Przegląd rynku

Nowa Toyota GR Supra 2.0 kontra rywale. Kto oferuje najwięcej za najmniej?

Przegląd rynku 25.03.2020 183 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 25.03.2020

Nowa Toyota GR Supra 2.0 kontra rywale. Kto oferuje najwięcej za najmniej?

Piotr Barycki
Piotr Barycki25.03.2020
183 interakcje Dołącz do dyskusji

Cztery cylindry zamiast sześciu, ale za to zdecydowanie niższa cena. Nowa odmiana GR Supry może być ciekawym wyborem dla tych, którzy szukają coupe, ale nie chcą wydawać ponad 300 tys. zł.

209 900 zł – dokładnie tyle trzeba zapłacić za nowy wariant Toyoty GR Supry, który właśnie zadebiutował w polskich cennikach. Zamiast 3-litrowego, sześciocylindrowego silnika ma wprawdzie tylko 2 litry i cztery cylindry, a zamiast 340 KM ma ich 258, ale zdecydowanie nie można go nazwać powolnym – na sprint do setki potrzebuje zaledwie 5,2 s. Niby prawie sekunda różnicy, ale po pierwsze – niekoniecznie o czystą prędkość chodzi w tym aucie, a po drugie – za te 0,9 s dłuższego przyspieszenia do 100 km/h zapłacimy o ok. 106 000 zł mniej. Ogromna różnica, nawet jeśli brać pod uwagę, że 209 900 zł to cena za 2.0 z podstawową wersją wyposażenia, a 315 900 zł to cena sześciocylindrowca w pełnej opcji.

Pozostaje więc tylko pytanie – jak nowa, czterocylindrowa Supra ma się do rynkowej konkurencji? Bo tej – dopuszczając pewną dowolność w kryteriach – jest całkiem sporo. Warunki? Ma wyglądać sportowo, mieć jedną parę drzwi, a najlepiej by było, gdyby miał jeszcze moc zbliżoną do Supry. Albo i wyższą.

Mercedes C 300 Coupe – 6 s, 258 KM, 194 000 zł

Tak, teoretycznie w tym miejscu powinien być SLC, który ideą i wymiarami (4133 mm) jest bardziej zbliżony do Supry. Ok, nie ma stałego dachu, ale ma tylko dwa miejsca i też można go kupić z dwulitrowym, czterocylindrowym, turbodoładowanym silnikiem benzynowym o mocy 245 KM (5,8 s). Mało tego – kosztuje nawet prawie dokładnie tyle samo, ile Toyota – 209 100 zł – o 800 zł mniej.

Dlaczego więc nie on trafia do zestawienia? Bo to model na wymarciu. Jest wprawdzie jeszcze w cenniku i konfiguratorze, ale wszyscy już wiedzą, że jego dni są policzone. Trudno w takiej sytuacji polecać go jako alternatywę dla błyszczącej nowością Supry. Zresztą SLC od lat nie cieszy się przesadną popularnością.

Zostaje więc CLA i klasa C Coupe i z tego zestawienia wygrywa oczywiście C Coupe, bo ma właściwą liczbę drzwi. Trudno przy tym uznać C Coupe za bezpośredniego rywala Supry – chociażby dlatego, że mierzy sobie aż 4686 mm, czyli jest o ponad 30 cm dłuższa od japońskiej propozycji.

Natomiast cenowo jest już dość blisko i jeśli ktoś chce kupić sportowo wyglądające coupe, to faktycznie może wziąć pod uwagę oba te modele. Z gamy silnikowej klasy C można wybrać albo wersję 300 (193 300 zł, 258 KM, 6,0 s do 100 km/h) albo – czego w Suprze nie znajdziemy – wersję 300 4Matic, czyli z napędem na obie osie (202 600 zł, 258 KM, 6,0 s).

Niestety różnica w sprincie od 0 do 100 km/h jest w tym przypadku bardzo widoczna. Jeśli chcielibyśmy wyprzedzić Suprę spod świateł, potrzebny byłby nam model C 400 4Matic (4,9 s), czyli nie dość, że z napędem na dwie osie, to jeszcze z V6 pod maską. Do tego wyceniony na start na 257 600 zł. Zresztą żeby zabawy było tyle, co w Suprze, pewnie trzeba byłoby i tak sięgnąć po C 43 AMG, a to już minimum 329 800 zł.

Na korzyść C Coupe bezdyskusyjnie przemawia natomiast jego większa praktyczność i cztery miejsca dla kierowcy i pasażera. Z drugiej strony, na tle Supry wygląda… grzecznie i zwyczajnie. Nawet z pakietem AMG. Na jedyny samochód w domu wybrałbym bez wahania klasę C. Na drugi – w sumie też Mercedesa, ale niech będzie, że w takim układzie sensowniejsza jest Supra.

Porsche 718 Cayman – 5,3 s / 4,7 s, 300 KM, 248 000 zł

Toyota czy Porsche? To pytanie tylko pozornie jest bez sensu, bo w większości testów porównawczych Supra pod wieloma względami idzie z 718 łeb w łeb.

Zresztą bazowe 718 również oferuje napęd na tylną oś i czterocylindrowy silnik, a także bardzo podobne przyspieszenie (5,3 s), mimo wyższej mocy (300 KM). Rezultat w sprincie 0-100 km/h można poprawić, wykupując pakiet Chrono Sport (4,7 s).

Identyczna (!) jest przy tym długość samochodu – równe 4379 mm, liczba drzwi i liczba miejsc siedzących. A co z ceną?

Niestety już na start jest wyraźnie wyższa, bo za najbardziej podstawową odmianę 718 trzeba zapłacić niemal ćwierć miliona złotych.

I od razu plus albo minus propozycji Porsche, w zależności od tego, czego kto oczekuje po tego typu aucie. Plus, bo podstawowa wersja sprzedawana jest z 6-biegową skrzynią manualną, której w Suprze nie dostaniemy, a która dodaje klimatu niewielkiemu coupe. Minus, bo jeśli ktoś chce, żeby biegi zmieniała za niego maszyna, musi dopłacić aż 12 639 zł za 7-stopniowe PDK. Czyli jesteśmy już na poziomie 260 639 zł, czyli gdzieś pomiędzy środkową wersją wyposażenia Supry 2.0, a w pełni wypasioną Suprą 3.0.

O tym, jaki trzeba liczyć końcowy koszt przyjemnie wyposażonego 718, nie będę nawet pisał, bo trudno stwierdzić, gdzie jest tutaj górna granica. Szczególnie jeśli ktoś uzna za niezbędne np. obszycie pokrywy bezpieczników czy schowka w konsoli środkowej skórą…

Nissan 370Z – 5,3 s, 328 KM, 182 700 zł

Honda Civic Type-R

Czy słyszę ryk dinozaurów? Możliwe, ale bardziej prawdopodobne, że to dźwięk 3,7-litrowego, sześciocylindrowego silnika, który znajduje się pod maską 370Z. Jakim cudem ten model z taką jednostką napędową utrzymuje się w ofercie w obecnych czasach – nie mam pojęcia. Wiem tylko, że to prawie największa pojemność skokowa w tym zestawieniu, a już na pewno największa poniżej 200 000 zł.

Tak – 328-konne V6 (jest jeszcze wariant o mocy 344 KM) kosztuje w wersji Standard 182 700 zł. W wersji Platinum ledwo przebijamy 200 000 zł (201 500 zł). Mało tego – możemy kupić 370Z, czyli dwumiejscowe coupe, z V6 o pojemności prawie 4 litrów, i jeszcze dorzucić do tego manualną skrzynię. Na pewno mamy 2020 r.?

Oczywiście zainteresowani mogą zamówić wersję z automatem – nawet w najdroższej, limitowanej odsłonie zamkniemy się w cenie 210 500 zł, nie licząc lakieru metalizowanego (dodatkowe 3000 zł). Niedostępna z automatyczną przekładnią jest natomiast odmiana Nismo z mocniejszym silnikiem o tej samej pojemności. Za nią przyjdzie nam zapłącić 235 700 zł.

Lexus RC – 8,6 s, 181 + 143 KM, 199 900 zł

Zostajemy w Azji, ale z podejściem z trochę innej beczki. Coupe od Lexusa oferowane jest obecnie w tym jednej wersji silnikowej, czyli RC 300h. A to oznacza, że pod maską mamy wolnossący, czterocylindrowy silnik benzynowy o pojemności 2,5 l (nieźle jak na obecne czasy) i mocy 181 KM, wspomagany przez silnik elektryczny o mocy 143 KM.

Niestety taki układ – choć pewnie trwały, niezawodny i oszczędny – zbyt wielu sportowych wrażeń nam nie zapewni, przyjemniej jeśli chodzi o dynamiczne przyspieszenie. Na rozpędzenie się do 100 km/h będziemy potrzebować co najmniej 8,6 s. Ale hej, mamy parę drzwi, sportową sylwetkę, więc wszystko się zgadza. A że wymiary bliższe klasie C Coupe (4695 mm)? Bywa.

Na korzyść Lexusa przemawia też cena i obecne promocje. Zgodnie z cennikiem za 199 900 zł możemy kupić wersję Business Edition (normalnie jest o prawie 55 000 zł droższa), z całkiem przyjemnymi dodatkami. Będzie wprawdzie dużo bardziej komfortowo niż sportowo, ale to też jakaś opcja.

Ford Mustang – 450 KM, 223 810 zł

Chevrolet Camaro SS koniec sprzedaży

WTEM.

Przy czym teoretycznie miały do tego porównania trafić 4-cylindrowe wersje (jeśli istnieją), ale przy 223 810 zł, które trzeba zapłacić za 8-cylindrowego Mustanga GT, aż żal trzymać się tego ograniczenia. Więc porzucamy je dla tego podpunktu.

Oczywiście można w tym miejscu napisać, że autor to idiota, bo porównuje małą, zwinną Suprę do prawie 4,8-metrowego niemieckiego amerykańskiego globalnego muscle cara. Ale kto wie, czy komuś nie zaświta chociaż przez chwilę pomysł, żeby wybierać między jednym a drugim – w końcu oba dadzą bezdyskusyjnie ogrom frajdy, choć z różnych powodów. Oba też już z daleka wyglądają sportowo, a dla wielu kupujących właśnie to się liczy.

Nie są to więc do końca bezpośredni rywale, ale gdybym szukał dla siebie dwudrzwiowego samochodu, pewnie uwzględniłbym na liście oba. Potem oba odrzucił, ale to już inna sprawa.

BMW 230i Coupe – 5,6 s, 252 KM, 170 800 zł

Ok, to jest M240i.

Tak, tutaj powinno być Z4, ale to byłoby trochę zbyt nudne i zbyt oczywiste (więc będzie na końcu). Zamiast tego wrzućmy Dwójkę coupe, póki jeszcze istnieje w takiej formie, w jakiej istnieje obecnie.

Tym bardziej, że już na starcie jest nieźle. Nikt 2 Coupe nie zarzuci, że jest za duże (4432 mm), ma odpowiednią liczbę drzwi, a w odpowiedniej wersji wyposażenia wygląda odpowiednio dynamicznie.

Do tego z silnikiem o podobnych osiągach do Supry, czyli 30i, (2 litry, cztery cylindry, 5,6 s) kosztuje 170 800 zł. Za 239 100 zł mamy już natomiast odmianę M240i xDrive, z napędem na obie osie, 340 KM mocy i sześcioma cylindrami pod maską (i 4,4 s do setki). Za 10 000 zł mniej możemy zamówić odmianę z napędem na tył. Niestety nie da się zamówić żadnej z tych trzech odmian (230i, 240i, 240i xDrive) z manualną przekładnią – wszystko powyżej 220i jest już oferowane wyłącznie z sportowym automatem.

Audi A5 45 TFSI quattro – 5,8 s, 245 KM, 200 200 zł

Skoro była klasa C, to nie wypada trochę, żeby nie było A5 Coupe. Tym bardziej, że A5 w najmocniejszej cywilnej wersji jest o włos szybsze od C Coupe (5,8 s), więc jednak zasługuje, żeby się tutaj znaleźć.

A5 Coupe ma też tę przewagę, że w tej odmianie silnikowej dostępne jest wyłącznie z napędem na obie osie. Kwestia dyskusyjna – dostępność tylko przekładni automatycznej, ale w tym segmencie i przy tym poziomie mocy raczej próżno szukać drążka do manualnej zmiany przełożeń. Prędzej będą to łopatki przy kierownicy.

Można w tym momencie zwrócić uwagę, że od dostarczania trochę bardziej sportowych doznań jest S5 Coupe, ale… nie dość, że kosztuje co najmniej 324 800 zł, to jeszcze jest napędzane silnikiem wysokoprężnym. Tak jakby nijak nie pasuje nam do naszej układanki.

BMW Z4 sDrive30i – 5,4 s, 258 KM, 208 100 zł

Trochę zbyt oczywiste porównanie, biorąc pod uwagę, że oba samochody są ze sobą bardzo blisko spokrewnione, ale niech będzie na zakończenie.

Aczkolwiek wiele ciekawego napisać się tutaj nie da. Silnik ten sam, sporo kluczowych dodatków takich samych, osiągi prawie identyczne. Główna różnica na pierwszy rzut oka – poza znaczkiem i rodzajem nadwozia – polega na tym, że w BMW mamy opcję złożenia dachu, natomiast w Suprze jej brak. A, no i w Suprze mamy doklejony do deski rozdzielczej tablet, a w BMW nie.

Oczywiście nie oznacza to, że oba auta są dokładnie takie same. Prowadzą się i jeżdżą odrobinę inaczej, inaczej zaprojektowano i wykończono ich wnętrza, inne są też opcje wyposażenia. Więc wbrew pozorom wybór nie ogranicza się wyłącznie do znaczka, a niemal identyczna cena tylko utrudni wybór.

Najważniejsze jest jednak to, że te prawdziwe coupe wcale jeszcze nie umarły. Wciąż jest z czego wybierać.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać