Wiadomości

Tesla Model Y jak Polonez. Wahacze sypią się po 15 tys. km

Wiadomości 25.09.2021 212 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 25.09.2021

Tesla Model Y jak Polonez. Wahacze sypią się po 15 tys. km

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski25.09.2021
212 interakcje Dołącz do dyskusji

Tesla Model Y ma duży problem, a tym problemem jest zawieszenie, które przejęto bez modyfikacji z Modelu 3. 

Jak na „producenta samochodów przyszłości”, to Tesla ma zaskakująco dużo problemów jakościowych. Te ze słabym spasowaniem elementów czy nędznym lakierowaniem można uznać za sprawy czysto estetyczne, rażące tylko oko (nie)szczęśliwych Teslan. Gorzej, gdy zaczynają się sypać rzeczy odpowiadające bezpośrednio za bezpieczeństwo jazdy. A wiele wskazuje na to, że tak się właśnie zaczyna dziać z Modelem Y. Jak donosi „człowiek z wewnątrz”, Tesla Model Y jest właśnie po cichu wzywana na szeroko zakrojoną akcję serwisową. Problem stanowi przednie zawieszenie, w którym już po ok. 15 tys. km pojawiają się luzy na mocowaniach wahaczy, tzn. na tulejach metalowo-gumowych. Tak czy inaczej, 15 tys. km to trochę straszny wynik jak na nowoczesny samochód.

Jak do tego doszło? Chyba wiem

Tesla Model Y ma zawieszenie z Modelu 3. Ale nie tam, że „bazujące”, tylko po prostu przejęte jeden do jednego. Takie samo. Zostało ono obliczone pod masę Modelu 3, która wynosi od 1611 do 1847 kg i jakoś z tą masą sobie radzi. Najlżejszy Model Y jest o 170 kg cięższy niż najlżejszy Model 3. A Model Y z wypasem przebija dwie tony. To jest to samo zawieszenie, tylko ktoś dowalił mu znacznie więcej masy do amortyzowania. Nic dziwnego, że szybciej się zużywa. Wprawdzie nie sądziłem, że aż tak szybko – 15 tys. km to prawie nic – ale najwyraźniej dla inżynierów Tesli nie ma rzeczy niemożliwych. 

Bardzo łatwo jest wywalić się na prostej rzeczy

Samochód, jak boleśnie przekonują się inżynierowie Tesli, to nie tylko fajna elektronika i gadżety otaczające kierowcę. Żeby był dobry, musi być dobry w całości, również w tych prostych i przyziemnych elementach, jak hamulce czy zawieszenie. Bez nich będzie żenującym żartem Elona Muska, który może potrafi śmiesznie pierdzieć po włączeniu kierunkowskazów, ale za to może od niego odpaść koło. Spodziewam się, że tych nudnych elementów typu zawieszenie to nikomu się tam nie chce projektować, każdy chce dorzucić jakiś niesamowity gadżecik od siebie, który sprawi, że dana Tesla będzie miała jeszcze większy faktor „chcę to”. A potem lądujemy z samochodem, który zachwyca nowoczesnością, ale za to po 15 tys. km ma luzy na wahaczach jak Polonez Caro z 1993 r. 

Z tego samego powodu nie wróżę sukcesu projektowi „Apple Car”

Wszyscy będą chcieli, żeby był tak elektroniczny, jak to tylko możliwe, autonomiczny, wypakowany najnowocześniejszą technologią, żeby reagował na oddech, skanował gałki oczne itp. Nikt jednak nie będzie chciał przyłożyć się do trwałości jego podwozia czy własności jezdnych. A niestety samo gadżeciarstwo nie wystarczy. Trzeba nudnej pracy u podstaw, wielu tysięcy testów w różnych warunkach i innych nieciekawych czynności, żeby powstał nie tylko dobry smartfon na kołach, ale również dobry samochód. Tesla Model Y i jej luzy na wahaczach boleśnie o tym przypominają. 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać