Testy aut nowych

Po przejażdżce nowym Suzuki Jimny jeszcze bardziej chcę je mieć. Choć to traktorek, a nie SUV

Testy aut nowych 31.01.2019 174 interakcje
Adam Majcherek
Adam Majcherek 31.01.2019

Po przejażdżce nowym Suzuki Jimny jeszcze bardziej chcę je mieć. Choć to traktorek, a nie SUV

Adam Majcherek
Adam Majcherek31.01.2019
174 interakcje Dołącz do dyskusji

To najoryginalniejsze auto ostatnich lat. Można je pokochać od pierwszego wejrzenia. I znienawidzić po pierwszej przejażdżce.

Nie przypominam sobie drugiego nowego samochodu, który wzbudziłby podobny poziom ekscytacji wśród kolegów z naszej redakcji. Gdy wyciekły pierwsze zdjęcia zastanawialiśmy się, czy faktycznie Suzuki będzie na tyle odważne, by stworzyć taki bezkompromisowy, żeby nie powiedzieć archaiczny, nowy model. Czy w dobie nowoczesnych, multiinterfejsowych SUV-ów znajdzie się na rynku miejsce dla malutkiej terenówki na ramie. 

Suzuki zdaje się nie mieć co do tego wątpliwości bo odważnie wprowadza na rynek nową, generację Jimny. Czwartą, bo ten model ma już pół wieku.

Suzuki Jimny

Czym Jimny nie jest

Seledynowe Suzuki ze zdjęć prasowych momentalnie budzi sympatię. Taka fajna, mała terenóweczka, taka zmniejszona Mercedesowska klasa G (tak, wiem, że Jimny jako model jest starsze niż Gelenda, ale Mercedes bardziej umie w marketing), takie fajne, oryginalne wozidełko. Ale biada temu, kto kupiłby to auto tylko dla wyglądu. Albo wydałby na nie pieniądze wyobrażając sobie, że będzie mieć wygodnego SUV-ika do miasta i na okazjonalne wypady poza nie. 

Suzuki Jimny

Do tego nowe Jimny się kompletnie nie nadaje. 

Albo inaczej – jak ktoś bardzo chce, to może z niego tak korzystać, ale to kompletnie wbrew koncepcji jaka przyświecała twórcom tego pojazdu. Na pierwszy rzut oka to auto idealne do miasta. Ma nadwozie o długości 3,6 metra – ok. 40 cm krótsze i o 10 cm węższe niż w Audi A1. Ma mocno przeszkloną kabinę, z której świetnie widać w każdym kierunku. 

Nadwozie Jimny jest kanciaste, zderzaki wystają tylko minimalnie, a pokrywa silnika – praktycznie pozioma, dzięki czemu kierowca nie musi zgadywać gdzie kończy się auto. Czujniki parkowania, czy kamera cofania byłyby tu zbędną fanaberią. 

Co więcej, zadbano tu nawet o takie drobiazgi jak obniżenie lini bocznej szyb w przednich drzwiach – dzięki niemu przykładając głowę do szyby zobaczysz poszerzenie nadkola i nie będziesz miał wątpliwości, czy np. auto przejedzie przez ciasną bramę. 

Suzuki Jimny

Auto ma 21 cm prześwitu i baloniaste opony, więc żaden krawężnik mu nie straszny. Do tego ma niewielki silnik, który powinien zapewnić przyzwoitą dynamikę nie zużywając przy tym przesadnych ilości paliwa i jest sprzedawane w wersji z automatem. Jeśli dodamy do tego oryginalny wygląd, który można jeszcze poprawić korzystając z pakietów tuningowych – otrzymujemy idealną bulwarówkę. 

Wszystko to prawda, ale Suzuki zbudowało ten samochód w zupełnie innym celu. I to po prostu czuć. 

No bo jest tak: wskakujesz do kabiny i rozsiadasz się w fotelu. Błąd. Nie w fotelu, a raczej na miękkim krześle. Trzymanie boczne – minimalne, regulacja wysokości, albo podparcia części lędźwiowej kręgosłupa – zapomnij. Kierownica regulowana tylko góra/dół w zakresie 35 mm z przekładnią śrubowo-kulkową, czyli rozwiązaniem stosowanym dziś raczej w pojazdach użytkowych niż w osobówkach. Za kierownicą – oldschoolowe zegary, a między nimi czarno biały wyświetlacz o niskiej rozdzielczości. 

Jednym słowem – w porównaniu z modnymi crossoverami wnętrze Jimny prezentuje się… skromnie, by ponownie uniknąć użycia słowa „archaicznie”. Jedynym powiewem XXI wieku jest system multimedialny z dotykowym ekranem, nawigacją i radiem DAB. Trudno jednak zaliczyć go do najbardziej udanych i intuicyjnych rozwiązań na rynku. Jego największą zaletą jest to, że działa z Apple CarPlay i Android Auto, więc szybko można o nim zapomnieć. 

Suzuki JImny

Kabina – dla dwojga

Podczas prezentacji samochodu przedstawiciel importera nie ukrywał, że to auto dwuosobowe. Owszem – jest rejestrowane na 4 osoby, ma dzieloną, dwuosobową kanapę i nawet mocowania Isofix. Ale jazda z tyłu to żadna przyjemność. Jasne – da się i jak siadłem sam za sobą to nawet nie dotykałem kolanami do oparcia przedniego fotela. Niestety siedzisko zamontowano dość nisko, co oznacza siedzenie z podkurczonymi nogami, co trudno uznać za komfortową pozycję.

Do tego jeśli podróżujemy z kompletem pasażerów, do dyspozycji zostaje przestrzeń bagażowa o imponującej pojemności 85 litrów. Nie ma mowy o wrzuceniu do bagażnika nawet małej walizki, tzw. kabinówki.

Suzuki Jimny

W przypadku mojej podróży sprawdził się wariant 3-osobowy, co wyglądało tak:

Suzuki JImny

Jeśli ktoś myśli o dłuższej podróży i zabraniu bagażu, powinien zaprosić co najwyżej jednego towarzysza. Wówczas będą mieli do dyspozycji foremną przestrzeń o pojemności 377 litrów, z płaską podłogą i pionowymi ściankami bocznymi.

Suzuki Jimny

Ja bym jednak do długiej podróży nie zachęcał.

Nie miałem przyjemności jeździć starszymi generacjami Jimny, ale koledzy, którzy jeździli twierdzą, że w nowym jest znacznie ciszej. Wspaniale, ale jak na dzisiejsze standardy w kabinie wciąż jest naprawdę głośno. Byli tacy, którzy twierdzili, że i przy 140 km/h da się rozmawiać przez zestaw głośnomówiący, ale powyżej 100 km/h już się robi nieprzyjemnie. Nie ma co się dziwić – wysoka kabina, prawie pionowa przednia szyba, zimowe opony i pięciobiegowa przekładnia manualna (albo, o zgrozo, czterobiegowy automat) to nie jest zestaw na autostrady.

Suzuki Jimny
Przypominamy: to model z roku 2018

Za to do przepisowej jazdy na drogach krajowych nadaje się nieźle. O ile nie będzie trzeba przyspieszać. Wówczas trzeba zacząć od zredukowania biegu i żeby skorzystać z wszystkich 130 Nm momentu obrotowego w wolnossącym 1.5 trzeba mocno wdusić gaz. Silnik wyje, wkręca się na obroty a Jimny zaczyna przyspieszać. Tylne koła rozpędzają je dość nieśmiało i każdy manewr wyprzedzania lepiej dobrze zaplanować. Na wszelki wypadek w danych technicznych auta nie podano wartości przyspieszenia od 0 do 100 km/h. To już powinno podpowiadać jak przyspiesza to auto.

Jednym słowem – w zwykłym, codziennym użytkowaniu to auto nie sprawdza się najlepiej. Jeśli dla ktoś myślał o nim jako o alternatywie dla crossovera, do codziennego, wygodnego dojeżdżania do pracy i na zakupy, to się srogo rozczaruje. 

Suzuki Jimny

I bardzo dobrze, bo dzięki temu zostanie więcej Jimny dla tych, którzy wiedzą, że wszystkie jego wady to tak naprawdę zalety! 

Bo ten samochód nie jest multiinterfejsowym SUV-em, ale prawdziwą terenówką. Z kabiną posadowioną na ramie za pomocą 8 gumowych elementów. Na zmodyfikowanej w niewielkim stopniu ramie z modelu poprzedniej generacji, wprowadzonego na rynek przeszło 20 lat temu. Nie zmienił się rozstaw osi, w ramie pojawiły się dodatkowe usztywnienia. 

Pojawił się nowy silnik – 102-konne 1.5, które nie było montowane wcześniej w żadnym modelu dostępnym w Europie. Nie ma turbosprężarki? I bardzo dobrze, podczas pełzania w terenie nie jest niezbędna, a dzięki seryjnemu reduktorowi w trybie 4L Jimny jest naprawdę bardzo sprawne. Dla mniej doświadczonych przygotowano systemy wspomagające podczas wjazdu na wzniesienie i przy zjeździe z niego. W lżejszym terenie nie ma potrzeby wykorzystywania reduktora – wystarczy przepiąć napęd z trybu 2H (napęd na tył) na 4H (na cztery koła).

Suzuki Jimny
Nadkole to by chyba było dobrze sobie dodatkowo zabezpieczyć.

Pionowa szyba, płaska maska i kanciasty kształt sprawiają, że nie ma problemu z oceną odległości od przeszkód. Świetna widoczność ułatwi podjęcie decyzji czy warto pakować się w kolejny wertep. 

Oldskulowe zegary są czytelne w każdych warunkach, duże pokrętła i przełączniki można obsługiwać nawet w rękawiczkach, nudne, szare wnętrze nie odciąga wzroku kierowcy od tego co przed autem. A że twarde tworzywa? I dobrze, będzie je trudniej uszkodzić i łatwiej wyczyścić. Że fotel ze słabym trzymaniem bocznym? Nie szkodzi, dzięki temu łatwiej się przechylić i wyjrzeć za okno by zobaczyć co bierze się pod koła. Niewygodnie z tyłu? Nie szkodzi, z tyłu ma podróżować sprzęt wspinaczkowy, myśliwski, weterynaryjny, narzędzia, czy co tam jeszcze komu potrzebne do pracy.

Suzuki Jimny
Dzięki rynience wokół dachu gdy otworzysz drzwi w czasie deszczu woda z dachu nie ścieknie ci na głowę.

Tak, do pracy, bo to jest pojazd, który ma służyć głównie jako auto użytkowe, ma dotrzeć tam, gdzie nie wjedzie żaden SUV i gdzie trudno byłoby dotrzeć dużo większym i cięższym terenówkom z prawdziwego zdarzenia. I od wygodnej kanapy ważniejsze są nagwintowane otwory pod bocznymi szybami i w podłodze bagażnika, w które można wkręcić haki, albo dowolnie zaprojektowaną zabudowę.

Że silnik nie zapewnia satysfakcjonującej dynamiki podczas jazdy na autostradzie? I dobrze, nie po to stworzono Jimny. Wystarczy, że się na niej sprawnie przemieszcza, prawdziwe możliwości ma pokazywać dopiero w terenie. I faktycznie pokazuje.

Suzuki Jimny

Ja jestem Jimny zachwycony. I przekonany, że jest mi kompletnie niepotrzebne. 

Ale i tak chciałbym je mieć. Właśnie po to, by wykorzystywać wszystkie jego wady/zalety (niepotrzebne skreślić). Żeby przesiąść się czasem z wygodnego auta asfaltowego, do wygodnej inaczej terenówki. Żeby nie z potrzeby, a z przyjemności zjechać czasem z ubitej drogi i spędzić kilka dni z dala od cywilizacji. Nie zazdroszczę tym, którzy mają pracę, w której potrzebują tego typu auta, bo to musi być jakaś ciężka robota. Ale właśnie przybyło im nowe, świetne narzędzie. 

Aha, nieprawdą jest, że wszystkie auta przewidziane do sprzedaży w tym roku zostały już sprzedane. Albo inaczej – to półprawda. Polski importer miał do dyspozycji na ten rok 260 aut. Na ten rok fiskalny, a ten po japońsku liczony jest do końca marca. I faktycznie, do końca marca limit został wyczerpany – klienci zarezerwowali ok 120 aut, reszta trafiła jako samochody ekspozycyjne i demonstracyjne do sieci dealerskiej. Ale nie wszystkie z nich już mają klientów. I niebawem będzie można składać zamówienia na kolejne egzemplarze, z kwietniowej produkcji, które powinny trafić do kraju po wakacjach. Cennik jest znany od dawna – jeśli czekałeś na takie auto, nie ma się co wahać.

Suzuki Jimny

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie