Felietony

Nowoczesne samochody mają problem. Tym problemem są koła. Tylko laweciarze się cieszą

Felietony 08.11.2018 216 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 08.11.2018

Nowoczesne samochody mają problem. Tym problemem są koła. Tylko laweciarze się cieszą

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski08.11.2018
216 interakcji Dołącz do dyskusji

W ostatnich miesiącach dwukrotnie miałem przykrość zetknąć się z sytuacją, w której od delikatnego dotknięcia krawężnika doszło do uszkodzenia felgi i opony. W obu przypadkach chodziło o nowoczesny samochód. Raz skończył nawet na lawecie. 

W obu przypadkach też nie byłem sprawcą tego zdarzenia, ale jako osoba wypożyczająca samochód do zdjęć musiałem wziąć odpowiedzialność na siebie. Za każdym razem scenariusz był identyczny: kierowca manewrował ustawiając auto do zdjęcia i zawadził o krawężnik. Za każdym razem wydawało mi się, że nic się nie stało, bo prędkość była znikoma. Nic bardziej mylnego: w nowym aucie wystarczy dotknąć krawężnika lub innej przeszkody kołem, żeby doprowadzić do poważnego uszkodzenia felgi i opony. Co potem? Takiego uszkodzenia nie załata żaden zestaw naprawczy. Pozostaje laweta.

Pytałem ostatnio 3 laweciarzy: co najczęściej wozicie? Awarie mechaniczne, kolizje?

Nie. To uszkodzenie koła jest najczęstszą przyczyną wylądowania samochodu na lawecie. Właściciele firm z branży pomocy drogowej muszą błogosławić nowe auta, które zapewniają im tyle pracy. Sytuacja jest prawie zawsze identyczna, ktoś po prostu przyciera bokiem opony o krawężnik rozrywając oponę i już. Kiedyś po prostu wymieniłby koło, dziś musi wzywać lawetę. Jak nie ma auto-casco, to na własny koszt. Jak ma, płaci ubezpieczyciel, ale później stawka zostanie odpowiednio zrekalkulowana na naszą niekorzyść.

Kiedyś wyglądało to tak:

Można było dość swobodnie atakować krawężnik oponą nawet pod małym kątem. Profil opony był spory, a do tego pozostawał jeszcze fragment zewnętrzny ogumienia wystający poza felgę. W rzadko spotykanym przypadku uszkodzenia opony można było skorzystać oczywiście z koła zapasowego.

Potem nastąpił tzw. „postęp” i obecnie koła wyglądają tak:

Po co? Nie wiadomo. Pewnie tak ładniej wyglądają i klienci odczuwają większy prestiż. Przy okazji zaczęto też rezygnować z koła zapasowego, bo przecież komu to potrzebne, skoro są opony run-flat, a w ogóle to koło zapasowe podnosi masę, zmniejsza bagażnik i przydaje się raz na tzw. „ruski rok”.

Skutek to plaga uszkodzonych kół i lawety kursujące tam i z powrotem z błahego powodu. Jeśli więc rozważacie zakup nowego samochodu i da się w nim wybrać opcję z kołem zapasowym typu „dojazdówka” – zdecydowanie warto, nie z powodu gwoździ i szkła na drodze, ale właśnie niezwykle delikatnych opon.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie