Ciekawostki

Po co nam koła zapasowe, skoro nie wożą ich nawet TIR-owcy?

Ciekawostki 29.10.2020 129 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 29.10.2020

Po co nam koła zapasowe, skoro nie wożą ich nawet TIR-owcy?

Adam Majcherek
Adam Majcherek29.10.2020
129 interakcji Dołącz do dyskusji

Iwona Blecharczyk, znana jako Trucking Girl, wydała książkę o swoim życiu za kierownicą ciężarówki. Znalazłem tam kilka ciekawostek o życiu prawdziwego truckera/truckerki.

Na studiach uczyli mnie, że nie wolno nazywać ciągnika siodłowego z naczepą TIR-em, a już w żadnym razie nie powinno się określać w ten sposób innej niż taka ciężarówki. I na kierowców zawodowych, prowadzących takie pojazdy, podobno nie wolno mówić TIR-owcy, bo to podobno obraźliwe. Wiem, że TIR to taka międzynarodowa konwencja, dzięki której uproszczono procedury transportowe. Towar przewożony na naczepie kontroluje się tylko na granicy państwa, w którym ten transport zaczyna podróż i na granicy państwa, w którym ją kończy, z pominięciem kontroli w krajach, przez które przejeżdża. Tak w dużym uproszczeniu.

Ale że słowo TIR wymawia się prościej i krócej niż ciągnik siodłowy z naczepą i chyba weszło do powszechnego użytku, pozwólcie, że będę z niego korzystał. Szczególnie, że sama Iwona Blecharczyk w rozmowie z Wyborczą przy okazji wyróżnienia tytułem Barbie Schero, również używała tego określenia.

A piszę o niej, bo właśnie wydała książkę pt. Trucking Girl

Iwona Blecharczyk właśnie jako Trucking Girl występuje od lat na YouTube, a jej filmy mają miliony wyświetleń, więc pominę przedstawienie bohaterki. Jak sama twierdzi w filmie zapowiadającym wydanie tej książki, wzbraniała się przed tym, uważając ten pomysł za marnowanie papieru. Ale lockdown i związane z tym wydarzenia dotyczące kierowców zawodowych skłoniły ją do zmiany zdania.

Spokojnie, to nie jest książka o smutku i żalu. Trucking Girl zwraca uwagę na trudne warunki pracy truckerów, z których być może nie wszyscy zdają sobie sprawę. Presja czasu, kiepskie warunki sanitarne na parkingach, czy w punktach załadowczych, zagrożenie ze strony zorganizowanych grup przestępczych, a nawet takie drobiazgi, jak możliwość zadbania o ruch, czy odpowiednią dietę – to wyzwania, z jakimi muszą się mierzyć. O trudnościach związanych z utrzymaniem związków, czy budowaniem rodzinnych więzi nie wspominając.

Jednak znacznie więcej miejsca poświęca na przedstawienie pozytywnych elementów, które ją napędzają i sprawiają, że nie wyobraża sobie lepszego zajęcia. Można też bliżej poznać historię Iwony i jej rodziny oraz dowiedzieć się co sprawiło, że zajęła się tym, co teraz robi, czyli jazdą z ponadgabarytowymi ładunkami po całej Europie.

Ja dowiedziałem się np. tego, że dziś wiedza techniczna truckerów jest w odwrocie

Podobno nie ma potrzeby znać się na technicznych aspektach samochodów, bo europejski park maszyn jest na tyle świeży, że nie ma się co psuć. I że dziś już nie wozi się kół zapasowych – kapeć zdarza się może raz do roku, a w razie czego, taką awarię szybko ogarnia się w ramach pomocy drogowej z ubezpieczenia. Koło zapasowe to dziś tylko zbędny, 100-kilogramowy balast.

Nie ma się więc co dziwić, że kierowcy osobówek wiedzą o autach coraz mniej, a za koło zapasowe przestało być elementem wyposażenia seryjnego samochodów. Skoro nawet w zawodowym transporcie jest zbędne – szkoda na nie miejsca.

Jedyne, czego mi brakło w tej książce, to efektownych anegdot. Autorka buduje napięcie, niejednokrotnie aż prosiło się o sensacyjne zakończenie, a tymczasem wszystko szło jak z płatka. Widocznie jest zbyt profesjonalna i za dobrze przygotowana do swojej pracy. O co w sumie trudno ją obwiniać.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać