Testy aut nowych

Test Opla Grandland X Hybrid. Tryptyk

Testy aut nowych 28.06.2020 127 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 28.06.2020

Test Opla Grandland X Hybrid. Tryptyk

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski28.06.2020
127 interakcji Dołącz do dyskusji

Napisałem trzy wersje tego testu. Możecie sobie wybrać tę, która się Wam najbardziej podoba.

Pierwsza wersja to:

Test Opla Grandland X Hybrid4, gdyby poprosił o niego dział PR Opla

Niezwykła wydajność i niepokonana wszechstronność: tak najkrócej scharakteryzowałbym najnowszego Opla Grandland X Hybrid4, którego miałem okazję testować przez 7 dni. W moje ręce trafił 300-konny wariant 4×4 z możliwością ładowania akumulatorów z zewnętrznego źródła, jak w prawdziwym samochodzie elektrycznym. Hybryda plug-in łączy najlepsze cechy samochodu elektrycznego z zupełnym brakiem obaw o zasięg. Z jednej strony możemy poruszać się całkowicie bezemisyjnie w ruchu miejskim, z drugiej możemy śmiało pojechać w dłuższą trasę dzięki mocnemu i wydajnemu silnikowi benzynowemu. Opel jest pionierem i liderem tej technologii w Europie. 

opel grandland x test

Zacznijmy od sylwetki. Niektórzy powiedzą, że jest masywna, kojarzy się z niemieckością i poczuciem bezpieczeństwa. Nikt jednak nie powie o niej, że jest nudna. Czarna maska przywodzi na myśl Opla Mantę, legendarne coupe z lat 70. i 80. Jednak od strony praktyczności, Grandland to zupełnie inna liga. Nazwa „Grand” może i kojarzy się z czymś wielkim, ale Grandland X ma bardzo rozsądne rozmiary, zbliżając się do 4,5 metra długości. Ważniejszym parametrem jest tu oczywiście rozstaw osi, wynoszący 2,67 m.

Ale jeszcze ważniejsze jest, jak umiejscowiono fotele – nawet duży rozstaw osi łatwo zmarnować, jeśli umieszczenie siedzeń nie zostało dobrze przemyślane. W Grandlandzie położono na to szczególnie duży nacisk. Fotele znajdują się wysoko, a tylne nawet nieco wyżej niż przednie, przez co miejsca zupełnie nie brakuje. Cztery dorosłe osoby mogą jechać Grandlandem w daleką podróż bez zmęczenia, siedząc w naturalnej pozycji. I jest jeszcze bagażnik mieszczący 390 litrów, o regularnym kształcie, którego dzięki rozsądnie zaprojektowanej platformie nie zmniejsza zestaw akumulatorów umieszczony pod jego podłogą. Pomyślano tu o licznych detalach uprzyjemniających jazdę – pasażerowie tylnej kanapy mogą zasłonić okna roletkami, żeby zmniejszyć nasłonecznienie kabiny. Drzwi zachodzą nisko na progi, przez co nie ma szans, że ubrudzimy sobie spodnie podczas wsiadania. Fotele są znakomite, nie za twarde, z rozsuwanymi siedziskami. Można na nich spędzić długą podróż bez zmęczenia. 

A skoro już o fotelu mowa

Osiągi Grandlanda wbijają w fotel. Samochód ten wyróżnia się na drodze elegancją i nowoczesnością, ale mało kto spodziewa się, że będzie aż tak szybki. Nawet w trybie hybrydowym, gdzie kładziony jest nacisk na małe zużycie paliwa, Grandland X wyrywa do przodu jak samochód sportowy – przy czym odbywa się to w niezwykłej ciszy, przez co łatwo przeoczyć w jakim tempie nabieramy prędkości. Automatyczna skrzynia 8-biegowa zmienia biegi w sposób niezauważalny dla kierowcy. Czujemy tylko wciskanie w fotel i po 6,1 s Grandland X jedzie już 100 km/h. 

To oczywiście tylko jedna natura SUV-a od Opla. Drugą jest relaksująca jazda w trybie komfortowym, która może odbywać się w dużej mierze bezemisyjnie. Nawet jeśli nie naładujemy akumulatorów trakcyjnych, i tak 1/3 dystansu możemy przejechać bez udziału silnika spalinowego. A jeśli 13,6-kWh akumulator napełnimy energią elektryczną, możemy przejechać nawet do 59 km na samym prądzie. Mając dostęp do ładowarki w domu lub w miejscu pracy, da się użytkować Grandlanda nie emitując spalin przez wiele tygodni. 

W trybie 4×4 lepiej nie zapuszczać się w ciężki teren, ale dzięki silnikowi elektrycznemu napędzającemu tylne koła Grandland X poradzi sobie z ruszeniem na śliskiej nawierzchni. No i mamy jeszcze tryb Sport, którego lepiej używać z rozsądkiem, bo nikt nie chce przecież stracić prawa jazdy. Nie przekraczajmy dozwolonej prędkości – w Grandlandzie chronią nas systemy bezpieczeństwa, ale piesi i rowerzyści już ich nie mają.

A skoro już o bezpieczeństwie mowa

Grandland X został wyposażony w najnowsze rozwiązania z dziedziny bezpieczeństwa biernego. W niezłym szoku była moja babcia, kiedy pokazałem jej, że Opel z włączonym aktywnym tempomatem i asystentem utrzymania pasa ruchu jest w stanie właściwie sam jechać po drodze szybkiego ruchu (w określonych warunkach). Oczywiście nadal trzeba trzymać rękę na kierownicy, ale korekta toru jazdy i utrzymywanie odległości od auta przed nami dzieją się już same, bez naszego udziału. Kamera sama rozpoznaje znaki drogowe, a system monitorowania zmęczenia kierowcy czuwa nad tym, by nie zasnąć w trakcie jazdy. Żadnego problemu nie sprawia parkowanie dzięki kamerze 360′ z pilotem manewrów – to element pakietu Parkuj i Jedź, za który zdecydowanie warto dopłacić.

Skoro już o dopłacaniu mowa, najlepszą wersją Opla Grandlanda X Hybrid4 jest odmiana Ultimate za 210 450 zł. Tańsza o 10 tys. wersja Elite też daje radę, ale trzeba w niej dopłacić za kilka elementów, które w Ultimate są seryjne i ostatecznie wybór wariantu droższego jest lepszy ekonomicznie. Po dobraniu kilku rozsądnie wycenionych opcji, wariant Ultimate staje się mocnym rywalem dla samochodów z tzw. segmentu premium – aby mieć 300 KM mocy i tak bogate wyposażenie w BMW, na stół trzeba położyć przynajmniej ćwierć miliona złotych. A więc czy Opel Grandland X Hybrid 4 ma sens? Zdecydowanie tak, bo łączy umiejętnie wszystko to, czego szukają klienci w tym segmencie – doskonałe osiągi z ekologicznym charakterem, rodzinne wnętrze z napędem na 4 koła i bogate wyposażenie z rozsądnie skalkulowaną ceną.

Test Opla Grandland X Hybrid4, jaki chcieliby przeczytać czytelnicy Autobloga

Na wszelki wypadek tam gdzie pojawiły się dowcipy o Oplu, dodałem znacznik [xD], żebyście wiedzieli kiedy się śmiać.

Kiedy Mikołaj powiedział, że mam do odebrania Opla, chciałem go zdzielić czymś ciężkim. Za jakie grzechy? Pojadę i odbiorę, a w połowie drogi do domu Opel się zepsuje i będę musiał resztę drogi wracać autobusem. W sumie to dobry plan, wtedy będę mógł napisać porównanie co jest gorsze, nowy Opel czy czekanie na autobus [xD]. 

W końcu uprosiłem kolegów, żeby przywieźli mi Grandlanda do domu. Niech oni się męczą, a co? Szkoda, że w międzyczasie zdążyli wypalić cały prąd, którego starcza raczej na 30 niż 59 km, i dostałem już wersję z rozładowanymi akumulatorami. A że mieszkam w bloku i nie chce mi się jeździć 4 km do ładowarki, tak jak chciało mi się to robić w Peugeocie 508 plug-in, to uznałem że będę jeździł z rozładowanymi i już. Dla Opla mam się starać? [xD]

Faktycznie, miejsca to on ma dużo. Faktycznie, bagażnik nie jest zły, wiecie że wchodzą do niego dwa koła od Kangoo? A jak się złoży fotele, to nawet cztery. I rower też włożyłem, marki Peugeot – żeby podkreślić, jak wiele łączy Grandlanda z Peugeotem. Silnik jest ten sam, napęd pochodzi z DS7 Crossbacka E-Tense, benzynowy 1.6 THP jest doskonale znany (nie powiem z czego [xD]), no i całe auto zostało właściwie skonstruowane przez PSA. Nie da się od tego wrażenia uciec, bo charakterystyczny wybierak skrzyni automatycznej jest taki sam jak w Peugeotach. Jego kanciastość niesamowicie kontrastuje z wyokrągloną tablicą przyrządów, wygląda to jak złożone  z dwóch różnych samochodów, jakby Niemiec czytał nam do snu bajkę po francusku [xD]. 

Oczywiście to w niczym nie przeszkadza

Nie spodziewałem się przecież uczty estetycznej w Oplu [xD]. Ostatni ładny Opel to była trzydrzwiowa Astra F, zwłaszcza jako GSi. Grandland nie jest zły, ale jednak to trochę agresywne mydło. Czarna maska lekko ratuje temat, ale ratowałaby o oczko bardziej, gdyby była matowa. Nie będę jednak rozpisywał się o wyglądzie zewnętrznym, bo nie ma sensu się nim szczególnie interesować, wszystkie nowe samochody są niezwykle podobne i wyglądają przede wszystkim brutalnie, żeby ich nabywcy mogli się w nich czuć silniejsi i groźniejsi. 

Ważne jest to, że Opel Grandland, z wyjątkiem skrzypiącego boczka drzwi, jest całkiem nieźle złożony. Próbowałem sobie to wmówić za każdym razem, kiedy kładłem łokieć na lewym boczku i on wydawał kwik. Nie, ale serio jest całkiem dobrze, drzwi zamykają się cicho, wnętrze też dobrze wyciszono, przejeżdżanie przez progi zwalniające nie powoduje klekotania elementów w kabinie. Nawet przyciski na umiarkowanie pięknej konsoli środkowej chodzą całkiem ładnie. Ale chyba ktoś tu mocno trzymał projektantów w ryzach i kazał im, żeby było zwyczajnie – w Peugeocie 5008 czy DS7 dali czadu, a tu Francuz stał nad innym Francuzem i kazał mu rysować po niemiecku. Straszna robota [xD]. 

Ważne jest też to, że choć na tylnej kanapie jest ciemno – a ciemno to nowe jasno, bo okna muszą być malutkie – to miejsca na niej nie brakuje i nawet jak się ma małe dzieci, to człowiek się z nimi jakoś upcha. Dlaczego małe? Bo duże dzieci jeżdżą na podpupnikach (niektórym dorosłym też by się one przydały [xD]), a małe trzeba wozić w tych koszmarnych fotelikach RWF. I dlatego nie w każdym samochodzie się one mieszczą. W ogóle nie rozumiem jednego: skoro jazda tyłem do kierunku ruchu jest bezpieczniejsza, to dlaczego producenci nie robią tylnej kanapy od razu odwróconej? Przecież tak byłoby bezpieczniej i dla dorosłych, i dla dzieci. Nieważne, wróćmy do Grandlanda. Mamy już agresywną sylwetkę, całkiem spore wnętrze (szkoda, że pod podłogą bagażnika nie ma schowka, jest tylko schoweczek lub schowiątko) i niezłą jakość wykonania. Teraz jazda.

Po co on jest taki szybki?

Za każdym razem zadawałem sobie to samo pytanie, wyprzedzając sznur 129 tirów. Faktycznie Grandland poraża osiągami, wersja Hybrid 4 to jakiś potwór. 6,1 do setki – jak szybkie BMW za kupę forsy, a to przecież Opel. W sumie BMW to też taki Opel, tyle że z napędem na tył, a i to coraz częściej nie. Nieważne. Grandland w papierach ma spalanie typu 1,3-1,5 l/100 km, ale to oczywiście wtedy, kiedy go ładujemy z gniazdka. Jak nie macie zamiaru go ładować, to po prostu go nie kupujcie, to nie ma żadnego sensu. On w wersji bezładowarkowej wciąga w najlepszym razie 7,5 l/100 km (niżej nie udało mi się zejść, nawet jeżdżąc superoszczędnie), a jeśli chcemy trochę popędzić 300 KM do pracy, to wyjdzie nam nawet 11 l/100 km. Zalety układu hybrydowego pozostają czysto teoretyczne. Podejrzewam, że hybryda bez plug-ina typu C-HR 2.0 spali jednak znacznie mniej. Ale oczywiście nie będzie aż tak szybka. W trybie jazdy hybrydowej można przejechać krótkie odległości bez silnika spalinowego, ale to wymaga wprawy i pamiętania o tym, w rodzaju odpuszczania gazu gdy to tylko możliwe lub wciskania go w sposób niesłychanie delikatny. 

Co do wyposażenia, to jest ono raczej standardowe jak na tę klasę. Mamy więc kamerę cofania (seryjna w najbogatszej wersji), niestety z irytującą funkcją zmiany widoku na bezużyteczny, gdy zbliżamy się do przeszkody – trzeba przełączać to ręcznie. Mamy utrzymanie pasa ruchu, które zdaje się czasem samo włączać do gry, a czasem pozostaje w uśpieniu przez długie kilometry. Mamy wreszcie adaptacyjny tempom… eeee… a nie, czekajcie, nie mamy! Trzeba za niego dopłacić 3500 zł nawet w wersji Ultimate! Dobra robota Opel [xD]!

Cena [xD]

I tak doszliśmy sobie do ceny, 210 tysięcy plus parę dodatków – większość z nich typu skóra lub jakiś niezwykły lakier można sobie od razu darować, ale tego adaptacyjnego tempomatu i kilku jeszcze innych drobiazgów to bym nie pomijał. Lądujemy gdzieś na ok. 220-225 tys. zł, z czego 1500 zł kosztuje ładowarka obsługująca moc do 7,4 kW. Na liście w cenniku jest też ładowarka ścienna (wallbox) za 3000 zł, o ile masz ją sobie gdzie powiesić. 1200 zeta żądają za tę czarną maskę, to już lepiej samemu sobie ją okleić folią ze sklepu, albo dać do oklejenia – pewnie nie przebije to 500 zł. Tak czy inaczej, cena za Opla z dwójką na początku to jest do zaakceptowania jeśli ma cztery cyfry, a jeśli ma sześć, to mogę tylko zarechotać [xD]. Z drugiej strony wszystkie mocne SUV-y tyle kosztują, więc to rechotanie można zrzucić na karb zazdrości, że mnie na to nie stać i muszę jeździć starym kombivanem. Tyle tylko, że jest mi z tym całkiem dobrze. 

Test Opla Grandland X, jaki ja sam chciałbym napisać

Mam z tym poważny problem moralny. Cała ta sytuacja nie bardzo mi odpowiada. Dostaję samochód do testu na kilka dni i to ma sprawić, że zaprezentuję bezpłatnie ten produkt na łamach naszego serwisu, przedstawiając go w pozytywnym świetle. Przecież mogę „pojeździć sobie za darmo”, a to jest nagroda za to, że opiszę ten samochód jako świetny i zdecydowanie wart zakupu. W przeciwnym razie producent może pominąć nas przy kampanii reklamowej albo obrazić się i nigdy więcej nie dać auta do testu. 

Problem w tym, że dla mnie nie jest to nagroda, tylko kara. Wcale nie chce mi się jeździć nowym samochodem. Nie mam ochoty jeździć go odbierać i oddawać. Nie mam ochoty wyprowadzać własnego samochodu z naszego osiedlowego parkingu, żeby zmieścił się samochód prasowy. Nie mam ochoty nadmiernie na niego uważać, żeby na pewno niczego nie uszkodzić albo nie wybrudzić. Nie chce mi się nawet za bardzo jechać nim na zdjęcia, manewrować w lewo i w prawo, ustawiać siedzeń, kierownicy i obrazu na ekranie centralnym. To wszystko jest kawał roboty, a nagrodą ma być za to możliwość jeżdżenia samochodem. A co, jeśli ja wcale nie chcę jeździć samochodem i najlepszą nagrodą byłoby niejeżdżenie? Widzicie tę kolizję – mam pozytywnie i szczerze opisać kolejny podobny samochód tylko za to, że mogę nim pojeździć. To tak jakby fotograf miał zrobić za darmo sesję zdjęciową tylko dlatego, że ktoś pożyczy mu aparat. Ale on już ma aparat. 

Wytwarzanie popytu

I tu jest kolejny zgrzyt – jestem graciarzem, a mam z przekonaniem opisywać zalety nowego auta. Wszystkie nowe samochody są identycznie takie same, jedyna różnica jest w tym czy lejemy do nich paliwo kopalne, czy ładujemy prądem z węgla. Nie ma różnic w prowadzeniu, bo wszystkie mają te same systemy bezpieczeństwa. Różnice są tak subtelne i subiektywne, że można napisać właściwie cokolwiek, bo wszystko da się uzasadnić własnym gustem. I na to wszystko wjeżdża, cały na niebiesko (z wyjątkiem przedniej klapy) Opel Grandland X. Jest SUV-em plug-in hybrid. Kolejnym, podobnym jak poprzednie i niemal identycznym jak następne. To produkt korporacyjny, nie przynosi on żadnej rewolucji ani przesadnej innowacji. Kupuje się go raczej z rozsądku, trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś marzy akurat o Oplu Grandlandzie X Hybrid 4. Producent musi to marzenie w klientach wytworzyć i mój test miałby w tym pomóc.

opel grandland x test

Ale to niestety nie nastąpi. Bo to przecież nie tak, że Grandland jest zły. Jest całkiem poprawny, wygodny, cichutki i bardzo szybki. Dysonans między deską rozdzielczą z Opla a konsolą z Peugeota jest nieistotny. Trudno mi się wypowiadać na temat jego układu hybrydowego, bo po prostu go nie ładowałem z zewnętrznego źródła zasilania. Nie miałem czasu i jeździłem na benzynie. Pali 8,5 l/100 km – to więcej niż Peugeot Partner z dieslem 1.5 BlueHDi, ma też mniej miejsca od tego Peugeota, więc z praktycznego punktu widzenia lepiej kupić sobie Partnera albo Berlingo – ten samochód jestem w stanie zachwalić z pełnym przekonaniem. Z Grandlandem mam też taki problem, że nigdy w życiu, nawet przez ułamek sekundy nie rozważałem wydania ponad 200 tys. zł na nowego SUV-a, ani na nowego Opla, a tym bardziej na nowego SUV-a od Opla. Jest to samochód zupełnie spoza mojej bajki, z innego świata, i ja go mam szczerze zarekomendować jako dobry zakup w zamian za to, że mogłem nim pojeździć. Ale nie umiem, a nawet gdybym to zrobił, to byłbym w tym niewiarygodny. 

opel grandland x test

Po prostu kup co innego

Dlatego powiem Wam tak: jeśli chcecie, żeby marka Opel miała się dalej dobrze i planujecie wydać jakieś pieniądze na samochód tej marki, kupcie sobie Combo Tour XL w najbogatszej wersji Elite. Kosztuje połowę Grandlanda, ma silnik benzynowy z 8-biegowym automatem, może mieć 7 miejsc, a bagażnik jest gigantyczny. Jeśli nie potrzebujesz XL-a, kup sobie zwykłego i doposaż go po beret, i tak nie dojdziesz wyżej niż 120 tys. zł. Zaoszczędzisz 100 tys. zł względem Grandlanda X, a będziesz miał auto większe w środku, praktyczniejsze i zapewne dzięki wspólnocie z Peugeotem, Citroenem i Toyotą, łatwe w serwisowaniu. To akurat mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, bo jestem motoryzacyjnym utylitarystą. Ale to nie spodoba się producentowi, on potrzebuje sprzedawać hybrydy plug-in, żeby obniżać sobie średnią emisję CO2. To, że potem nikt ich nie ładuje i one palą tyle samo co zwykłe auta benzynowe, nie jest już potem sprawdzane. I to mi się nie podoba, uważam że trzeba tę sprawę wziąć mocniej za twarz. Ale to już temat na osobny wpis, który nawet chyba już pisałem. 

genewa nowości
To nawet nie jest Grandland X

Bonus: test Opla Grandland X, jakiego żąda ode mnie wtyczka SEO

Przeczytaj ten test Opel Grandland X. Opel Grandland X trafił do nas na test w 2020 r., podczas którego sprawdziliśmy jak sprawuje się Opel Grandland X model roku 2020. Ten test Opel Grandland X 2020 nie musi być długi, chodzi tylko o to żeby było dużo razy napisane Opel Grandland X 2020 test i żeby nie odmieniać słowa Opel, tylko pisać jeździłem Opel Grandland X Hybrid wykonując jego test. Mam nadzieję, że podobał Wam się mój test Opel Grandland X Hybrid 2020. 

opel grandland x test

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać