Wiadomości

Tesla po cichu obcięła zasięg Modelu 3. Trzeba zakazać aktualizacji oprogramowania

Wiadomości 17.10.2019 101 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 17.10.2019

Tesla po cichu obcięła zasięg Modelu 3. Trzeba zakazać aktualizacji oprogramowania

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz17.10.2019
101 interakcji Dołącz do dyskusji

Bjorn Nyland uważa, że Tesla obcięła zasięg w jego samochodzie. Prościej byłoby takich praktyk zakazać, bo rzecz jest trudna do wykrycia.

Jest szkoła wąchocka, która mówi, że aktualizowanie online oprogramowania w samochodach przez producenta to postęp i możliwość ciągłego usprawniania pojazdów. To nowoczesność i korzyść dla klienta, szczególnie klienta Tesli, który ciągle dostaje nowe funkcje.

I szkoła zamojska, według której, to aktualizacje OTA to oszukiwanie systemu homologacji pojazdów i unikanie akcji serwisowych przez zmiany w oprogramowaniu, a także możliwość pogorszenia osiągów samochodu bez wiedzy i aprobaty właściciela.

Odkrycie Bjorna Nylanda – znanego youtubera mówiącego o Tesli – sprawia, że ponownie trzeba się zastanowić, co z tym fantem zrobić. Najnowsza aktualizacja oprogramowania po cichu zmniejszyła zasięg jego Modelu 3. Niby minimalnie, ale chodzi o zasady.

Pozew za aktualizację oprogramowania

Niedawno właściciele modeli S i X złożyli pozew zbiorowy przeciwko Tesli, bo ta zmieniła oprogramowanie z powodów bezpieczeństwa. Według ich domysłów stało się tak, bo akumulatory Tesli były zagrożone samozapłonem, lecz brak na to oficjalnego potwierdzenia.

Taki sposób załatwienia sprawy i zmniejszony aktualizacją zasięg pojazdów trochę ich zezłościł i zrodził podejrzenia, że Tesla unika odpowiedzialności za nagłaśniane w mediach pożary. Słynne na cały świat samozapłony Modelu 3 nie dotyczą, ale Bjorn Nyland też zaczął coś podejrzewać.

Jego Model 3 ma zasięg krótszy o kilka kilometrów

I zbadał sprawę bardzo gruntowanie. Warto obejrzeć film (na końcu tekstu), w którym szczegółowo to wyjaśnia. Trwa on aż pół godziny, więc sprawę skrócę.

Według Nylanda początkowa pojemność akumulatorów dostępna dla użytkownika – 74,5 kWh, które przekładały się na 499 kilometrów zasięgu – została zmniejszona do 69,6 kWh. Co przy średnim zużyciu energii na poziomie 149 Wh/km, powinno dawać 467 kilometrów. Tylko, że zamiast 467, jego Model 3 wyświetla 483 kilometry.

69,6 kWh dostępnej pojemności ma teraz umożliwić przejechanie 483 kilometrów przy średnim zużyciu 144 Wh/km. Nagle samochód potrzebuje mniej energii na przejechanie każdego kilometra. Jak to możliwe, czy Tesla poprawiła efektywność zarządzania energią? Gdyby tak było, maksymalny zasięg powinien wzrosnąć przy tej samej dostępnej pojemności. Efektywność się nie zmieniła, po prostu przyjęty został inny przelicznik.

Prawda ukryta w ładowaniu i zasięgu

Nikt się temu dokładnie przyjrzał, dopóki Bjorn nie opublikował filmu. Zmniejszenie się zasięgu u niego i innych użytkowników mogło wynikać z naturalnego zużycia akumulatorów, ale samochód jest dość młody, a Nyland pokazuje, że nowy zasięg jest wynikiem działań Tesli.

Najpierw Nyland, po liczbie przejechanych kilometrów i pozostałym poziomie naładowania pojazdu, wylicza ile faktycznie mógł mieć dostępnych kilowatogodzin. Potem przechodzi do danych ładowarki, gdzie możne sprawdzić ile pobrał kilowatogodzin, ale niestety nie wie już ile dostępnych jest w jego Tesli, bo trakcie ładowania występują straty energii. Porównuje więc liczbę kWh przy 90 proc. naładowania przed aktualizacją oprogramowania i obecną, wylicza 3 kWh różnicy. Ładowanie przebiegło szybciej niż poprzednio, co również wskazuje na zmniejszoną dostępną pojemność.

Jego uwagę zwraca szczególnie początkowa faza ładowania, gdzie różnice w tym jak szybko akumulatory osiągają dany poziom naładowania, również pozwalają mu prognozować ile ubyło mu kilowatogodzin dostępnych dla użytkownika. Wciąż wychodzi mu, że mógł stracić nawet 3 kWh. 

tesla model 3 zasięg
Kadr z filmu Bjorna Nylanda na kanale YouTube.

Zmiany zasięgu jest łatwo ukryć. Bjorn pokazuje, że Teslą S lub X można przejechać nawet kilkanaście kilometrów nim zasięg na wyświetlaczu zacznie pokazywać niższą wartość. Samochód cały czas zużywa energię, a wskaźnik naładowania pokazuje 100 proc. Dopiero po jakimś czasie liczba kilometrów możliwych do przejechani zaczyna spadać. W Modelu 3 rozwiązane jest to inaczej, zasięg zaczyna spadać szybciej, ale wciąż zostaje spory margines do manipulacji.

Wyświetlany zasięg jest kwestią przyjętych założeń do wyliczeń, a te można modyfikować. 0 proc. zasięgu nie oznacza, że samochód od razu stanie. Stanie się to wtedy, gdy tak postanowi Tesla a swą decyzję zapisze w pakiecie aktualizacji. Dodatkowo, akumulatory tracą swoją sprawność wraz z upływem czasu i naturalnym jest, że zasięg przez całe życie samochodu elektrycznego nie będzie identyczny.

Raport pokazujący degradację akumulatorów w innym Modelu 3, również potwierdza, że spadek zasięgu nie jest przypadkowy. Jest nagły, co potwierdza tezę, że jest ściśle związany z aktualizacją oprogramowania.

tesla model 3 zasięg
Wykres z forum teslamotorsclub.com

Brak komunikacji z Teslą

Można zapytać, co to właściwe za różnica, nie ma co drzeć szat o kilka kilometrów, skoro większość czasu nie korzysta się z pełnego zasięgu, a maksymalny zasięg samochodu elektrycznego i tak zależy od stylu jazdy i warunków atmosferycznych.

Bjornowi nie podoba się styl, w jakim wprowadzane są te zmiany. Gdyby sam nie wykonał kilku obliczeń nawet by się nie zorientował, że coś jest nie tak. Nie jest nawet w stanie ustalić czy stracił 5 czy 3 kWh.

Tesla w żaden sposób nie komentuje tej sprawy. Można tylko zgadywać, czy znów chodzi o tajemnicze sprawy bezpieczeństwa, czy tylko przypadkiem tak wyszło.

Aktualizacje jako akcja techniczna

Jeśli producent ma zbyt dużą wolność we wprowadzaniu zmian w naszym samochodzie, to może go kusić by po cichu załatwić sprawy, o których chcielibyśmy jednak wiedzieć. Na przykład nie przyznać się, że modele S i X mogły się zapalić.

Może lepiej takich praktyk zakazać i każdą aktualizację oprogramowania traktować jako akcję techniczną wadliwego elementu pojazdu. Każda zmiana oprogramowania mogłaby być wykonywana tylko w serwisie, z podaniem przyczyn i skutków akcji technicznej w systemie elektronicznym i książce serwisowej.

Wątpliwości byłoby mniej, a właściciele samochodów elektrycznych nie musieliby zastanawiać się, czy pewnego poranka nie obudzą się z samochodem o zupełnie innych właściwościach użytkowych niż te, które miał gdy kładli się spać wieczorem.

Lepiej nie czekać aż producenta kiedyś za bardzo poniesie przy aktualizacji. Na przykład tak, że obetnie dostępną pojemność akumulatorów, jednocześnie zmieni przelicznik i sprawi, że będziesz podejrzewał wyłącznie naturalne zużycie ogniw.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać