu, gdy jego stan nie będzie już pozwalać nawet na odbudowę.

Wtedy przyjdzie kolejny handlarz i wystawi ogłoszenie z tym cudownie odnalezionym dostawczakiem Lecha Wałęsy. Za 300 tysięcy złotych.

Takie przypadki już były – jak choćby wspomniany Escort „Jana Pawła II”.

 

Zdjęcia pobrane w ramach dopuszczalnego prawa cytatu. Prawa autorskie należą do ich wykonawcy.

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie