Ciekawostki

Sprawdziłem T-Mobile Smart Car na własnym samochodzie. Na taką właśnie usługę czekałem

Ciekawostki 30.01.2019 51 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 30.01.2019

Sprawdziłem T-Mobile Smart Car na własnym samochodzie. Na taką właśnie usługę czekałem

Piotr Barycki
Piotr Barycki30.01.2019
51 interakcji Dołącz do dyskusji

Zdalna lokalizacja samochodu, informacje o jego stanie i szczegółowy zapis każdej przejechanej trasy – zawsze chciałem mieć coś takiego. I w końcu – dzięki T-Mobile Smart Car – udało się. Prawie. 

Żeby nie było, że zmyślam na potrzeby tekstu – znalazłem na redakcyjnym Slacku swój własny wpis na ten temat z końcówki 2016 r. I nie był to luźny pomysł, a efekt wielogodzinnych, może nawet wielodniowych poszukiwań:

Ostatecznie na jakiś czas zarzuciłem pomysł takiego doposażenia swojego samochodu. Aż nagle, po niemal dwóch latach, pojawił się on – Smart Car od T-Mobile, czyli dokładnie to, czego szukałem w 2016 r.

Nie było wyboru – musiałem to przetestować.

T-Mobile Smart Car – co i jak?

W najprostszym ujęciu T-Mobile Smart Car to po prostu usługa abonamentowa (umowa podpisywana jest na dwa lata), w ramach której otrzymujemy dedykowane urządzenie podłączane do złącza ODBII, pozwalające nam na zdalne monitorowanie aktualnego i historycznego statusu naszego samochodu z poziomu aplikacji. Czyli coś, co znajdziemy w niektórych nowych samochodach, ale coś, czego w moim aucie z 2011 r. niestety nie przewidziano.

Do tego urządzenie wchodzące w skład T-Mobile Smart Car jest nie tylko lokalizatorem, ale też modemem LTE. Z jednej strony zapewnia to dostęp do danych pojazdu niezależnie od tego, gdzie się aktualnie znajduje, z drugiej natomiast – dzięki pakietowi 10 GB transferu – pozwala nam stworzyć na pokładzie hotspot WiFi, z którego mogą korzystać np. nasi pasażerowie.

Usługa kosztuje aktualnie 29,99 zł miesięcznie, ale to oferta promocyjna do końca marca. Po tym terminie nowi użytkownicy będą musieli zapłacić 40 zł.

Tyle ogółów, czas na konkrety.

T-Mobile Smart Car – co w zestawie? I gdzie jest haczyk?

Zestaw usługi od T-Mobile nie jest przesadnie rozbudowany – znajdziemy w nim właściwie wyłącznie kartę SIM oraz urządzenie ZTE Smart Car VM6200S. Przed aktywacją całości trzeba oczywiście połączyć oba te elementy – wkładając kartę SIM do odpowiedniego slotu w sprzęcie od ZTE.

Potem pozostaje nam tylko zlokalizowanie gniazda OBD w naszym samochodzie i wciśnięcie urządzenia na właściwe miejsce. I tutaj niestety trzeba pamiętać o jednym, a najlepiej jest sprawdzić to jeszcze przed zakupem.

ZTE Smart Car VM6200S, jako że łączy w sobie dodatkowo funkcję lokalizatora GPS i routera, jest wyraźnie większy od standardowego modułu OBD do odczytywania danych o samochodzie. Nieco ponad 7 cm długości nie wygląda wprawdzie groźnie, ale w moim samochodzie (Alfa 159) okazało się, że dokładnie na wysokości portu OBD znajduje się zupełnie zbędne wybrzuszenie w klapce osłaniającej gniazdo.

W rezultacie miałem do wyboru dwie opcje. Albo jeździć ze zdemontowaną klapką i niezbyt przyjemnym widokiem przewodów na wierzchu, albo zostawić klapkę otwartą i trzymać ją w trakcie jazdy na nodze. Żadne z tych rozwiązań nie było niestety idealne – pierwsze było nieestetyczne, natomiast drugie – po prostu niebezpieczne. A że nie znalazłem niestety żadnych zamiennych klapek bez wcięcia, użytkowanie T-Mobile Smart Car w moim samochodzie na dłuższą metę po prostu odpadało.

I tu jest właśnie ten haczyk i chyba jedyna poważna wada tej usługi – rozmiar urządzenia od ZTE. W wielu samochodach prawdopodobnie uda się je zmieścić bez najmniejszych problemów, ale lepiej przed złożeniem zamówienia sprawdzić, czy mamy te 7-8 cm wolnego.

Z zabaw mechanicznych i/lub ze śrubokrętem – to właściwe tyle. Teraz można już w końcu wziąć do ręki smartfona.

Przed wyruszeniem w drogę pobierz aplikację.

Aplikacja nazywa się T-Mobile Tracker i jest dostępna zarówno w Google Play, jak i Android Auto. I jeśli ktoś potrzebuje skróconej wersji opisu, to proszę bardzo: jest dobra, ba, nawet bardzo dobra, choć oczywiście nie idealna. A do tego po prosty wygląda dobrze.

Proces parowania urządzeń pomijam – jest zbyt banalny. Można więc przejść do samej aplikacji.

Na głównym ekranie (zrzut ekranu powyżej) znajdziemy najważniejsze informacje – aktualną lokalizację naszego samochodu na mapie (Google Maps, opcjonalnie widok zdjęć satelitarnych), a także dane na temat aktualnej podróży oraz aktualnego stanu zbiornika z paliwem. Ta ostatnia informacja jest przy tym podawana na tyle precyzyjnie, na ile pozwalają te cztery bloki – czyli jeśli mamy 4, to bak jest pełny lub prawie pełny, jeśli 3, to jest po prostu sporo paliwa, jeśli 2 – połowa lub mniej, a jeśli 1 – lepiej jechać na stację. Nie ma niestety szansy sprawdzić np. dokładnego zasięgu, albo dostosować liczbę bloków w aplikacji  do liczby bloków komputera pokładowego. Co ciekawe, w innym miejscu aplikacji wskaźnik paliwa ma już 6 bloków

Rozwinięcie karty z podróżą w górę ujawnia nam kolejne menu – tym razem takie, w którym możemy sprawdzić, czy pokładowe WiFi jest aktywne, zmienić jego ustawienia (hasło, nazwa), a także – bardzo pobieżnie – skontrolować, czy wszystko z naszym samochodem jest w porządku. Aplikacja pobiera bowiem dane na temat naładowania akumulatora, a także odczytuje komunikaty z komputera pokładowego na temat błędów. Nie spodziewajmy się jednak, że w każdym modelu samochodu dostaniemy szczegółową diagnostykę każdej awarii. Prawdopodobnie jeśli pojawi się Check Engine, to w aplikacji również zobaczymy taką informację, bez dodatkowych szczegółów.

Jak na złość jednak przez cały okres testów Alfa nie miała zamiaru się zepsuć.

Jeśli natomiast klikniemy na naszą poprzednią podróż, otrzymamy dostęp do naszego dziennika (podobnie, gdy klikniemy w oś czasu na dole ekranu). Wśród zapisanych informacji jest m.in. szczegółowa mapa trasy przejazdu, godzina rozpoczęcia i zakończenia, czas, maksymalna prędkość i dystans. Możemy też sprawdzić jak jechała osoba, która miała dostęp do auta – aplikacja dzięki wbudowanemu żyroskopowi jest w stanie wychwycić wszystkie gwałtowne przyspieszenia i hamowania, a dzięki pozostałym źródłom danych – ustalić m.in. średnią prędkość i spalanie.

Niestety ten ostatni element nie działał u mnie prawidłowo, niezależnie od długości przejazdu. Wiem, że komputer pokładowy trochę przekłamuje rzeczywistość, ale wyniki na poziomie 20 czy 40 l na każde 100 km to raczej zdecydowanie zbyt wiele.

Ta drobna wpadka nie zmienia jednak faktu, że to jest właśnie to, czego szukałem – możliwość prowadzenia pełnego dziennika przejazdów, bez konieczności ręcznej aktywacji czegokolwiek. T-Mobile Smart Car sam rozpoczyna i kończy śledzenie, sam też przesyła wszystkie dane do aplikacji. To, czy podaje prawdziwe średnie spalanie nie ma znaczenia, skoro cała reszta – na której mi zależało – jest w porządku.

Historię przejazdów można oczywiście wyeksportować z poziomu aplikacji do pliku CSV lub PDF i przesłać na maila.

I to wszystko? Oczywiście, że nie.

Z poziomu aplikacji można tworzyć tzw. geostrefy, czyli obszary, w przypadku opuszczenia których lub wjechania na ich teren będziemy otrzymywać na smartfona odpowiednie powiadomienie.

Czy to działa? Oczywiście, a powiadomienia docierają do nas bez większej zwłoki. Szkoda tylko, że granic obszaru nie można nakreślić od ręki – ich wymuszony okrągły kształt powoduje czasem trochę problemów. Przykładowo pierwsze oznaczone przeze mnie strefy były ustalone tak, że samochód często – wcale nie wracając do domu – wjeżdżał do nich, po czym natychmiast je opuszczał. I zaraz potem znowu do nich wracał, żeby znowu z nich wyjechać. Odrobina kombinowania rozwiązała na szczęście ten problem.

Aplikacja może nam przesyłać też powiadomienia w innych sytuacjach. Na przykład wtedy, kiedy przekroczona zostanie ustalona przez nas prędkość, albo kiedy coś niepokojącego dzieje się z samochodem, czyli np. ktoś próbuje się do niego włamać.

I o ile ten ostatni pomysł na papierze wydaje się bardzo dobry, o tyle generuje trochę problemów. Czujnik w urządzeniu jest bowiem tak czuły, że reaguje nawet na niezbyt mocne trzaśnięcie drzwiami. W rezultacie, jeśli dajemy komuś przejechać się naszym autem do sklepu, i ta osoba na parkingu pod marketem wsiądzie do auta, nie uruchomi go, a trzaśnie drzwiami, na naszym telefonie natychmiast pojawi się informacja o zagrożeniu. W rezultacie zaczniemy te powiadomienia ignorować, nawet jeśli faktycznie stanie się coś poważnego.

Do tego wszystkiego dochodzi oczywiście pokładowy hotspot (przepustowość do 100 Mb/s przy pobieraniu, 50 Mb/s przy wysyłaniu), do którego maksymalnie może się podłączyć 5 użytkowników. O ile więc nie jeździmy busem – wszyscy pasażerowie mogą korzystać z naszego 10-gigabajtowego pakietu. Po jego wykorzystaniu prędkość transmisji spadnie do 1 Mb/s, ale funkcje związane z transmisją danych dotyczących samochodu będą nadal funkcjonować bez ograniczeń.

T-Mobile Smart Car – warto czy nie?

Na początek trzeba sobie zadać jedno pytanie – czy ważne jest dla nas, żeby wiedzieć, gdzie dokładnie jest nasz samochód. Czy korzysta z niego np. cała rodzina i chcemy wiedzieć, co aktualnie dzieje się z samochodem? Może chcemy mieć – tak jak ja – kompletną historię przejazdów? Albo np. chcemy wiedzieć, kiedy ktoś wraca do domu, żeby – bez dzwonienia i pytania o jego lokalizację – w odpowiednim momencie nastawić wodę na makaron. Scenariuszy jest mnóstwo, choć nie mam wątpliwości, że jest sporo osób, którym taka lokalizacja… w ogóle nie będzie potrzebna.

Jeśli jednak odpowiemy twierdząco na pierwsze pytanie, warto zadać sobie drugie – czy jesteśmy gotowi związać się z tą usługą na najbliższe dwa lata? Promocyjne 30 zł miesięcznie to nie fortuna, szczególnie jeśli chodzi o bezpieczeństwo (użytkownika i samochodu), ale to jednak zobowiązanie, z którego nie można się ot tak wycofać.

Kiedy jednak i na to pytanie odpowiecie twierdząco, pozostaje zrobić tylko jedno – sprawdzić, czy mamy w ogóle złącze OBD, a potem sprawdzić, czy w zmieści nam się w aucie urządzenie od ZTE. Jeśli tak – nie ma powodu, żeby nie pójść do salonu T-Mobile. Cała usługa… po prostu działa i robi to, czego można się po niej spodziewać. Sam tylko żałuję, że poległem na ostatnim punkcie i dopóki nie zmienię samochodu, dopóty z T-Mobile Smart Car nie będę mógł niestety wygodnie korzystać.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie